wtorek, 31 lipca 2012

forever so

GABRRRRRIEEELAAA WRÓCIŁA !!! 
Hahaha. Ale sie ciesze. Nie powiem nie powiem stęskniłam się.  2 tygodnie cie nie było!

Noc w Rakowicach. 
Lie awake in bed at night
And think about your life
Do you want to be different?
Try to let go of the truth
The battles of your youth
'Cause this is just a game' 
Pierwszy raz od przynajmniej początku wakacji nic mi się nie śniło. Bałam się, że będę się męczyć. Zasnęłam przejmując się tylko tym, nie wpuszczając myśli do mojego umysłu, targana uczuciami. Myśleć o niczym. Zdobędę kiedyś tą umiejętność. Kiedyś. Kocham budzić się tam, w Rakowicach. Miękka, stara pościel, ptaki, słońce i takie jakieś.. inne światło. Nie mam tego w domu, ani nigdzie indziej. To jest jedyne miejsce, gdzie mogę spać spokojnie.

Nadzieje na Chorwację. Zaczynam w to wierzyć. A to bardzo bardzo niedobrze, bo wiem, że czeka mnie zawód. A może... Kto mnie walnie? 

Dzwonie po Gabrielę. Nie ma odpoczynku. Buahahaha. 

Zgubiłam entuzjazm. Bo? Bo zobaczyłąm moją siostrzyczkę w moim swetrze, w którym ja wyglądam jak wieszak przeznaczony dla niego, a ona... No czemu?! To moja siostra! Wszyscy w mojej rodzinie są ładni! Wszyscy!!! Tylko moim rodzicom urodziło się takie coś. Psychiczny, chory obojniak. Wczoraj jeszcze miałam dobrą samoocenę, gdyż miła pani w warzywniaku rano powiedziała, że jestem ładna. Wczoraj. Poprzednia doba była wyjątkowa - nie wściekałam się na tatę, byłam zadowolona z siebie, niczym się nie przejmowałam ( tylko o Gabrielę się martwiłam ), nie miałam snów. Czar prysł. Skończył się termin. 

Pozwoliłam porwać się książce. 'Ziemia, ojczyzna ludzi'. Antoni the Saint-Exupery ( źle napisałam, bo nie mam przy sobie, a to trudne nazwisko ). Może mnie czegoś nauczy. Narazie nudna opowieść, ale napisane jest to tak ślicznie. Fragmenty będę pisała tu. Tak to mam wzór do naśladowania z podobnymi poglądami. Jak miło. Kolejny cios. 

Wszystko powraca. 

niedziela, 29 lipca 2012

it started out as a feeling which then grew into a hope .

Tak długo wymagano ode mnie dorosłości, traktowano mnie jakbym miała więcej lat, nie pozwolono mi nacieszyć sie zwykłym dzieciństwem, które było dla mnie koszmarem, że ja sama zaczęłam wymagać od siebie dorosłego zachowania, a jeśli pozwalałam sobie na dziecinność byłam na siebie zła. Zła więc jestem, że nie potrafię doścignąć dorosłych, że nie potrafię być na tyle dorosła, żebym się sobie podobała. Sam fakt, że wspominam o dorosłości w taki a nie inny sposób jest niezmiernie dziecinny, co nie mogę sobie wybaczyć. Ale ja przecież nie wspominam. Ja nie mam dzieciństwa. Ja mam wyrzucone wspomnienia. Nigdy nie wspomnę ich tu, ale w myślach mi się pojawiają. Niestety. Kryje się we mnie spragniona smaku innego świata nieśmiała dziewczynka, której nie lubię. 

Muszę uciec spod więzienia nierealnego świata. Będzie dla mnie to tak trudne, jak narkomanowi wyzwolić się od uzależnienia. Ja jestem narkomanem wchłaniającym w siebie coś, przez co przenoszę się w inny, pożądany świat, a potem cierpię. Muszę stworzyć swoje własne życie, którego nie miałam, bo chowałam się w świecie książek. 

I przestać być taką pieprzoną idiotką.

a beautifull lie

Piękne kłamstwo. Drodzy rodzice. Straciłam do was resztki mojego zaufania. Robicie nam nadzieje mając nadzieje że zapomnimy. Nie zapomnimy. Nigdy. Nic nie jest tak, jak wam się wydaje. Nie ufam wam. Brzydzę się tymi waszymi pięknymi kłamstwami.

Widziałam Gabrieli brata, ale ona nie daje znaku życia. Co jest?! 

Nie mam co czytać. Nie moge czytać. Nie mam co czytać. Nie moge czytać. Nie moge czytać. Nie mogę czytać. Zwariuje. 

Droga rodzinko - to nie przez książki jestem zła i cicha. To przez was. A potem próbujecie wszystko naprawić krótkim, fałszywym uśmiechem. Brzydze się. 

Książki nie sprawiają, że zaczynam być psychiczna. Sprawiają, że nie jestem taka płytka i zapatrzona w swoje własne życie jak większość pustych dzieci w moim wieku. 

Nie wytrzymam. Nie wytrzymam. Nie wytrzymam. Nie wytrzymam. 

Co by poczytać...? Dominiko odezwij się! 

Tak niesamowicie brakuje mi czyjejś obecności. 

kontroluję myśli. Więc nie popadam w depresję. Ale... 

Nie mam tej cholernej weny. Nie poznaję siebie. Nie piszę tak jak ja. Moja aktualna pustka nie pozwala mi ni napisać. 

  biggie biggie biggie
can't you see
sometimes your words
just hypnotize me


 

 

sobota, 28 lipca 2012

the olimpic games

Moje pierwsze rozpoczęcie igrzysk. Czemu wcześniej nie oglądałam? Na koniec mogli dać coś bardziej ciekawszego niż mowy organizatorów czy coś, gdyż zmagał mnie sen. Brawo Anglio. 
Czułam się dziwnie. The olimpic games. The hunger games. Strasznie podobnie. Arena. Tłum pragnący widowiska na wieki, strasznie kosztowna uroczystość. Nic nie poradzę na to, że nie mam zaufania do takich rzeczy. Po prostu się tym brzydzę. I z niepokojem patrzę, w co zamienia się nasz świat. Tak jakoś. Ach... moja fobia po książkach. Ale czyż to wszystko nie jest podobne? Fałszywe media i wszystko inne. 

Ach. Stęskniłam się za Gabrielą troche. Jakby mnie nie lubiła, nie zdzwiłabym się. Boże, jaka ja byłam wredna. A uważałam się za lepszą. Ale nie zamierzam taka być. Nigdy. Przenigdy. nowa Agata. Buahahahaha. Kiedy ona wraca?!

Wczoraj połowa dnia spędzona na niczym w świecie książki, połowa w Rakowicach. Bączek zostawił mi pamiątkę w postaci długiego i mocnego zadrapania na nodze. Podziękowania do Bączka, który tak się cieszył i skakał, że przez następną godzinę nie byłam w stanie chodzić i nic mówić, tylko jęczałam.
 Moja rodzinka w Rakowicach ma łaadnych sąsiadów. 

Dzisiaj... sobotnie, tradycyjne sprzątanie. Coś dawno nie wyprawiłam kazania... ostatnio chyba z 2 dni temu. Co sie ze mną dzieje? Nie powiem... nie przeszkadza mi to. Kontrola myśli. 

Dziękuję mojej siostrze, która w końcu musi się natknąć na mojego bloga i z nudów go przeczytać. Błagam. Niech ta chwila nie nadejdzie.

Znowu nie mam co czytać. Na bibliotekę nie ma co liczyć, na zakup też nie, gdyż brakuje funduszy. Trzeba wypożyczyć od Dominiki coś. 

czwartek, 26 lipca 2012

i wanna life jak there's no tomorrow, love like i'm borrowed time it's good to be alive .

Dziś spędzony na niczym. Wkurza mnie to. 

Nowa kanapa - salon niedługo będzie wyglądał normalnie. Tak dziwnie się czuję przebywając w swoim CZYSTYM domu. Bardzo. 

Gabriela jutro wraca. Nie dam ci spocząć! Buahahaha. 

Czytam książke. Próbuje zapomnieć, gdyż jej treść może źle wpłynąć na moje sny. A ostatnio staram się, abym miała je jak najrzadziej. 

Wcześniej zapomniałam wspomnieć ( jak o wielu rzeczach ), że podczas wizyty we wrocławskim szpitalu widziałam małego chłopczyka ( ok. 3-4 latka ) murzynka z kręconymi blond włosami. Niecodzienny, uroczy widok. I nie będę miała wf'u w gimnazjum. 

środa, 25 lipca 2012

cause this is just a game .

To tylko gra. 

Sen. A w nim niestety szkoła, strach, niepewność, tysiące uczuć. Cały dzień ze szkołą. Ugh. Pewna osoba, która nienawidzi mnie z zazdrości prześladuje mnie w snach. Brrr. Albo przesadzam.... Tak, przesadzam. 

Gabriela niedługo wraca. Nareszcie.  


Dzisiaj były tak bardzo odwlekane porządki w szafkach z papierami, dokumentami, książkami i innymi rzeczami. Przez moje lenistwo nie zdążyłam do końca posprzątać, więc zasnę w lekkim bałaganie. Ale nie jest źle. 


Chyba pewien chłopak przebywa akurat u moich sąsiadów. Obecność pewnego samochodu mnie niepokoi. Ale z resztą obecność jakiegokolwiek samochodu na parkingu moich sąsiadów ( oprócz, oczywiście, ich samochodu ) mnie niepokoi. 


21 jump street ( tak? ). Hahahahaha. Taaak. Dlaczego w komediach są ludzie, którzy cierpią tortury w szkole i wśród rówieśników i to ma być śmieszne? Poza tym.... szczere: hahahaha. Z siostrzyczką i braciszkiem. Rodzinnie. 


Wypisałabym każdą dzisiejszą myśl, ale.... nie chce mi sie. ?  Jestem wykończona tymi myślami całymi, bo powracałam do szkoły... do tego, jak sie czułam, do tego, jak traktowałam innych, bo byłam wykończona, do tego jak nie mogłam nic jeść i do tego strachu.


To jestem ja?

 

wtorek, 24 lipca 2012

to be yourself in a world that is constantly trying to make you something else is the greatest accomplishment .

Zabrali mi mój las. Te małe łąki, pola, lasy należą do mnie i do ludzi z mojego dzieciństwa. Nie należą do tych, którzy zniszczyli połowę tego krajobrazu. Już nie mam swojego zakątka. Jedyne wyjście? Przebycie siatki i włamanie się do lasu dość niebezpiecznego i nieznanego, ale nie wielkiego, więc co mi może grozić? 

Ognisty żywioł pali płuca świata. Lasy. Chorwacja, Hiszpania... ' Widziałam ojca z córką uciekających przed pożarem, którzy skoczyli do morza ze skałami. Zabili się. ' - Tak to brzmiało? Mam nadzieję, że Gabrieli nic nie jest. Koniec świata... hmm... to coraz bardziej realna groźba niż wymyślona historyjka. Nie teraz, wiadomo. Ale za parę dobrych lat... kto wie? 

Dzień spędzony na małym sprzątaniu i tworzenia salonu piękności dla mojej młodszej siostrzyczki. Różowy stolik, ławka ze skrzydłami, obrokacone lustro ozdobione naklejkami z 'księżniczek', koroną, różdżką i różowym materiałem z różową kokardką i doczepionym różowym motylkiem a do tego 3 kosze pełne prawdziwych i 'zabawkowych' rzeczy potrzebnych do tej zabawy. Napracowałam się troche. I kilka razy padłam ofiarą Marysi eksperymentów. 

Myśli już zupełnie potrafię kontrolować, co mi się niesamowicie podoba. A więc, nie wydziwiając i nie skupiając się na sobie, oznajmiam, że kończę, aby oglądnąć z moim braciszkiem Jumper'a. 

 

poniedziałek, 23 lipca 2012

Hide behind an empty face

Powoli zaczynam nabierać wprawy. Kontroluję myśli. 

Pusta twarz. 

Wczoraj był rodzinny wyjazd do Zielonej Góry.  Kościół -a tam chłopak z bratem na wózku, niesprawny również psychicznie, sam chyba nie do końca normalny, ale ładny i raczej nie głupi, bo w końcu chyba dużo przeszedł. Tak strasznie chciałabym go poznać. Tak niewyobrażalnie mocno. A przy tym pozwalam się ponieść marzeniu i zaczynam wyobrażać sobie więcej niż tylko znajomość; obiad w rodzinnym gronie ( ahh... jakiego ja mam śmiesznego wujka! ), przepiękna palmiarnia i lody w białej, bajecznej altance; basen z wieloooma przygodami, po których już nigdy tam nie pójdę no ale w końcu przebywałam w miejscu, gdzie za kilkoma ścianami polska drużyna siatkarska grała mecz z Argentyną, a basen - centrum rekreacyjno-sportowe-  otoczony był ludźmi z telewizji i budkami z koszulkami z nazwiskami naszych sportowców itd. ; znowu rodzinny posiłek i powrót do domu. 

Kocham Zieloną Górę. Zgodnie z nazwą jest tam zielono i jakoś tak ładnie i 'zadbanie' jak na duże miasto, a droga wiodąca do niej to nowa autostrada chroniona ogromną ilością lasów, łąk i pól. Ach. 

Gabriela wraca - zgodnie z moimi obliczeniami - w piątek. To stanowczo za długo. 
Przybywa z Chorwacji. A ja mam marną nadzieję na Bałtyk.

Dzisiaj porządkowanie w szafach, a właściwie w jednej szafie z ubraniami. Jutro planowane porządki w pozostałych szafkach - w papierach i książkach. Mam nadzieję, że zdążę z moimi porządkowymi planami do końca miesiąca. Następny miesiąc ma być poświęcony prawdziwym wakacjom. Oczywiście, zapewne tak nie będzie przez skromny remont w naszym domu oraz pracami takimi, jakie kiedyś mieli ludzie na wsi, bo rodzice nie mogą jakoś przystosować się do tego, że już na wsi nie są, a dzieci nie muszą dniami pracować na polach niczym czarnuchy. 

 

piątek, 20 lipca 2012

the reader lives a thousand lives before he dies . the man who never reads lives only one .

Tytuł zamieszczę na ścianie w moim pokoju. 

Odcinam od siebie przeszłość. Nauczyłam się kontrolować myśli po wielu nieudanych próbach. Dzisiaj był ostatni dzień, w którym przejęłam się słowami. Koniec. Wylałam te wspomnienia razem z łzami. Moja siostra... jak tak można mówić do rodziny? Najłagodniejsze jej słowo opisujące mnie to 'psie'. Gdy psycholog powiedziała ' jakich słów używa? szmata - za przeproszeniem? ' roześmiałam się. Hahahahahahahahaha. Codziennie słysze niezliczone przekleństwa, które mnie uderzają od wewnątrz. Boję się nawet wieczorem zaświecić światło (żeby się nie przewrócić na schodach), gdy siostra śpi, żeby nie usłyszeć kolejnych wykrzykiwanych bardzo 'nieładnych' przekleństw. A na każdy dźwięk, który wtedy usłyszę, wzdrygam się. Kiedy coś mówi, uważam, żeby nie powiedzieć cokolwiek poza przytakiwaniem czy czymś takim. Ahhhhhh. Rodzina. Buduję osłonę, którą naciągnę na całą siebie, aby żadne okropne słowo nie przebiło się przez nią do mojego umysłu. 

Piszę opowiadanie. W końcu.

Mieliśmy jechać do Rakowic. Ale od krzykliwej rozmowy, którą przeprowadziłam z siostrzyczką, zaczynającej się od słów ' ale się pindrzysz, psie ' wypowiedzianych do mnie ( ona miała nike za 200 zł i bluzę za kilkadziesiąt, a ja używane ubrania, za które nic nie zapłaciliśmy i brudne leginsy ) na co zwróciłam jej uwagę o tym, jak to ona sie jej zdaniem nie stroi. W końcu nie wytrzymałam i wybiegłam z auta. Mama upewniłą się, że nie zamierzam zrobić nic głupiego i dała mi kluczyki od domu. Gdy wylałam wszystkie łzy i wymęczyłam gardło zasnęłam. Obudził mnie okropny ból. Na wspomnienie ponownie go czuję. Stop. Nie wspominam. 

A teraz koniec. Odcinam to. To było inne życie. Wyrywam  zdjęcia wspomnień z mojego albumu życia, ponownie je sobie przypominając i wyrzucam na zawsze. 

Tak, jestem zapatrzona w siebie. Nie w tym sensie, że siebie uwielbiam. Nienawidzę siebie dlatego, że latami wbijano mi do umysłu powody, dla których tak jest. Tylko dlatego, że za bardzo skupiam się na moim cierpieniu. inni mają gorzej. Nie przeżywają tego tak bardzo 'emocjonalnie' jak ja, bo ja jestem, jak potwierdzają lekarze, niesamowicie wrażliwa. Ale zrozumiałam to już jakiś czas temu i nawet tu, na blogu, który pisze, żebyś kiedyś wspomnieć 'dawne czasy',  oznajmiłam, że się zmieniam. Podjęłam już pierwszy, ważny krok. 

środa, 18 lipca 2012

it's never too late to be what you might have been .

Tematy jak najbardziej pasujące do ogółu. 

Wczoraj odwiedziłam deszczowy i pochmurny Wrocław. Strasznie nieprzyjemna kontrola -na szczęście mili lekarze, którzy cudem mnie nie zabili-, sernik i koktajl oraz biała, dobra fanta w szpitalnym barze i nabycie turkusowego sweterka oraz - w przypadku mojej siostry- koszulki składającej się z 2 kwiecistych falbanek i zamka w Pasażu Grunwaldzkim; spóźniony obiad w Rakowicach pośród cząstek pokrojonej świnki. Gdy wróciłam do domu, padłam na łóżko. Zmęczona bardziej psychicznie, niż fizycznie. Obudziła mnie siostra, abym przymierzyła nasze skromne zakupy. A potem widząc jak wygląda w nich ona, a jak ja, znów padłam na łóżko niemo krzycząc popularne hasło 'to niesprawiedliwe'. Nie wiem ile czasu minęło, bo moje majaki nie pozwoliły mi się zorientować, gdy ponownie zostałam obudzona przez mamę i siostrę. Byłam pocieszana przez ok.1h. O dziwo również przez moją piękną, starszą siostrę. Czułam się strasznie nieswojo, gdyż osoba, którą wkurza nawet sam mój widok, była dla mnie dziwnie... miła. I pierwszy raz w życiu przeżyłam takie posiedzenie kobiet - i jednej niestety dziewczynki - z rodziny. Ale 'na szczęście' następny - dzisiejszy- dzień nie kazał mi się dziwnie czuć, gdyż wszystko wróciło do normy.

Jednak ta rozmowa dała mi trochę do zrozumienia. Skoro nie lubię siebie i nie jestem w stanie się polubić przez lata poniżania mnie przez wszystkich, polubię tą osobę, w którą się zmienię. Metamorfoza będzie wymagała dużo pracy, gdyż nie chodzi o zewnętrzną stronę, tylko wewnętrzną. 
  

poniedziałek, 16 lipca 2012

though I saw it coming, it still hurts .

Kocham las. Skryć się w jego mrocznych ciemnościach, pośród wysokich drzew, gdzie nikt cię nie zobaczy, gdzie możesz uwolnić się od wszystkiego, gdzie jesteś sam.  Wdychać przesycone leśnym aromatem powietrze. Z dala od słońca, które dusi. Skryta w ciemnościach. 


Jutro jadę na kontrolę. Muszę przygotować się na tą falę uczuć, ale nie mogę. Odciągam to czytając, oglądając. Byle tylko o tym nie myśleć. Niestety. Wytrzymam? Nie. Raczej nie.
O 6 wyjazd. Może dopiero co wyrwane ze snu słońce, ptaki a wraz z nimi świeże powietrze mi pomogą. Na inną pomoc nie ma co liczyć.
Skoro jedzie też siostra, będę musiała męczyć się we Wrocławskich galeriach. A może... to ma mi poprawić humor? Cóż. 


Wczoraj miałam piękny sen pomiędzy koszmarami, w których walczyłam o życie. 


Biorę te tabletki uspokajające... Tylko nie wiem czy to coś daje. Może szybciej zasypiam... Nawet nie wiem. Ten stan w który popadam po nich nie pozwala mi się zorientować. Kiedy położę się do łóżka od razu męczą mnie majaki. Najpierw same pogubione myśli wirują, a potem majaki, których nie można nazwać snem. Albo to, albo koszmary. Co wybrać? Ani to, ani to nie pozwala mi spokojnie spać. 


Jak to powiedziała pani psycholog- inni się tną, a ja mam koszmary. Życie. 


Rodzice mają mnie serdecznie dość, gdyż prawię im kazania. Szczerze, ja sama mam siebie dość. 


W środku też się czuje tak jakoś... ehh... Strasznie. 


- W sobotę był Lubin, Arena z Gabrielą, siostrą i jej koleżanką. I obiadek u cioci. '
- Dzisiaj przed zakupami w bolesławieckim Carefourze zajechaliśmy na Orlen. Obsłużył nas baaaardzoooooo przystojny i to jeszcze piękny ( z twarzy itd. ), ciemny pracownik. I jeszcze śmiał się z taty nieśmiesznych żartów. Łał. Potem, gdy tata płacił, 2 razy musiałam chodzić, aby namówić go, żeby kupił wodę. Śledził mnie wzrokiem, a gdy weszłam za drugim razem się uśmiechnął. Ach.... 
( piszę, żeby kiedyś o tym sobie przypomnieć i powspominać) 


Gabriela teraz jest w drodze do Chorwacji. Niewyobrażalnie mocno jej zazdroszczę. 


Boże, wierzę, że jesteś. Ale czasami trudno o tym pamiętać.-.- 


Proszę...



czwartek, 12 lipca 2012

though I saw it coming, it still hurts .

Noc spędzona w Rakowicach. Właściwie to prawie całą nie przespałam.
To naprawdę miłe, gdy na dobranoc słyszysz 'spierdalaj suko' wypowiedziane przez osobę z najbliższej rodziny. Strasznie miłe.

Nie wiem co robić. Powraca ta pustka.

Nie pasuję tutaj. Ten świat nie jest stworzony dla mnie. A raczej to ja, nie jestem stworzona dla tego świata. 

Boję się tej krótkiej, głupiej kontroli w szpitalu. Ale zawsze zawsze zawsze wtedy czuję się... tak strasznie. I wszystko powraca. 

Przemeblowałam pokój. Taka mała zmiana. Zastanawiam się jak go urządzić. Mam 2 wersje. Na drugą natknęłam się, gdy w Rakowicach na strychu zobaczyłam stare, metalowe łóżko, takie jak zawsze chciałam mieć. Wtedy by były ściany turkusowe i kwiatki namalowane. Tylko, że reszta rzeczy by nie pasowała. 

1 dzień bez spania, spędzony cały czas na nogach to dla mnie za dużo. I jeszcze te uczucia towarzyszące temu dniu oraz nocy... Jestem wyczerpana. 
   

 

wtorek, 10 lipca 2012

imagine all the people, sharing all the world...I wonder if you can . but I hope some day the world will live as one. . .


Imagine there's no heaven.
It's easy if you try.
No hell below us,
above us only sky.
Imagine all the people,
living for today...


Imagine there's no countries.
It isn't hard to do.
Nothing to kill or die for
no religion too.
Imagine all the people,
living life in peace...


You may say I'm a dreamer,
but I'm not the only one.
I hope some day you'll join us,
and the world will live as one.


Imagine no possesions,
I wonder if you can.
No need for greed or hunger,
a brotherhood of man.


Imagine all the people,
sharing all the world...


You may say I'm a dreamer,
but I'm not the only one.
I hope some day you'll join us,
and the world will live as one...
   Dzisiaj wizyta u psychologa.  Dziwne i okropne uczucie.  Nagle to, co ciśniesz w sobie od bardzo bardzo dawna i zdążyłaś już się do tego przyzwyczaić, wychodzi z ciebie. Nie da się opisać. Ale potem już wróciło. Czuję się tak, jak wcześniej. A szanowna pani gadała to, co ja już wiem. A G. mnie sama z tym wszystkim zostawiła, gdy tak strasznie potrzebowałam jej wsparcia. Post o marzeniach. Ale ja już w je nie wierzę...

niedziela, 8 lipca 2012

I dont regret my past, I just regret the time I've wasted on the wrong people .

Co do głupoty tego świata brak mi słów. 

Ahhh. 

 Napawam się marzeniami. Niszczę rzeczywistością.  

Dzisiaj znowu ich zobaczę. Na pewno. 

Wspominam ten piękny sen. Już się nie łudzę. Dostałam chwilę szczęścia. Schować do albumu, pośród setek zdjęć wspomnień i zapomnieć. Czasem powracać, aby wywołać uśmiech. 

Ale chcę coś komuś udowodnić. Wiem jak. Oby się udało. 

Czekam na zwiady z Gabrielą podczas których... Musze uważać, żeby nie zwariować, tak jak poprzednim razem. 

Czytam Zmierzch. Tak, niesamowicie mi smutno, gdy czytam to, co czytam. Ale dzięki temu, że potrafię na dłuugi czas przenieść się do świata książki, życia bohaterów, przeżywam to razem z Bellą. A to mi jak najbardziej nie przeszkadza. Wyobrazić sobie tylko, że to ja jestem Bellą a mogę tak żyć przez sporo czasu. Ha . 

sobota, 7 lipca 2012

We haven't even started and it's almost the end.

Z G... jestem na nią zła, bo w najgorszych chwilach zostawia mnie samą itd. itd. Ty wiesz. Albo i nie. Ale ... Ale muuszeeee iść zobaczyć tam... wiesz. Więc błagam odezwij się!

Dziś cały dzień w domu. Ehhhhhh. 

Właściwie nie mam nic ciekawego do napisania. Dalej mam taką głupią nadzieje. Wiem, że to bez sensu. Nie jest mi dane być szczęśliwą, więc sen nie powrócił. Niestety. 

piątek, 6 lipca 2012

' The preachers, fake and proud Their doctrines will be cloud Then they’ll dissipate Like snowflakes in an ocean. '

Nienawidze siebie. Nienawidze tego wszystkiego. 

Skąd we mnie ta złość? Książka? Taak... inne historie potrafią mną zawładnąć. Działają na mnie źle. Ale ja dalej przenosze się w ich świat, aby oddalić się od mojego. Fuck. 

Można by pomyśleć że kurde na swoją przyjaciółke można liczyć, ale nie. ;/// Kurwa mogła sie odezwać chociaż. Chociaż słuchać co do niej mówie !!! Kurwa żałuje. 

Najchętniej bym kogoś zabiła. Przydaloby się zanim wgniotę wszystkie klawisze  w klawiature . ;//

do mojej kochanej siostrzyczki przyszła koleżanka, która jej pomoga. Ohhhhhhhhhhhhhh. urocze. Szkoda. ;/// 

Kurwaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.

Nie wytrzymam. Nie wytrzymam. Nie wytrzymam. 

JA CHCE DO SZPITALA !!! Daleko od wszystkich w towarzystwie ludzi, którzy nie są samolubni i którzy nie uważają, że są wielce biedni, bo może nie są śliczni, którzy cie zrozumią, którzy sprawią, że szpital jest normalnym miejscem. Bo jest miejscem, w którym oni ciągle przeżywają. Szpital domem. Wyobrażacie to sobie puści idioci ?!! 

Sen. Sen. Niszczy mnie. Przecież już się pogodziłam z prawdą. Ale musiał mi się przyśnić. Ok, jestem niesamowicie wdzięczna za to, że choć przez moment mogłam być szczęśliwa. Ale teraz on mnie niszczy. Przesiąknęła mnie nadzieja. A sama dobrze wiem, że najgłubszą rzeczą jest ją mieć! 

Najpierw sama muszę pracować. Potem zostaje zmuszony do pomocy moj braciszek. A wkońcu się litują, bo nie mogą patrzeć jak to małe, słabe dziecko się męczy. ochh. Nienawidze tej litośći. MOGE KURVA PONOSIĆ KILKA ( lub kilkadziesiąt ) WIADEREK Z PIASKIEM !!! Nie potrzebuje tej pomocy z łaski. Bo co? Bo to straszny widok? ;/ 

To pragnienie mnie dusi. Strasznie. Dlaczego? Dlaczego tak się dziwnie czuje? Dlaczego żywiłam tak glupią nadzieję? Nadzieję na to, że zostanę zauważona przez Kogoś, kto nawet nie ma pojęcia o moim istnieniu, a jeśli już, to błędnie mnie ocenia?! Tak. Sen. A ja myślałam że będe miała wsparcie u 'przyjaciółki'. Nie lubie jej. Tak becz teraz ;/ Zawiodłam się na tobie.;/ 

Myliłam się co do wszytskiego.

Nie moge wytrzymać. Potrzebuję kogoś. 

Uwolnijce mnie od tego. Pozwólcie na chwile żyć beztrosko, tak jak powinno dziecko, którym jestem. 

Panicznie boję się samotności. Przez przeżycia. Boże. Moje zycie to koszmar, z miłymi fragmnentami. Miłymi i krótkimi. Dzieciństwo... czas, który zniszczył mój umysł, który pozostawił mnie tu, teraz nienormalną i nie pasującą do otoczenia. 

Chcę do szpitala.

Ahh... jeśli dalej będę popadała w taką histerię, niedługo tam wtrafię. Czekam z niecierpliowością. ;((( Kroplówki, lekarstwa, zabiegi........ Prosze. Wyłączcie mój umysł i wyłączcie mnie!

and my head told my heart 'let love you' but my heart told my head 'this time no' . . .

Wczoraj zrobiłam american apple tart z 'nutellą'.  Sama zrobiłam ciasto ( takie słodkie, lekko chrupiące ), potem upiekłam jabłka z cynamonem oraz ze zwykłym i waniliowym cukrem. Ciasto posmarowałam ( nie potrzebnie, bo nie pasowało za bardzo ale i tak było dobre . ) nutellą i dałam jabłka. Mmmmmmmm. Ha. Ma specjalność.

Potem troche pospacerowałam z G. Jak wracałam, zobaczyłam W. i Igora ( którzy -mam nadzieję- pamiętają mnie z orlika. ) . Chyba już się znamy z widzenia. xd


Zasypiając myślałam trochę o pewnej o sobie. I śnił mi się piękny piękny piękny sen! Niestety budziłam się od wczesnego rana i nie mogłam śnić dalej. Więc do 9 majaczyłam, próbując powrócić do snu. Był taaaki piękny! Po nim mam nadzieję. A to jest najgłupsza rzecz. Nie ma nadziei. Choć jest. 

Teraz próbuję wywnioskować coś z tego snu, przetłumaczyć go sobie i zapamiętać go jak najdłużej. Niestety to jest strasznie trudne. Pamiętam tylko momenty. Tak. Pięknych ( takich nie miałam - to pierwszy raz... no może drugi... bo ten z Babcią jeszcze był ) pamiętam jak przez mgłe, straszne pamiętam, jakby zdarzyły się naprawdę. 

Co on mógł znaczyć? Co mam o tym myśleć? 

Ahh .... mam pewien głupi plan. Ale mam. Jestem głupia. Ale ten sen tak na mnie działa. 

Mam nadzieję, że udami się znaleźć ładowarkę bo nie wytrzymuje bez telefonu. To nie tak, że jestem jakąś idiotką chodzącą z komórką. Całymi dniami leży gdzieś na biurku. Ale musze sie w końcu dodzwonić do G. bo ona nie raczy. ; / 

Dzisiaj muszę pójść do biblioteki ( chce się wczuć, żeby napisać opowiadanie kryminalne na konkurs. ha. ha. ), na spowiedź i gdzieś po 20, przed 21 pójść koło orlika. Taak ooooooo tylkooooo.  


Kocham las. I takie widoki. Coś się ze mną dzieje. Ale już wole taki krajobraz. Może to przez Zmierzch? Albo to coś, co kryje się w tych tajemniczych lasach.    




Kiedyś znajdę takie miejsce.

środa, 4 lipca 2012

i slept in castles and fell in love because i was taught to dream .

Przedwczoraj sama ( z drooobną pomocą taty ) obiad . Ha . Ryż, warzywa na patelnię i paluszki rybne ( to znaczy miały być, ale ich nie dopiekłam, więc był kurczak z poprzedniego dnia ). A wczoraj zrobiłam już bardziej samodzielnie frytki,, pomidory w śmietanie i dopiekłam paluszki rybne. Dzisiaj nie zjadłam obiadu, bo ja sama nie wymyśliłam i nie zrobiłam, a więc  był okropny - niby kasza, kapusta i warzywa ale ... ugh . Moja mama jeszcze gorzej gotuje ode mnie. 

Mam grube nogi. To znaczy chude, ale jak dla mnie są grube. Nie jestem przyzwyczajona do moich nóg cięższych o kilkanaście dag. Czy coś. No tak. W wakacje przytyję. W rok szkolny znowu będę przypominała kościotrupa, gdyż będę jadła marne śniadanie w pośpiachu, ominę niedobre obiady ze stołówki i tylko kolacja skłądająca się z jakiegoś jogurtu - tak jak było w tym roku. Oczywiście, nie będę gruba, ani nawet szczupła. Będę chuda dalej, ale obawiam się, że moje nogi będą szczupłe a nie już chude. 

Dzisiaj mam dobrą samoocenę. Nie wiem co się dzieje. Może, że w końcu moje ciało zaczyna wyglądać tak, jak powinno wyglądać w moim wieku a przy tym nie jestem gruba ani nic. No i  jeszcze towarzyszy mi zapach odżywki Timotei, która tak ślicznie i słodko pachnie. A skoro o włosach ... dzisiaj się bardzo pokręciły. Haha . Codziennie mam inne włosy. Raz mogą być proste a raz mogą się skręcić w takie 'tuby' jak ja to nazywam. I dzisiaj są jakoś nie szare, tylko jaśniejsze i się błyszczą, co sprawia jakby były złote gdzieniegdzie. I przypomina ten kolor troche jasny brązowy. Łał. Niby robi to słońce, ale nie wiem jak to możliwe, skoro jest schowane za szarymi, ponurymi chmurami.


Dzisiaj dość normalny post ( i głupi, bo pisze o włosach ), bo staram się nie pogłębiać w moich myślach i w problemach. 

 We wtorek nawiedzam miłą, z sztucznym uśmiechem panią psycholog. Och. 

poniedziałek, 2 lipca 2012

okropnie zła, za to, że moim myślom i prawdzie nie pozwolono ujrzeć światła dziennego . moja praca, nad którąsię wymęczyłam . a to gówno dało, bo i tak prawie całą skasowano i nie wysłano na konkurs .


Na opętanym przez zło świecie rodzi się nowe życie. Życie za słabe, za bardzo niewinne, aby znaleźć sobie miejsce pośród okrucieństwa. Mimo wszelkich przypuszczeń, to małe życie nie odchodzi z tego świata, choć wędruje pośród zgliszcz dobrego małymi, słabymi nóżkami. Jan ciało miał niewielkie, lecz duszę ogromną. Dziwne, że w takim małym chłopczyku mogła się kryć taka osoba. Jednak z każdym dniem, tygodniem, rokiem rosło i rozwijało się piękno oraz miłość. To życie nie było słabym, biednym chłopcem. To życie było duszą, która kochała muzykę. Muzyka jako lek, jako ukojenie, jako lekarstwo na zbolałe rany, które coraz mocniej krwawiły nie dając o sobie zapomnieć. Z każdej rany boleśnie sączyły się krople krwi. Mały Janko był przepełniony dławiącym bólem. Matka, która go biła, nie szanowała, wyśmiewała, niszczyła i skazywała na nędze może go kochała, ale ta miłość była uwięziona przez okrucieństwo. Może to więzienie utworzyło jej własne dzieciństwo? Matka, głód, zimno szczypiące nie tylko chude ciało, ale też duszę, pożądanie szczęścia, piękno, ale i nieosiągalność czystych, przyjemnych dźwięków muzyki ostrymi szponami tworzyły trwałe rany we wnętrzu, oraz na ciele małego Janka.
Uzależnienie rosło w chłopcu. Bolący, a jednocześnie kojący dźwięk. Jakikolwiek dźwięk, wydany przez rzecz piękną, lub szkarłatną. Muzyka przyciągała małego Janka niczym narkotyk. Narkotyk, który pomoże oderwać się od okropnego, bolesnego życia i ukryć się w nieprawdziwym świecie. Spragniony i wymęczony Janko spróbował zdobyć najlepszy narkotyk, który niewyobrażalnie go kusił. Prosta, lecz piękna rzecz, z której wylatywały przepiękne, kolorowe motyle przepełnione kojącymi dźwiękami. Biedny Janko, który powoli umierał w męczarni, osamotniony, dławiący się obrzydliwym odorem, który płynął nieustannie z ust świata spróbował sięgnąć po ukojenie, po klucz do innego świata, po zwykłe, lecz niezwykłe skrzypce. Janko zapomniał, że od urodzenia jednak jest uwięziony w szponach zła. Zło wcielone w ludzi, którzy zabrali Janku jedyną nadzieję jest okropne. Janko, przyłapany na ucieczce z więzienia zła, został gwałtownym uderzeniem zamknięty w nim. Ludzi przed okrucieństwem nie powstrzymały zapłakane, zdezorientowane oczy niewinnego, na wpół żyjącego chłopczyka. Tak w te oczy po raz ostatni ogromnymi falami bólu płynącymi z uderzeń świat ukarał niewinnego.
Janka, otulonego kołdrą  z promieni słońca po raz ostatni leczyły dźwięki niewinnego, pięknego świata. Z dala tylko dochodził płacz cierpiącej matki. Młodą duszę poniosła piękna, czysta, dobra muzyka po pięciolinii płomyków słońca.

Piękna i przerażająco smutna nowela H. Sienkiewicza uczy nas, jak widzą oczy dziecka. Dziecko rodzi się, choć może nie powinno, choć może nie jest chciane. Powoli jest zabijane przez zło. Jednak zawsze ma w sobie nadzieję. Nadzieję, która przynosi ukojenie i ociepla zmarzniętą duszę. Niech to bliscy będą tą nadzieją.


                       
                     Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela

Człowiek, przepełniony miłością aż do choroby uczy życia młodą, słabą osobę – małego Michasia. On sam, umierający wspomnieniami z dzieciństwa robi wszystko, aby drugą osobę dzieciństwo nie zabijało, tylko ożywiało. Niestety młode dziecko przygniata presja, wywierana przez okrutną szkołę, w której rządziło kłamstwo, matkę, która zaślepiona miłością i nadzieją malowała sobie syna zupełnie jako inną osobę. Rozpaczliwe działania dziecka, aby coś osiągnąć, aby nie zawieźć nikogo i udowodnić coś, co nie jest w stanie udowodnić zamieniają się w straszliwą chorobę. Ktoś, kto w środku nadal jest młody przygląda się temu ze łzami w oczach. Przygląda się w oczy dziecka, w których zawsze czai się łza, które ściska słabość. Te oczy powoli zamierają, wycieńczone zmartwieniami i patrzą się martwym, wymęczonym wzrokiem w oczy matki i człowieka, który te oczy kochał.
            Nie ma czasu, nie ma wieku, nie ma podziału. Nie ma. Dzieciństwo jest zawsze. Ono nie umrze. Chyba, że dzieciństwo zostanie przemienione ze straszliwym tempem w ciężkie, dorosłe życie. A wtedy, jeśli umiera dzieciństwo – umiera człowiek.

                                      
Sachem
Spokojne, dobre na swój sposób życie zakłóca i niszczy zło. Dobro i zło skrywane w ludziach. Zło zabija dobro. Dawne, dobre życie przejęło zło niszczące za pośrednictwem ludzi. Powstaje nowe życie, zbudowane na grobowcu starego. Z czasem się rozwija, zmienia w potężne można rzecz wojsko zła u ludzi. Do zła można się przyzwyczaić. A więc… o wszystkim zapomniało. Ziarenko zła rosło i w końcu zmieniło się w stabilną, mocną, brzydką roślinę. Nagle do osady powraca potomek dawnego życia. Budzi grozę, strach od tak dawna niespotykany. Wspomnienia wracają. Jednak  to kiedyś młode dobro, skryte w chłopcu zostało zniszczone przez zło. Wymazano z pamięci młodego umysłu wszystko, co mogłoby stanowić zagrożenie. Nasycało się jego umysł fałszywym dobrem. Złem. Wyniszczono wspomnienia. Zamieniono w posłusznego klona.
Jeśli młody umysł dziecka zacznie się wypełniać kłamstwem, mimo skrytego dobra, stanie się posłuszne złu. Czy naprawdę tak ma być?


Aurelia
Od czasu urodzenia lata życia błyskawicznie gnają naprzód. Nie mamy nawet czasu zmienić się z dzieci w dorosłych, choć może nagli nas do tego oczekiwanie innych. Często sprawiamy wrażenie dorosłych w oczach innych, a w swych oczach dostrzegamy jedynie niewinną, słodką młodość. Z naszych ust oczekiwane są dorosłe słowa, choć my jedynie w nich wyczuwamy słodki smak dzieciństwa i nie dopuszczamy do niego gorzki smak dorosłego życia, wypluwamy go z niechęcią, by przyjąć go do środka. Spotyka nas za to kara. Tak samo gorzka i oschła w najgorszym smaku który opętuje nasz umysł. Próbujemy wypłukać go słodkimi wspomnieniami. Pochłaniamy w ukryciu ciepły, miły, miękki dotyk wspomnień, rzeczy z dzieciństwa. Przemieniamy się w mniejszych niż jesteśmy. A może… może jesteśmy mali, lecz inni nam dodają lat? Jesteśmy dziećmi. Małymi, zdezorientowanymi dziećmi. Ból uderzeń spowodowany frustracją innych z tego powodu jest nie do zniesienia. A więc… powracamy za pomocą wszystkiego, czego możemy do krainy wiecznego dzieciństwa. Słodkie wspomnienia przynoszą nam ukojenie i wysuszają łzy bólu. H. Sienkiewicz doskonale opisał to w prawdziwej i dlatego smutnej noweli.







             Dzieciństwo jest jak spacer po łące. Łąka – kolorowy, pachnący raj. Lecz pod tymi kuszącymi zapachami kryje się wiele przeszkód. Kolorowa, gdy tylko świeci słońce. Słońce miłości. Przeszkody życia. Dziecko spaceruje po łące napawając się jej pięknem. Promyki miłości ogrzewają jego śliczną, młodą twarz oraz odbijają się w jego niewinnych oczkach. Nieświadome jest ile piękno może skrywać zła. Ukąszenie przez coś lub kogoś niepotrzebnego na tej łące może spowodować bolesną ranę, z której sączyła by się krew smutku. Pod kwiatami przepełnionymi uśmiechem, tam, gdzie nie docierają promyki szczęścia kryje się wiele przeszkód, złych doświadczeń, złych przeżyć, dziur smutku. Idąc, maluje tą łąkę na inne barwy niż tylko czerń i biel – zło i dobro. Czasem czerń i biel się mieszają, tworząc przepełnioną wątpliwością szarą barwę, prawda? A pokonaną za sobą drogę dziecko maluje barwami kolorowych wspomnień. Każdy ma swoją łąkę życia, w której jest sam, a kwiaty wokół niego to ludzie.  Wśród pięknych kwiatów mogą kryć się chwasty. Promyki szczęścia zawsze będą mu towarzyszyły, lecz nie dosięgną złego dna.
           

niedziela, 1 lipca 2012

summer 2012

e'viva espania ! 
czy jak tam sie pisze. 
BRAWOOOOOO Casillas . < 3 

Stwierdzam brak gola bo Casillas . ; D 
Naavaaaaaas . Casillas . Pique ( czy jak tam ) . Awwwww . 

A więc wakacje. 

Popadam w stan nicości. 

Zazdroszcze tym, którzy mają siłę wziąść się za siebie. 
Brak kogokolwiek. Samotność. 

Czeka mnie wizyta w szpitalu. Jestem pewna, że mnie w nim zatrzymają. Mój stan pogarsza się z minuty na minutę. 

Tak bardzo starałam się, żeby to nie nadesżło. A jednak. Straszny powrót to przeszłości. Przeszłości, przez którą jestem psychiczna. Która mnie prześladuje. Znowu ten koszmar. Od płaczu nie mogę się powstrzymać. 

Jak to jest wstać rano z uśmiechem, pójść gdzieś samemu, zrobić coś samemu, mieć siłę być samotnym? 

Przyznaje, czasem jestem z siebie zadowolona. Tak, są takie chwile. Gdy ból przestanie mi dokuczać, gdy nie zepsuję humoru rodzince, gdy dość ładnie wyglądam. Dzisiaj tak było, nie powiem, że nie. Moja kościstość, blada, sucha skóra i wystające żyły mi nie przeszkadzały. No ale potem był basen... 

...Ahhhhh. Szafka trafiła mi się obok ( ja miałam na górze, a on obok mnie. TAK BLISKOOOO ) ślicznego, ŚLICZNEGO chłopaka. z 15/14 lat ? Wyszedł na basen zaraz po mnie. Potem nie bardzo go widziałam ( mam nadzieję, że on mnie też, ze względu na obowiązujący strój na basenie oraz moje anorektyczne ciało ). Ale wyszłam znowu do szatni i .... on ... akurat był przy szafce. A więc musiałam się z nim stykać i nie obeszło się bez ' sorry ' iiiii stania akurat pod jego ręką ( ja niska - on doś wysoki więc . ). Ha. Ha. Ha. Hi. Hi. musiałam być akurat w stroju kompielowym jeszcze ? ; / Noo nic. A potem czekał na krzesłach obok małego baruu. I sie patrzył. Najładniejszy jak dotąd z tych wszystkich, których widziałam ( noo może nie od pewnych 2 z mego miasta . ). Czarne włosy z tą fryzurą taką... no dość długie, dość ciemny, ale tez nie za bardzo i NIEBIESKIE oczy!!! I twarz taka ślicznaaaaa! Suszyłam włosy obok niego. < 3 Eh . 

Czekam na cały dzień w Rakowicach z Babcią. Ktorej nie ma. Taki dzień nie nadejdzie. Nigdy. A byłby dla mnie wybawieniem. Rajem!!! Ale i tak ... musze pojechać na jeden CAŁY dzień do Rakowic. Musze. Musze. Musze. Tam samotność akurat nie jest dla mnie zła, a wręcz jest dla mnie kojąca. Wybiorę się może sama na żwirownie. Pospaceruje po tych ogromnych ślicznych polach, może nawet zapuszczę się w las. Kocham to. 

Od piątku z nikim poza rodziną nie rozmawiałam. 2 dni przeszłości. Nienawidze samotności. Dlatego, że się jej boje. bo kojarzy mi się .... z ..... 

Nie mogę  narzekać. W rodzinie zaczyna się układać. Noo... tylko... te wakacje ... napewno nigdzie nie pojedziemy. A ile ja bym dała, żeby wyjechać dalekoo daleko! 

Co do tego mojego brania się za siebie. Nie dbam o to co jem, ani ile piję. Wpycham do siebie same trucizny. Słodycze, napoje gazowane. I faszeruje lekarstwami ( nie chodzi tu o jakieś czyny samobójcze tylko o to, że bez lekarstw nie przeżyje można powiedzieć . ). Ani nie dbam o to, żeby zjeść porządne śniadanie. Mała porcja płatków. Obiad tylko 'skubnę'. A kolacja... że są mecze to zazwyczaj kolację zastampiają cziiiipsy. W szpitalu przecież dadzą mi tych lekarstw, kroplówek i już. Dawno bym schudła, tylko, że sie już schudnąć bardziej nie da. 

' weź coś ubierz bo wyglądasz jak wygłodniałe dziecko z afryki. ' siostrzyczka. Tylko, że takie dziecko jest ciemne. ja jestem blada. 

Co do snu itd. Dalej boję się złych, męczących snów. Teraz mam dziwne. Dziękuję. Wole dziwne. Takie biorą się napewno od tych tabletek, które biore. Co wieczór muszę je wziąć bo inaczej z pare godzin nie mogę zasnąć i mam złe sny. Przynajmniej tak było jak nie wzięłam. 
Żeby dziecko brało tabletki nasenne, uspokajające. -.-

to nie tak , że chce umrzeć. Ja chce po prostu mieć inne - lepsze - życie. 
Ahh... a kto nie chce. ? 

 A więc. Jestem już na końcu. Nie mam nikogo. NIKOGO. A o jakichkolwiek chłopakach moge zapomnieć. O jakiejkolwiek przyjaciółce najwidoczniej też, bo NAJWIDOCZNIEJ nie zasługuję. 

Kończe z tym cholernym blogiem. Bo przez niego zaczynam... popadać w tą depresję. popadać w swoje zmartwnienia i myśli. 

uciekam od nich całymi dniami. A teraz je przywołuje. No kurwa.