niedziela, 12 maja 2013

Życie jest śmieszne.

Jestem na granicy i najmniejsze słowo, czyn, myśl, czy rzecz mogą doprowadzić mnie do łez. 

Marzę o tym, żeby spojrzał na mnie jak na kobietę... Kobietę, z którą mógłby być. I niesamowicie smuci mnie to, jaka jest między nami różnica. Gdy ja widzę Jego... wysportowanego, przystojnego (ups zabrzmiało to jakoś dziwnie oficjalnie, ale gdybym miała opisać co czuję, ludzie wzięli by mnie za nienormalną), a gdy on widzi mnie - chudą, płaską, młodszą koleżaneczkę.  Ostrzegam, że od dzisiaj zabiję każdą dziewczynę, która będzie marudziła, że jest gruba, z powodu tego, że wygląda jak powinna wyglądać każda normalna kobieta.

W czwartek gala, a ja boję się rozczarować tych, którzy we mnie wierzą. . 

Zadaję sobie pytanie, czy mogłabym coś z sobą zrobić.... 


'I really hope there is a heaven, because life has been an utter dissapointment thus far.'

sobota, 4 maja 2013

No expectations, no dissapointments.



Zakupy i nocowanie. Możliwe, że ten weekend majowy był najlepszym. Niestety, już się kończy, a ja nie wypoczęłam do końca i nie zrobiłam tego, co zamierzałam. Czas tak szybko leci. Przynajmniej nie myślałam. I prawie zapomniałam. Moja niechęć do męki jest coraz silniejsza. I coraz skuteczniejsza. I mogę powiedzieć, że serdecznie mam go dość. Gdyby zniknął... Ale nie chcę tego zniknięcia. I boję się jak sobie z tym poradzę. 
 Na chwilę obecną, jestem bliska szczęścia. Dzięki czasowi. Miałam czas trochę odpocząć.

I słodkie marzenia...