poniedziałek, 28 stycznia 2013

So much ambition but no motivation.



Ruszyliśmy. Tata zapakował miskę frytek i pomidorów z cebulą (nadal nie została  wyjaśniona  przyczyna - był głodny czy chciał nas wkurzyć? cóż... wkurzyć mu się udało), których woń w błyskawicznym tempie wypełniła pomieszczenie samochodu. Szybko, po koleżankę siostry. Zdążyliśmy. Niepotrzebnie było się tak denerwować. Do sklepu niezłą grupką wypindrzonych dziewczyn (jak się zachowywały... dodać czy nie muszę?) - nie, nie, nie mam nic do nich... no może... zazdroszczę jednej z nich. Długa kolejka na schodach. Za mną (tuż tuż... tak blisko!) obiekt mych marzeń. Przywitaliśmy się: 'cześć' 'cześć'. Pojawiła się również druga adorująca. Musiała oczywiście. Na szczęście nie był zadowolony i nie zamienili ani słowa. Moja koleżanka oczywiście musiała uciec jak najdalej, choć mogłyśmy usiąść obok nich. Film - życiowy, toksyczny, głupi, fajny, normalny. Mu się nie podobał, a więc - głupi. Podszedł!!! Podszedł i zapytał się co sądzę o filmie, ale inne dziewczyny (zazdrosne) nawet nie pozwoliły mi na porządną odpowiedź  ('Kuba, zrób mi dziecko'). 2 minuty na dworze i do domu. Nie potrafię ocenić czy jestem zadowolona z tego wyjazdu do kina, ale... na pewno niesamowicie się cieszę z paru drobnych szczegółów. 

'Skończy się tak, że w piątek dam siostrze książkę, aby mu oddała.' Matematyka. Drogi nauczycielu, pozwól mi się od czasu do czasu wyłączyć. O nie! Mają! Do toalety, szybka kontrola. Do siostry, pod przykrywką: 'nie masz kanapki?'. O, zobaczyłam Go, tak się złożyło, że siedział koło siostry, więc 'może przy okazji'...'Dziękuję i przepraszam, że tak późno.' (późno oddałam). Szybko, wycofać się, bo zwariuję. Schody. 'Agata!'. Odwracam się. Nagle znalazłam się przy nim (jak?!). 'Przynieść ci następną część? a... Nie ty już czytałaś.' 'Czytałam, ale... właściwie mógłbyś przynieść.' Uciekam. Na następny dzień nie ma mnie w szkole. Pięknie. 

Koszmar, choroba. Chciałabym się uwolnić od tych snów... Nie bać się i normalnie funkcjonować wieczorami... 

Braciszek ma Xbox'a 360 (Do mnie za 10 lat-wiem, grat). A więc całe dnie spędzone przy okrzykach wciągniętych dzieci, kurczowo trzymających 'padów' (?) i gapiących się w ekran dużego telewizora, na którym widać jedynie dwie kierownice śmigające po ulicach. 

Coś muszę zrobić. Plan? Nie mam na niego siły. Pierwszy, mały kroczek - nie truć samej siebie. 

czwartek, 24 stycznia 2013

Nightmare.


http://25.media.tumblr.com/tumblr_mdj9adgl5E1rx0zn3o1_500.gif

Wpatruję się w chłodną biel. Pozwalam zamrozić się memu umysłowi. Podziwiam uroczy balet z gracją wirujących płatków śniegu przyodzianych we wzorzyste, piękne stroje i myślę, że równie dobrze może być on okropną walką. 

Tak nagle. Tak nagle zaczynam zwracać uwagę na to, gdzie jestem. Pojawia się. Uciekam. Pojawia się. Krzyczę. Uciekam. Pojawia się. Śledzi mnie. Krzyczę. Uciekam. Jest straszny, okropny, owładnięty bezgraniczną chęcią zemsty. Pojawia się. Krzyczę. Uciekam. Dokąd? Nie mogę! Świadomość, że będzie to trwało wieczność... Krzyczę ogarnięta paniką, przygnieciona bezsilnością. Pojawia się. Krzyczę.

W sobotę - tak, byłam w kinie. Opowiem następnym razem... Tak, oddałam mu książkę - w środę. Później chodziłam po szkole dumna z siebie. Ma mi przynieść następną. Miał dzisiaj. Ale mnie nie było. Dręczą mnie wyrzuty sumienia, że musiał (o ile przyniósł) ją targać i niszczyć w plecaku. Że nie przyszłam, choć powinnam. 

 

piątek, 18 stycznia 2013

Keep your hopes up high and your head down low.

Tydzień pełen zmiennego humoru. Z dnia na dzień coraz bardziej się męczę, a pod koniec tygodnia wybucham płaczem. Rozładowuję emocję. I takim dniem też jest sobota, ale jutrzejsza jest wyjątkowa... Niestety przepełniona stresem, więc boję się, jak ja to wytrzymam. 
Smutkiem niekiedy. Niekiedy szczęściem. 

Nie kontroluję mojego 'wyłączenia'. Najgorsze jest, jak przychodzi na lekcji... Nauczyciele wychwycą każdą sekundę twojej nieuwagi. Ale tak łatwo odpływam w inny świat...

Dziś była najlepsza przerwa z historii przerw mojego życia (co prawda, nie trudno zdobyć taki tytuł, ponieważ większość przerw przesiedziałam w kącie i nie są moimi najlepszymi wspomnieniami)! Siedziałam na jednej ławce z 'obiektem mych myśli, marzeń i snów'. I rozmawiałam! Przez minutkę, ale... ale i tak... Mam nadzieję, że nie zauważył, jak drgały mi policzki (nie wiem co one sobie robią, ale mam ich dość, bo drgają za każdym razem, gdy go widzę, a to wygląda zapewne bardzo dziwnie). Z nerwów oczywiście. Z ogromnych nerwów. Dziewczyny są wredne. Wszystkie. Jak można... On na niej był! Skarpetka na oknie, but na gablocie... Nie, nie mój. Jego byłej dziewczyny. A potem ona na Nim... nawet go nie lubi! Tylko wie to, czego wiedzieć nie powinna. 

Jutro jadę do kina. Z Nim. Nie mam pojęcia w co się ubrać (ogromny dylemat). Strasznie chcę pięknie wyglądać, ale nie będę... to mnie dobija. Pragnę spokoju, ukojenia. Cotygodniowego wypłukania swojego umysłu od wszystkich myśli wraz ze łzami. Chyba naprawdę oczekuję tej znienawidzonej pustki, która jest oznaką tego, że jestem za słaba. Złe myśli zadają mi ból, ale ja, przyzwyczajona do tego okropnego bólu, ignoruję go i zwracam się ku tej pustki, która jednocześnie pobudza we mnie milion złych emocji i je zabija. 

Z cyklu 'chcę zapamiętać, więc piszę': dwie osoby do mnie piszą. Dlaczego nie można normalnie powiedziec? To nic takiego, nie należą do tych, którzy są stali w 'uczuciach'. 

Jest taki piękny...

piątek, 11 stycznia 2013

Can't walk away.



Jestem uzależniona.

Zastanawiam się, czemu nie mogę się zdobyć na powiedzenie jednego, głupiego 'cześć'. Właściwie, to na odpowiedzenie. Zabiera mi dech... 'Cześć'. I choć może to dla Niego jest zwykłe słowo wypowiedziane obojętnie, ot tak, dla mnie to jest najprzyjemniejsza melodia, a wewnątrz mnie dzieją się 'ewolucje' (nie wiem jak to inaczej nazwać). 
I tak niewyobrażalnie mocno bym chciała.... 
Marzę, lecz coraz rzadziej. Przenoszę się do innego świata (mam moje wybawienie- książkę), a ten mój, tak bardzo mnie męczący, pozostawiam daleko, aby był, lecz nie istniał. Jestem świadoma wszystkiego i na nic nie oczekuję. Lecz z całego serca pragnę, aby moje marzenie się spełniło. Ale to niemożliwe (prawda?)...

I mimo tego, że pare ludzi, nawet mi nie znanych, zachwyca się nad moją urodą, to ja dalej jej nie dostrzegam. Gdzie? Co? Ktoś z takim ciałem jak On, nie zechce kogoś z takim ciałem jak ja. Niestety. Ta prawda mnie rani i brutalnie wyciska ze mnie łzy.

Spadł śnieg. 
Tak jak mu życzyłam. W dzień, w który zdecydował się ze mną przywitać.  

wtorek, 8 stycznia 2013

Shine bright like a diamod.

Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Nie mogę uwierzyć, że trzymam rzecz, którą on dotykał (?)!!! Po książce (a dokładniej Zaćmieniu od obiektu mych nie opuszczających mnie myśli) czuję się tak, jakbym przed chwilą wróciła z rocznych (no dobra... miesięcznych) wakacji! Niesamowicie mi tego brakowało. Skończyłoby się psychologiem, gdyby nie moje wybawienie... Kto wie, może się uzależniłam. Ale to jedno z tych uzależnień, których koniecznie nie trzeba zwalczyć (są takie?). Czuję ogromną ulgę. Żyję w innym świecie.

Jadę z Nim (i z pozostałymi jedenastoma innymi osobami) do kina! I choć są małe szansę, że zamienimy choć jedno słowo, niesamowicie się cieszę! A potem mogę płakać do 2 w nocy (jak się mi już zdarzyło). Najwyżej ucieknę do świata Belli i Edwarda (Edward jest w moich oczach bardziej podobny do Francisca Lachowskiego niż do lekko obrzydliwego Roberta Pattnsona, tak samo Bella-to ja, tylko ładniejsza i lekko starsza). AAAAAAAAA.

Czuję pustkę. Płakałam przez cały weekend. I chyba wylałam już mój tygodniowy zapas łez. Staram się nie skupiać na moich myślach, po prostu nie rozmyślać i iść do przodu (nie zwracając uwagi na mój stan psychiczny - po prostu się w go nie zagłębiać). 

piątek, 4 stycznia 2013

Feel beautiful



,, Jałowców gaje, w których z kochanka żrenicy 
 Gorzkie łzy dla niewiernej sączą się źrenicy.''

,,Miłość bowiem moja tym bardziej widna, im ją bardziej kryję.''

- ,,Mą panią, droga, ja twym niewolnikiem.''
- ,,Więc mężem moim?''
- ,,A tak chętnym sercem, jak chętnym więzień do wolności wraca.''

Już zatonęłam. W błękicie twych oczu. W głębi mych uczuć. 

- Będę godna to powiedzieć za kilka lat. Ale teraz... tak się czuję. Kiedyś będę się śmiać, lecz teraz płaczę. 

Dużo marzę. 
Naprawdę mam poczucie rzeczywistości, wiem jaka jest. Jest tak, jakbyśmy nigdy ze sobą nie pisali (pisanie to rozmowy w 21 wieku). Nie oczekuję niczego więcej. Ani niczego nie czuję. Nie czuję żalu, goryczy, smutku. Jestem wdzięczna losowi za to, że mnie chociaż kojarzy. A czuję jedynie rozpaczliwe łzy, które przysłaniają mi widzenie i jęki, które palą gardło. 


Postanowiłam siebie polubić. To zapewne jedno z tych postanowień, z których na następny dzień będę się śmiać (lub płakać). Ale teraz naprawdę tak postanowiłam. Jestem mną. I czy mi się to podoba, czy nie, czy cisnę się w sobie, czy się siebie brzydzę, muszę to zaakceptować.

Dostałam od ciebie bilet do nikąd.

środa, 2 stycznia 2013

Discover your own paradise.

Nie potrzebnie się przejmowałam. Nawet nie miałam okazji, aby osłupieć z wrażenia. Niestety.  

Żegnaj, mój raju.

Rozczarowałam się, choć wiedziałam, że tak będzie. 'Nadzieja'. Jakby to powiedziała moja kochana, szanowna siostra 'ta kur*a sreja'. Wręcz pałam optymizmem... Nic się nie stało. Nie mogłoby być tak pięknie... I nie było. I nie będzie. Jedyne, nad czym chce mi się płakać, to nas swoją głupotą. Tak, jestem głupia. 

Gdyby tylko nogi nie zamieniały się w watę/galaretę (co kto woli), 'motylki' nie szalały w brzuchu, gdyby nie robiło mi się słabo i gdyby ta piękna twarz mnie nie prześladowała...