,,Kwiaty na śniegu’’
,,Jestli w istocie szlachetniejszą rzeczą
Znosić pociski zawistnego losu
Czy też, stawiwszy czoło morzu nędzy,
Przez opór wybrnąć z niego? - Umrzeć - zasnąć -
I na tym koniec. - Gdybyśmy wiedzieli,
Że raz zasnąwszy, zakończym na zawsze
Boleści serca i owe tysiączne
Właściwe naszej naturze wstrząśnienia,
Kres taki byłby celem na tej ziemi najpożądańszym.
Umrzeć - zasnąć. - Zasnąć!"
- William Shakespeare
- Zuziu! Zuziu! Zobacz! Ten kwiatuszek ma płatki jak
twoje oczy! Proszę, jest dla ciebie.- Ostanie słowa Iwan wypowiedział ciszej,
lekko zawstydzony.
Dziewczynka spojrzała na chłopczyka z wdzięcznością i rozbawieniem,
słysząc, jak męczy się próbując poprawnie mówić po polsku. Błękitne oczy
zalśniły.
- Masz takie same oczka jak ja, głuptasie. Berek!
Goń mnie!
Roześmiane dzieci biegały po łące, niejeden raz przy tym upadając. Iwan
z czasem zebrał tyle niezapominajek, aby móc spleść z nich wianuszek i nałożyć
go na małą, uroczą główkę swej towarzyszki. Słońce powoli zachodziło, łąkę pokrył
płaszcz ciemności.
- Zuziu! Uciekaj! – Krzyczał chłopczyk widząc
zbliżającego się tatę. Wiedział, że nie powinien się spotykać z dziewczynką.
Ostatnie, co Zuzia zobaczyła, to płaczącego przyjaciela od uderzeń ojca.
- NIEE! – Krzyknęła, na tyle głośno, na ile pozwolił
jej cienki głosik, lecz z czasem stawał się coraz bardziej wyrazisty,
dojrzalszy, głośniejszy…
Zuzanna obudziła się, nadal krzycząc. Spojrzała na wiązkę niezapominajek
leżących przy jej głowie. Nie powinna o Nim myśleć. Powinna zapomnieć. Ona
studiuje w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, codziennie chodzi na tajne
spotkania kółka, którego jest ważnym członkiem. Pracuje przeciwko jego
,,braciom’’. On natomiast… zabija. To jego codzienność. Codzienność wojska
rosyjskiego. Spojrzała na kalendarz – rok 1862. Ach, nie przeniosła się w
czasie. Tkwi nadal w tym zatrutym mrokiem świecie.
Dziś znów wybuchła
zamieszka. Znów miała być krwawo stłumiona przez Rosjan. Zuzanna z przerażeniem
patrzyła na zmierzającego w ich stronę wroga. Zaczęła pomagać ludziom, głośno
krzycząc i wydając rozkazy. Usłyszał te krzyki pewien Rosjanin. Pobiegł
natychmiast w stronę, z której dobiegały, gdyż jako jeden z niewielu towarzyszy
rozumiał po Polsku. Oniemiał. Błękitne oczy, tak mocne, tak głębokie, tak
piękne wpatrywały się w niego ze strachem, ale i determinacją. Nie, niemożliwe.
Nie widział tak cudnej twarzy od… od wielu lat. Po raz ostatni wtedy,
dziecięcymi oczyma. Pomyślał, że nie ma piękniejszej istoty. Zarumienione
policzki, czerwone usta, blada, nieskazitelna twarz, długie, czarne włosy i,
ach, oczy skryte za obronną tarczą,
nieodczytane przez nikogo, chowające tak mądry świat i wspaniałą duszę. Właśnie
teraz zanurzał się w tym oceanie. Znów biegał z nią po łące, uwięziony w błogim
szczęściu, tak nieświadom wszelkiego zła i okrucieństwa. Nagle usłyszał huk,
poczuł przeszywający ból i padł na ziemię. Jak te psy śmiały go…
Zuzanna nie mogła
uwierzyć. Patrząc się na niego ze łzami w oczach, czekała, aż się obudzi.
Zabrała go do swojej kamienicy, przykrytego szmatami. Nie wiedziała, jaki jest
teraz, ale wspomnienia nie pozwoliły jej go tak zostawić. Opatrując żołnierza,
dostrzegła, że ma piękne, umięśnione ciało, jest wysoki, a jego kręcone, czarne
włosy lśnią. Pamiętała również oczy, identyczne jak jej, o wyjątkowym odcieniu.
W końcu się zbudził. To
dziwne, lecz pomyślał, że umarł, widząc twarz mogącą należeć jedynie do anioła.
Był to płaczący anioł.
- Anioły nie powinny płakać. – Rzekł, nieświadom, że wymówił to nagłos.
Kiedyś już widział tego anioła… Nagle poczuł okropny ból w ręce. Jęknął.
- Ciiii… Ach, gdyby sen mógł choć jeszcze przez chwilę złagodzić twe
cierpienie… - dopływał do jego uszu przepiękny, delikatny głos. – Witaj. –
usłyszał po dłuższej chwili. Potem nastała cisza. Znów poczuł ból.
- Proszę cię, mów dalej. Twój głos jest kojącym balsamem. – Wyszeptał, a
anioł począł głaskać swymi małymi, delikatnymi dłońmi jego twarz, mówiąc nic
nieznaczące słowa pocieszenia.
*
- Psy!!! Wszyscy jesteście tylko
psami, które trzeba pozabijać! Zostaw mnie! – krzyczał młody mężczyzna, w
oczach Zuzanny przypominający greckiego boga. Ach, smutek rozdzierał ją od
środka. Każde wykrzyczane słowo było kroplą trucizny zalewającą jej serce.
,,Nie szarp mnie tak, już jestem strzępem. Wzbudzasz we mnie tyle uczuć, które
mną szarpią i rozdzierają.’’ – pomyślała, wstydziwszy się wypowiedzieć to na
głos.
Tak wyglądało ich pożegnanie.
Pomogła mu, wyleczyła, opiekowała się nim. Widziała, jak się na nią patrzył, z
tym swoim przepięknym uśmiechem i oczarowaniem w oczach. Spędzili całe doby na
rozmowie, czasem wspominając dzieciństwo. Rozmawiali o dzisiejszym życiu i
świecie, o ludziach. Iwan również nawiązywał temat o śmierci, którego jego
słuchaczka starała się unikać. Śmierć miała bowiem za największą tajemnicę.
Tajemnice należy pozostawić nieodczytane, pozwolić im być dalej sekretem po
wieczność, nie zabierając ich uroku. Teraz zastanawiała się, cóż się stało? "Jedna
kropla zła nasącza jadem całe nasze dobro."
*
Mijały miesiące. Gorące
lato, złota jesień, a wkrótce i nadeszła zima – przepiękna w swej chłodnej postaci.
Tak zabójcza, mordercza i bezlitosna, a przyciągająca swym urokiem. Niosąca
głód i cierpienie, zwiastująca coś strasznego.
Przez ten cały czas
Zuzanna wraz z innymi studentami i młodzieżą przygotowywała się do manifestu.
Każdego dnia dziękowała Bogu, że jeszcze żyje, obawiając się co przyniesie
następny. Pomimo pragnień, w nocy nie znalazła ukojenia. Co noc umierała, śniąc
o swej miłości, o swym największym
błogosławieństwie, ale także i największym przekleństwie.
Niezwykle pomogły jej
listy, które otrzymywała regularnie. Nie wiedziała, komu winna jest
wdzięczność. Zawierały cenne informacje na temat zmian w wojsku rosyjskim i
kraju i planach wroga. Każdą z nich przekazywała odpowiednim organizacjom. Dnie spędzała
studiując, ucząc się, czytając książki, które były dla niej jedynym dobrem,
ucieczką, jej własnym światem, bowiem dzieliła przeklęty los marzycieli.
Opatrywała i karmiła ludzi. Zebrała wiele informacji, wiele myślała, starając
się jak najbardziej pomóc swej ukochanej ojczyźnie. Obserwowała ze strachem
wszystkie potyczki, protesty. Miała dość. Dość krwi, przemocy i śmierci.
*
Zegar wybił północ. Strzał. Krzyk.
Płacz. Zuzanna nie spała, nasłuchując odgłosy nocy i rozmyślając o właścicielu
błękitnych oczu. Była mądra, doskonale wiedziała, co niesie za sobą rozpaczliwe
wybicie pierwszej godziny roku 1863. Doskonale wiedziała, co się ma zdarzyć.
*
Noc z 22 na 23 stycznia
zapoczątkowała wybuch powstania. Dziewczyna pokazywała się w wielu miastach, w
których toczono bitwy, aby pomóc najlepiej jak potrafiła. Nigdy jednak nie
chciała zabijać. Wykonywała to, co inni cywile - czuwała nad opinią
publiczną, opiekowała się rodzinami
powstańców, przygotowywała i dostarczała prowiant i niezbędne rzeczy dla
walczących wraz z przyjaciółmi. Pisała również anonimowo w powstańczej gazecie
dając wskazówki i rady oraz zachęcała do walki mądrymi, podnoszącymi na duchu
słowami.
*
Zuzanna, z bronią w ręku, skryta była
za drzewami. Jej przyjaciel udzielał ostatnich wskazówek. Marzła. Świat był
przykryty białym puchem błyszczącym w promieniach słonecznych. Rozebrane drzewa
dźwigały ciężar swej białej powłoki. Las wyglądał przepięknie. Słońce świeciło
bezlitośnie, ujawniając wszystko, co chciało być skryte. Panował taki spokój,
cisza. Niebo zlewało się z horyzontem. Wszystko śnieżnobiałe i czyste, niczym
nieskażone. Jednak powoli Zuzanna poczęła dostrzegać plamy krwi, słyszeć huki,
krzyki, lecz to wszystko było za mgłą. Och, ludzie również tu są. Część leży
otoczona bordowymi płatkami… krwi. To nie był sen. Ani jej wspomnienie.
Westchnęła. Na moment uświadomiła sobie, że jest na bitwie, po czym znowu przerażenie
odebrało jej rozum. Wpatrywała się w błyszczący śnieg trwając w bezruchu.
- Zuziu!
Uciekaj! – słyszała, lecz słowa odbijały się od niewidzialnej bariery, nie
nabierając żadnego znaczenia; równie dobrze mogły być muzyką wiatru. Odwróciła
się jednak. Ku niej zmierzał w szybkim tempie rosyjski żołnierz. Podniósł
pistolet. Nałożył palec na spust. Równocześnie dobiegł w jej stronę anioł. Nie,
nie, anioł nie może mieć broni. Coś krzyczał. Rozległ się huk. Zuzanna tylko
przez chwilę czuła ból – został złagodzony przez kojący dotyk. Mrok ją pożerał.
Resztkami sił zdoła wypowiedzieć słowa:
- Kocham cię. – wyszeptała do Iwana. -"Jedyna
moja miłość, jaką dotąd znałam ,tam weszła, gdzie jedyną nienawiść zasiałam. Za
późno i za wcześnie znany i nieznany - nienawiść kochanku, wrogu mój
kochany...!" – słyszała te słowa w swych myślach, gdyż powtarzała je co
noc i nieświadomie je wypowiadała.
Usłyszała takie same słowa, poczuła na swych ustach ciepło jego ust, a potem
porwał ją mrok.
Iwan patrzył na ciało
pięknej Zuzanny leżące na śniegu. Jej
skóra była niemal tak biała jak śnieg. Tak, była aniołem w ludzkiej postaci.
Żałował, że pożegnali się w kłótni, ale został do tego zmuszony. Gdyby ktoś się
o niej dowiedział… Tak bardzo ją kochał, chciał ją chronić, dlatego odszedł.
Codziennie jednak okropna tęsknota go zabijała, ale przecież pomagał, pisał
listy… Nagle napad szału odebrał mu
rozum. Oślepiony rozpaczą, wymordował swych towarzyszy broni. Rzucił się w wir
walki. Dokonał czegoś, na co nikt chcący żyć nie mógłby się odważyć. W
ostatnich sekundach życia przywołał obraz swej miłości, poczym podążył tam,
gdzie znów ją ujrzy - ku wieczności, a zegar zatrzymał się na zawsze wybiwszy
rozpaczliwym jękiem ostatnią godzinę życia.
Ku pamięci nieznanych bohaterów…