środa, 28 listopada 2012

things I'll never say



Aby nie mieć złych snów pozwalam sobie marzyć. Świadomie się truję.

Oficjalnie otwieram w moim pokoju kopalnie zużytych chusteczek higienicznych.

Czeka mnie popołudnie i wieczór przy biurku. A może nawet noc...

Nic się nie zmienia. Jest tak jak zawsze. Może mam trochę inne nastawienie. Jestem trochę w lepszym humorze, bo odpoczęłam. Wyznaczam sobie rzeczy, na które czekam (bluza, święta, weekend) co pomaga mi wytrwać jeden dzień składający się z tysiąca dni w szkole. 

Na nic nie liczę. Na nic nie narzekam. Nie marzę. Nie okłamuję się. 
Jedynie oczekuję od siebie... 
 

niedziela, 25 listopada 2012

We crave what we can't have.



W śnie poczułam słodycz latania, unoszenia się nad ziemią, wybawiającego wiatru, wolności.
Pod wpływem gorączki.

Tak naprawdę upadłam na ziemię. 
Urzeczywistniłam sobie  wszystko, co malowałam fantazją. Już nie marzę. Ale czy na pewno?
Wyjątkowa sytuacja to wieczór. Zdrowe marzenie, bo przecież może się ziścić. Tylko czy siebie nie oszukuję? 
Zanurzam się w oceanie, opadam coraz głębiej, ale nie tonę.

Nareszcie myślę, że użalanie się nad sobą nie ma sensu. 
Trudno. Life is brutal.

Zachorowałam w piątek, wyzdrowieję w poniedziałek. Szczęście.  

Niestety dalej myślę i dalej tęsknię. Ale co z tego?

Pierwsze kroki na ziemi są bolesne. 

Nie idę jutro do szkoły. Nienawidze dni i nocy, które muszę przeżyć czując się jakbym była ulepiona z kataru.  
Jutro dzień nauki i zrobienia coś z sobą (zacznijmy od lekkiej zmiany wyglądu-może się uda. ha. ha.).

Życzę całemu światu miłych snów. I tych tworzących się pod gwiazdami, i tych pod doskwierającym słońcem, na realnej ziemi. 

 


niedziela, 18 listopada 2012

don't lose who you are in the blue of the stars



Miałam piękny, piękny, piękny sen.

Dwa lata temu również miałam sen. O śmierci babci. 7 miesięcy później się ziścił. Dzisiaj miałam sen o czymś innym, o wiele radośniejszym, ale był jakby z przyszłości, ponieważ wszystko działo w nim się pod koniec roku szkolnego. A koniec roku będzie za -około- 7 miesięcy. Choć wiem, że to głupie, czuję dziwne podekscytowanie. Ale ten sen, choć nienormalnie realny, nigdy nie będzie realny. To takie marzenie w pięknym obrazie, które mogłam zobaczyć, śniąc,  w błękicie gwiazd.

Gdy jutro przejdę przez próg szkoły, będzie to próg, za którym zostawię realne/nierealne sny. 
Bo to niemożliwe...
 

sobota, 17 listopada 2012

hopeless romantic



Nie wiem, czy czuję duchową potrzebę uwiecznienia części mnie w tak wielce kochanym i szanowanym przez młodzież internecie, ale zadając sobie pytanie czy warto, zamieszczę, tak jak zamieszczałam i będę zamieszczała bez jakiegokolwiek sensu. 

Bez nadziejna. Bez nadziei. Czy komuś też sie to tak kojarzy? Dlatego uważam, gdy używam tego słowa. Tak właściwie to go w ogóle nie używam. Słowa nie są tylko słowami. Są błędną (tak zakładam) interpretacją naszych chęci (tak zakładam). 

Mam dość krzyków, kłótni i tej nienawiści zrodzonej z miłości, a więc postanawiam się zmienić. Nie, nie postanawiam Coś zmienić. Postanawiam Się zmienić. Ile razy tak już postanawiałam...zero i tysiąc równocześnie. 
Dopóki starczy mi sił. 

Podświadomie myśli wbijają mi się do umysłu, zamieniając błogi sen w dziwny majak. Ale jak tu nie myśleć?

To bardzo miłe uczucie, gdy chcesz przejść przez jezdnię i zauważasz, że ktoś, kto mógł już przejechać, a ja bym poczekała jedynie sekundę, zatrzymał się i czeka, aż do końca przejdę przez ulicę. A jeszcze bardziej miłe jest to, gdy się powtarza drugi raz. 

Myślenie o nim przed snem (zdaję sobie sprawę, że w tym momencie robie z siebie żałosną istotę, tak samo jak w każdym momencie mojego życia) staje się tradycją (proszę nie wybuchnąć śmiechem). 

poniedziałek, 12 listopada 2012

But when they laugh, you can see the world in their eyes.

Siedzenie przy ścianie i obserwowanie świata obok przepełnionego pychą, próżnością i głupotą jest dość ciekawym zajęciem. 

Nic nie wiem. Nic nie rozumiem.
 Czy mi to przeszkadza?

Dzień jak co dzień. Boję się jutra. Wyłaniam się z łóżka wyglądając jak okropny stwór z koszmarów (a może nim jestem?), idę, żyję z rówieśnikami, próbuję się skupić na lekcjach, wracam, śpię, panikuję, bo nie zdążę nic zrobić, ale zamiast wziąć się do pracy czytam książkę. Taki to już mój los. 'Zawsze można wszystko zmienić'. Nie zawsze, ale można. 

Byłam wyrzutkiem społecznym, ale czy jestem? Nie lubię siebie. Brakuje mi czegoś, do swierdzenia, że jest inaczej. Ale idę w dobrym kierunku. 

Tęsknię i marzę. Ale ostatnio nie mam na to czasu. 

Dzień pomimo moich okropnych i bezsensownych narzekań był fajny. Ale przecież jeszcze się nie skończył, prawda?

czwartek, 8 listopada 2012

And there will come a time, you'll sie with no more tears and love will no break your heart but dismiss your fears






Wmawianie sobie bolesnej prawdy niestety nie pomaga. Ale czy naprawdę usiłuję sobie pomóc?
Ten tydzień był za fajny, aby mógł być jednym z tych moich tygodni, więc z głupim niepokojem oczekuję jutra. 
Zazdroszczę tym, którzy niczym się nie przejmują. Którzy żyją błogim życiem, ignorując wszystko, co im nie pasuje. Nie posiadam tego cudownego daru. 
Po zmieszaniu się wszystkich toksycznych myśli nastaje dziwna, niepokojąca pustka.

wtorek, 6 listopada 2012

Dream on, dreamer.

Łatwa droga, nie zawsze jest tą właściwą. Idę po tej łatwej.




Mam dziwne szczęście. Temu szczęściu towarzyszy pech, co troche trudno zrozumieć.
 Coraz silniej powracają wspomnienia. Ktoś mi kogoś przypomina (po co ja to życie sobie komplikuję?). I tak strasznie tęsknię. I tak strasznie i powoli do mnie dociera, że jestem żałosna żywiąc jeszcze jakąkolwiek nadzieję. Ale w tym świecie, w którym nie ma zakazów, mogę spokojnie marzyć. Będę przez to może i cierpieć, 'przeżywać wewnętrzne katusze', ale czy nie warto dla odrobiny słodkich, fałszywych wspomnień? 

Dzień jak co dzień. Codziennie boję się jutra. Ale ono nadchodzi. Jutro też nadejdzie. 
Dochodzi do tych zmartwień jeszcze noc, która nie przysparza mi za wiele odpoczynku, jedynie wybujałej fantazji i czasem (oby jak najrzadziej) złych snów. Kiedy zawitają te dobre? 
 

 

sobota, 3 listopada 2012

welcome to my mind



Welcome to my mind, darling.
 
Tak strasznie tęsknię. Żyję w nadziei, obawie i okropnym stanie stworzonym przez wyobraźnię. Nie wiem skąd we mnie ta nadzieja. Nie wiem dlaczego wspominam ten wieczór. Wiem, powinnam zapomnieć. Wiem, powinnam powrócić do mądrego rozumowania. Karcę się, próbuję zapomnieć. Nie wiem co jest prawdą, a co jest tylko moim fałszywym i słodkim wymysłem. Gubię się, ale nie przeszkadza m ito.  Fałszywe wspomnienia i marzenia napierają, wchłaniają się w mój umysł zatruwając powoli i boleśnie każdą jego cząstkę. 

,,I tak siedzieli tuż koło siebie, oboje nad miarę śliczni i nad miarę w sobie rozkochani, ale stropieni i milczący.''

czwartek, 1 listopada 2012

the dreamer



Lubię tworzyć siebie w swoich oczach wyjątkową. To mi daje satysfakcję, okrobne poczucie    lepszej od inncyh. Jest to moim własnym, lepszym i fałszywym wytłumaczeniem dlaczego jestem taka jaka jestem. Lubię się za to karcić, patrzeć w lustro z obrzydzeniem i powracać do tej rzeczywistości stworzonej przez pesymistę. Lubię przenosić się w inną rzeczywistość, a potem żyć w wielkim zdziwieniu, że jej na prawdę nie ma.

Gdy na nagrobku widzisz napis ,,Moja tęsknota nieogarniona.'' to robi ci się smutno. Gdy widzisz ten napis, a obok swojego dziadka i wiesz, o kogo chodzi, nie wiesz co ci się 'robi', nie wiesz co czujesz, bo wylałaś wszystkie uczucia wraz ze łzami, a dziury załatałaś pustką. Ale nawet nie chcesz sobie wyobrazić jak cierpi twój dziadek. I wiesz, że tak samo cierpią rodziny tych ludzi, których już z nimi nie ma. A gdy pisząc to, dostałam jeszcze wiadomość ze zdjęciem tego nagrobka, uświadamiasz sobie, że jednak wszystkich łez jeszcze nie wylałaś.

Gdy widzisz wychudłe, porzucone psy czujesz okropną bezsilność. Najgorsze jest to, że można to zmienić, to, że jednak nie możesz, to, że można i że nie. 

Lubię czuć rytm serca. Nie lubię, gdy czuję, że zamiera.

Patrząc na ludzkie nieszczęścia, lub na ich obojętność i próżność...

Z wyjątkowej osoby, zamieniłam się w wyrzutka. 

Nie widzę sensu, ale tak ma być.

Mam wystarczająco dużo, aby powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Jestem taka głupia, gdy myślę inaczej.  Mówię o tym nieszczęściu, o którym nie chce się wiedzieć, pamiętać, ani mówić, a tymbradziej nim martwić. Żyjemy w zatraceniu. Jestem pustym człowiekiem.

Tęsknię.