niedziela, 30 września 2012

time to replace those memories



Wymienić/odświeżyć wspomnienia, gdyż pomimo moich starań i ogromnego wysilania mózgu nie mogę przypomnieć sobie jego twarzy. Nie wytrzymam. Boję się tej chwili, w której  zapomnę już wszystko. Ile ja bym dała, aby przeżyć, chociażby jedynie w myślach, ten wieczór jeszcze raz. To był sen?  Zawodna jest pamięć ludzka. 

Jesień zagościła  w ogródku. Nie marudzę, nie narzekam, a właściwie oczekuję i jestem podekscytowana.

Gdyby nie fakt, że trochę mnie w szkole nie było, ponarzekałabym, ale teraz, muszę przyznać, że jestem ciekawa jutrzejszego dnia. Potem tej ciekawości zapewne pożałuję. Ciekawe co słychać u moich rówieśników... Skoro zeszło na takie tematy, to muszę napisać, dla pamięci, że dzisiaj widziałam pewnych panów. Niektórzy ludzie nie grzeszą brzydotą. 
Skąd we mnie tyle entuzjazmu?

 

 

piątek, 28 września 2012

look at the bright side

Tumblr on We Heart It. http://weheartit.com/entry/38608970

 Ściśnięta pomiędzy  mimo woli żyjącym we mnie światem książki, a monotonnym życiem dziecka czuję się jak więzień własnego życia, pragnący zaznać magii wszechstronnego świata, a zarazem wiem, że nie poradziłabym sobie w tym świecie będącym poza niewielkim obszarem mojego życia.

Wizyta nie wiele mi dała. Chyba.

G. jeśli to czytasz, to wiedz, że należałoby się odezwać. Wiesz, czasem nie tylko ty potrzebujesz pomocy. 

Weekend. Należałoby się cieszyć, tak jak inni ludzie.  Mi choroba załatwiła nieco dłuższy weekend, niż obecnie rozpoczyna większość mych rówieśników, więc nie czuję tej 'magii' i ulgi. Lecz jednak aby przyzwoicie powitać goszczący u nas miły weekend zgromadzeni w rodzinnym gronie zasiądziemy wieczorem do oglądania Rodzinki.pl. Zapewne niektórzy mają o wiele lepsze plany na takową okazję. 

Przynajmniej lepiej się czuję. Choć dalej dziwnie przez to, że czuję się tak...świątecznie. Ale zawsze mogę błędnie odczytywać to uczucie.

A więc szukam tej jasnej strony...  

czwartek, 27 września 2012

I told my therapist about you


  Zamiast z dnia na dzień zdrowieć, wydaje mi się, że jeszcze bardziej choruje         

 Załóżmy, że tytuł pasuje, ale nie jest do końca prawdą.



Ale może właśnie tylko mi się wydaje. 

Zobaczyłam go w śnie. Ale nie jestem aż tak pamiętliwa, aby odtworzyć go takiego, jakim był. Ale niby to on. 

Nie wiem co jest w szkole. Straciłam kontakt ze światem poza mną. Więc co tu uwieczniać, co tu pisać? 

Przez głupie zdjęcie znów mi się przypomniał. Jakież to chore. I te motylki i to wszystko.

Zbyszko, Danusia, Jagienka. Lubię sobię wyobrazić czasem, że niby jestem tak ładna jak opisują Danusię i tak dalej. Nie ważne. Człowiek bierze książkę, w nadziei, że przestanie myśleć o Krzyżakach, ale zamiast głupich opowieści czyta, jak podcinają dwóm koniom gardłom. Tak ,teraz na pewno spokojnie sobie zasnę, nie przypominając sobie o smutnym losie niektórych zwierząt. 
 Ale może te myśli zastąpią te wspominające Warszawę. 

Jestem wyczerpana chociaż nic takiego dzisiaj nie robiłam.

Czasem chciałbyś myśleć tak jak inni, żyć w młodzieńczym otępieniu, zanurzyć się w rutynowych sprawach codzienności rozpieszczonego życia. (choć ta rutynowa codzienność również przysparza zmartwień)
 ,

środa, 26 września 2012

look how the stars shine for you

'Łał, nie jestem chora. Może ze mną coraz lepiej' 
- pomyślałam coś w tym stylu w przeddzień rozpoczęcia się popularnego, zwiastującego jesień przeziębienia.

Ludzie lubią słuchać historyjek, w których są zabijani i cierpią. Czyżby pożądanie adrenaliny było aż tak duże? 

Jeszcze jedno. Ludzie patrzą jacy względem nich są inni. Nie dostrzegają już tego, że to może przez ich własne zachowanie oraz tego, że sami nie są lepsi. 

Tyle z mojego dzienniczka filozoficznych przemyśleń.

Skąd tytuły o gwiazdach? Ponieważ one były świadkiem mojego pożegnania z obiektem moich myśli. Głupie, ale cóż.  Można by jeszcze przeżyć, gdyby nie na samo wspomnienie nie zaczęły mi się łomotać (tak, łomotać) motylki w brzuchu. 

Dziękuję Bogu za spokojną noc. A tak się bałam. Oby tak dalej. 

W uszach mi dzwoni od ciągłego marudzenia mojej młodszej uroczej siostrzyczki. 

Mam tak dużo do napisania, a zarazem nic. 

wtorek, 25 września 2012

eternal sunshine of the spotless mind

Choroba. Faaak. Pięknie. Ślicznie. Ładnie. Pięknie.Katar mogę znieść, moge   znieść (a nawet pomaga nie bać mi się w nocy co akurat jest fajne), zmęczenie moge znieść i to wszystko moge znieść. Tylko nie te okropne noce! Zaczynają się sny. Pięknie. Moja kochana siostrzyczka, nabijając się ze mnie, miała rację. Nie wytrzymam do piątku. Zadziwiające jak jedna, krótka rozmowa może pomóc. l

Dzień w szkole (taak byłam w szkole i straasznie tego żałuję.), gdyby nie brać pod uwagę fakt, że czułam się strasznie, a straaszny katar nie opuszczał mnie ani na sekundę to było pozytywnie. Gdyby nie pewne coś. 

Jutrzejszy dzień spędzę na robieniu kucyków dobieranych (ze słownika młodszej siostry, oznacza: warkoczyków) mojej siostry oraz spaniu. Ciekawa propozycja dnia. 

Pamiętam.

poniedziałek, 24 września 2012

overthinking

Zbyszko & Danusia, Romeo & Julia, Bella & Edward, Jacob & Marlena
Ach. Ihre Lieblingsfotos und -videos | Flickr on We Heart It. http://weheartit.com/entry/37895842

Z dzisiejszego dnia co jest godne pamięci? 
. . . 
 Moje głupie zachowanie, gadanie z każdym (haha) (?) 

Myślę, myślę i myślę. 
Tęsknię, tęsknię i tęsknię. 
Wariuję, wariuję i wariuję. 

Tyle nauki, że aż chyba z niej zrezygnuje (oczywiście). 

Dzień fajny, nieco inny. Tyle? 

Aby nie zagłębiać się w sensie życia, celu oraz drodze do pokonania. 

Nie chcę, ale oczekuję jutra. Nigdy nic nie wiadomo w końcu, prawda?

sobota, 22 września 2012

above as below

Kiedy myślisz, że wiesz już wszystko, tak naprawdę nie wiesz nic.

,,Prawię o marzeniach, 
które w istocie niczym innym nie są
Jak wylęgłymi w chorobliwym mózgu
Dziećmi fantazji; ta zaś jest pierwsiastka
Tak subtelnego właśnie jak powietrze;
Bardziej niestała niż wiatr,  który już to
Mroźną całuje północ, już wstrętem
Rzuca ją, dążąc w objęcia południa.''

,,Serce ludzkie zawsze więcej garnie się do opowieści cudownej niż do moralnego wysiłku.'' 

piątek, 21 września 2012

lay under the stars with me

DeTe-Lounge on We Heart It. http://weheartit.com/entry/37957747   Tytuł strasznie pasuje choć może się nie wydawać. Małe przypomnienie: zawsze dobieram tytuły do dnia, tak, aby pasowały do mojej aktualnej myśli lub mych 'przeżyć'.

Ciągle wspominam poprzedni piątek, tamten wieczór. Tydzień temu byłam tam, tam, gdzie byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, pomimo nieszczęścia. Chore. 

Rutyna codzienności. Monotonia życia. W szkole wciąż tak samo. A ja nic nie zmieniam. Bo jak? I co? 

Myślałam, że walne tego głupiego, uważającego się na najlepszego i najmądrzejszego chłopczyka, który nieustannie podlizuje się nauczycielom. Agatka kogoś uderzyła. Ha. Ha. Ha. Jakież zabawne. Widocznie mam większą siłę woli, niż sądziłam. 

Nie widziałam dzisiaj nikogo z tych, którzy ewentualnie mogą się znaleźć w moich myślach. 

czwartek, 20 września 2012

I think I saw you in my sleep

Wydaje mi się, że ostatni weekend był snem. On był snem, jego oczy były snem, to inneszczęście było snem. Żegnaj Warszawo. Sugar and spice, virtue and vice on We Heart It. http://weheartit.com/entry/37535610  

Szkoła. Rówieśnicy. Nic się nie zmienia, więc co tu pisać? Tak, kompleksy dalej są. Tak, nostalgia dalej jest. 

Miasto aniołów. Piękny piękny piękny film. Chyba zakwalifikuje się na pierwsze miejsce w mojej liście. 

Nie chcę narzekać. Bo na co? Żyje. Jest dobrze.  A że połowa moich myśli to te głupie pt. ,,Dlaczego ja?'' (ach... teraz już nie. Teraz inaczej na to patrze. Chyba bardziej pasuje teraz równie popularne hasło ,,Mogło być gorzej.'' A może być lepiej, prawda?) naprawdę nie wiem co tu pisać, aby nie wyjawić tych kilku tajemnic (nikt nie czyta, ale lepiej 'dmuchać na zimne'). Musze sie opanować z tym krzyczeniem. Jestem wredna i głupia. Tu nie chodzi o użalanie, stwierdzam fakty i nie zamierzam ryczeć. Naprawdę bardzo pięknie napisane. -.-  Zawsze można wszystko zmienić.

Zawsze można odwrócić wszystko o 180 stopni. 

wtorek, 11 września 2012

magic is everywhere if you know where to look


399772blackcoldfoggirlnightfavimcom314156large_large 

Jak często przeżywam sztuczną euforię. Winę za to ponoszę marzenia.

Dziś kolejny dzień pełen emocji. Ach, jak to głupio brzmi.


Dziś już nie tak fajnie, jak wczoraj. Dziś do skóry dobrały mi się kompleksy. Tak, popularne pytanie 'dlaczego ja?'. Nie mogę narzekać, bo w porównaniu ze złym snem, który trwał bezustannie, teraz, po przebudzeniu, naprawdę nie jest źle. Nie spodziewałam się przecież niczego lepszego, prawda? Więc czemu czuję się zawiedziona? Chyba muszę się powtórzyć, że winę za to ponoszą marzenia. Nie jest źle, naprawdę. Tylko muszę w to uwierzyć. I przestać  marudzić. No, no. Jakież wyzwanie. 

Koledzy nie mający pojęcia o moim istnieniu zawracają spokój (?) w mej głowie. 

Pilnie potrzebuję porządnej książki. I czasu, aby w niej choć minutę dziennie pożyć. 

   

poniedziałek, 10 września 2012

lyric




  



Dzień szkoły, a więc czuję się zobowiązana coś dodać. 
 
Koledzy wynoście się z mojej głowy. 
Albo nie, zostańcie, schowajcie się głęboko, abym o was nie myślała, ale pamiętała.

O kompleksach to chyba nie muszę wspominać. Ach. I jeszcze dojdą ciekawe tematy na wdż'ecie jakby i tak teraz nie było mi źle.  Wolałabym ten przedmiot zdecydowanie w drugim półroczu. 

Rówieśnicy... hm... rówieśnicy. Nie da się ukryć, że lekko się wyróżniam. Niekoniecznie w dobrym znaczeniu. Jakby było fajnie gdyby żadna dziewczyna nie była wredna. Ranić innych aby ciebie nie zraniono. Tak, tak, ciekawy sposób bycia.
  

Tęsknota za czymś, czego nie można wyrazić. Codzienny towarzysz. 

Patrzysz na innych i mówisz...


sobota, 8 września 2012

I should have given you a reason to stay

Ogarnęła mnie  nostalgia.



Zakazuję sobie oglądać jakiejkolwiek części Zmierzchu, a czytać pozwalam jedynie w stanach krytycznych.

Aby uwiecznić piątek muszę coś napisać. Kilka osób naprawdę lubię i klasa byłaby naprawdę fajna, gdyby nie takie dwie osoby. Kompleksy towarzyszą mi całodobowo.

Tyle dusz, tyle kuszących dusz zmuszających cię do upodobnienia, ale dalej usiłuję znaleźć tą właściwą. Wyruszyć w podróż ku odnalezieniu. Odnaleźć. Stać się. Stać się sobą. Trudne acz nie niewykonalne, prawda?

To be yourself in a world that is constantly trying to make you something else is the greatest accomplishment.

,, Możemy oddychać tylko wtedy, jeżeli zjednoczymy się 
z braćmi w jednym wspólnym celu. Doświadczenie uczy nas, że miłość nie polega na wzajemnym wpatrywaniu się w siebie, ale na patrzeniu razem w tym samym kierunku''
 -Miałam zamieszczać teksty Exupery'ego, więc zamieszczam. Dalej czytam tą samą książką usiłując nauczyć się jak najwięcej o prawdzie życia. Chłonę wiedzę. Ach trudno się czyta, ale to mi właściwie nie przeszkadza. 


 


 

czwartek, 6 września 2012

don't count the days, make the days count

Szary poranek spędza mrok ponury 
pasami światła znacząc wschodnie mury

Nie  wiem czy ktokolwiek zrozumiał, że ten cytat wzięłam za mądrą metaforę, a nie opis poranka. 

Tradycyjnie muszę opisać pierwsze dni w nowej szkole dla pamięci. Ach, ale nie opisuję dni, tylko uczucia. Choć właściwie uczucia tworzą dni, więc na to samo wychodzi.

W szkole nie było już tak fajnie aczkolwiek jeszcze nie źle. 

Jak krótkich spodenek nie mam to już wielki problem się odezwać? 

Ładne ładne chłopaki. Za połową tęskno. 

A teraz pójdę podziwiać zasypiający dzień wchłaniając w siebie jak najwięcej  tej świeżości, piękna i spokoju. 

 Prawdziwa mieszanka uczuć. 

środa, 5 września 2012

welcome to my mind


Tumblr on We Heart It. http://weheartit.com/entry/36473193

Pierwszy dzień normalnej szkoły, który będzie trwał aż do wakacji. Ach, oby trwał. Oby był taki jak dziś, albo nawet lepszy. 

Nie zwracałam uwagi na to, jak wyglądam, więc oszczędziłam sobie zmartwień. Ach, niby ładnie, no tak. Ładne chłopaki siedzą mi w głowie. Problem w tym, że ja nie siedzę w nich. Choć może... 

Boli mnie to, że ktoś, kogo uważałam za wieczną przyjaciółkę, tak mało o mnie wie, a ja tak mało wiedziałam o nim, tak szybko potrafi być po prostu wredny. Bardzo. 

Nie wierze, że dzisiaj w szkole było tak... fajnie. Nie wierze. Niby normalnie, ale jak dla mnie... Może łzy spowodowały szczęście? Błagam, niech tak będzie dalej. 




wtorek, 4 września 2012

I can do all things through Christ who gives me strength

                                    Post wyjątkowo głupi. Pisze, aby zapamiętać, jaka kiedyś, w młodzieńczych latach byłam głupia. Zacznę pisać lepiej, już na serio prowadzić bloga, jak tylko okiełznam emocje...


Mam nadzieję, że moja wiara mi pomoże. Co z tego, że żyjemy w czasach, w których nikt nie przyznaje się do wiary? Ja żyje we własnych, a co mi innego zostało jeśli nie to? 

Kompleksy. Kompleksy. I jeszcze raz cholerne kompleksy!!! Co z tego że niby mam ładną twarz (?), włosy i jestem mądra (?) skoro jestem płaska jak moja 5-letnia siostrzyczka (okay, bez przesady, pisze tak dla efektu)?! Ach, nie, nie krągłości są ważne. Tylko jest pewien problem, ponieważ czy tego chcę czy nie interesuję się płcią przeciwną, a ta płeć mną raczej nie. 

Ach. I kłótnie w domu. Zero miłości. Zero. Po prostu zero. Strasznie jest. Czemu oni nie potrafią rozmawiać tylko się drzeć na nas za swoje błędy? Agresją odpowiadam agresją. Trudno się powstrzymać, aby wszystkiego im nie wygarnąć. 

Od popołudnia płaczę. Spacer i świeże powietrze chwilowo mnie uleczyły. 

Klasa fajna, a w niej jeden ładny chłopak. A i mój 'były chłopak' jest ładny (co stwierdzam z ubolewaniem). Nie chcę pisać o uczuciach, o tym jak się czuję, o tym wszystkim, bo nie mogę się zagłębiać w cholernym, głupim użalaniu, tylko wziąć się w garść. 

Tytuł poprzedniego posta będzie moją codzienną motywacją. Dodam tyle, że nie spodziewałam się tak nagłego powrotu.

poniedziałek, 3 września 2012

Sometimes you need to step back to see a better view of what’s in front of you.



 Ach. Jak ten zaczerpnięty ze wspaniałego tumbrl'a cytat doskonale pasuje do dzisiejszego dnia.

Nowy rozdział życia. Szansa, na zmianę. Przeszłość była złym snem, czas zmierzyć się z teraźniejszością. 

Rozpoczęcie w nowej szkole ni gorsze, ni lepsze niż się spodziewałam. Prawie wszystkich z nowej klasy znam, niektórych lepiej, niektórych gorzej. Tylko może miałam nadzieję, że będę ładniej wyglądać. 

Nie chcę się zagłębiać w mojej obecnej sytuacji, bo nie zniose tego. Musze być silna, nie użalać się i w końcu się odważyć. No i nie myśleć o moim położeniu. Nie ważne. 

Ale mam nadzieję, tak, mam. Mam nadzieje na lepsze jutro. I niezależnie od tego, co się stanie, nie zamierzam się poddawać.

 

sobota, 1 września 2012

Po nocy dzień


,,Po nocy dzień’’


,,Ziemia jest matką natury i grobem,
Grzebie i życia obdziela zasobem.
I mnóstwo dzieci jej łona widzimy
Ciągnący pokarm z jej piersi rodzimej.’’
- W. Shakespeare
           
                                                          


Prolog
     Stoję pośrodku pokoju przesyconego mocnym światłem w odcieniu pomarańczy, kojona przez spokojny wieczór. Spokój i piękno. Czymże jest cisza, jak nie pięknem? Ach. Wybawiona mocnymi, splecionymi barwami od szarości dnia i nocy. Zadziwiające. Cisza potrafi zagłuszyć wszystko. W każdym tych słów znaczeniu… W dobrym i złym.

            Promienie porannego słońca przebiły się przez szpary w spróchniałych deskach tworząc drogę powrotną z sennego otumanienia dla mego umysłu. Na sianie, pod dachem jest mi tak dobrze. Wojciech nalegał, abym pozwoliła mu spać w moim poprzednim wagonie towarowym, bez dachu, bez niczego. Nasi ojcowie nie uradowali się z zamiany. Ja również. Ale to już koniec naszej ciężkiej podróży. Lokomotywa zatrzymała się z ogłuszającym świstem, a za jej przykładem podążyła reszta wagonów. Zatrzymano nas w miejscowości, o nowej nazwie Leśna. Brudni, wychudzeni ludzie wyłonili się z różnych wagonów, część ze zwierzętami i rodziną u boku, część samotna, część w okropny sposób niepełnosprawna. Po chwili w tłumie odnalazłam Wojciecha wraz z moimi rodzicami. Wychodzimy ku nowemu życiu. Równo po zachodzie słońca mam spotkać się z nim przy zalewie okalającym zamek. Na razie się rozstaliśmy. Wyruszyłam z rodzicami niosąc nieliczne bagaże.
Szliśmy zachwycając się nowym miejscem i przerażając szkodami wywołanymi przez wojnę. Nasz dom był niewielki, poniszczony, ale krył w sobie piękno. Wokół była łąka, choć może kiedyś to był ogród, i kilka pięknych, starych drzew. Nasze magiczne miejsce, jak w bajce o dobrej księżniczce i złej królowej. Zło napiera, dobro chroni. Ledwo dotarliśmy, gdy wymknęłam się na spotkanie z Wojciechem.
Czekał na mnie przy brzegu, patrząc na wodę, w której już były dwa odbicia lekko falujące na niebieskim prześcieradle z oczami przepełnionymi miłością, smutkiem i cieniami radości. Te oczy widziały wiele i miały zobaczyć jeszcze więcej. Te oczy żyły w symbiozie, nie przeżyłyby bez swojej towarzyszącej pary o tym samym odcieniu głębokiego błękitu. To morze karmiło ocean, a ocean karmił morze. Oba umieszczone w pięknej, srebrzystej ramie po wieczność.
Idąc pięknymi leśnymi ścieżkami zobaczyliśmy zamek, mury, zatoki. Dotarliśmy do miasta. Piękno zostało zniszczone przez wojnę. Potem leżeliśmy znów przy brzegu patrząc w gwiazdy, w przepełnione czernią niebo, które strzegł księżyc w pełni, bielą przeganiając czerń. Zapatrzeni w czarną, daleką otchłań  straciliśmy poczucie czasu. Czas nie miał znaczenia. Nic nie miało. Ale nastał dzień, zaczęło świtać. W pośpiechu wróciłam do domu, gdzie zastałam zamartwionych i płaczących rodziców. Powiedziałam prawdę, nie mając serca krzywdzić ich kłamstwem. Dostałam zakaz wychodzenia z domu. Rodzice wiedzieli, że jedynym moim powodem, by wyjść do powojennego świata, jest on. Jednak co noc się wymykałam. Wiedzieliśmy, że to bardzo niebezpieczne, ale bardziej dla nas niebezpieczne było życie bez siebie.
Ta noc była ciemna, księżyc był w nowiu. Zakryła go czerń. Tylko gwiazdy oświetlały aleję ciemności. Przechodziliśmy w pobliżu Czochy, jego mroczne, kryjące w sobie wiele tajemnic mury pojawiały się od czasu do czasu pomiędzy drzewami, a wieże panowały w górze ozdobione czarnymi koronami drzew. Cisze przerywały jedynie odgłosy leśnego, nocnego życia. Biegliśmy. Wybiegłam na ulicę. Nagle samochód, który chował się pod osłoną nocy, odpalił, jego elektryczne ślepia patrzyły wprost na mnie. Oniemiałam. Ktoś mocno rzucił mnie w bok. Upadając po drugiej stronie ulicy usłyszałam dziwny odgłos, a potem krzyk. Dotarło do mnie, kto krzyczy. Rzuciłam się z powrotem na środek ulicy, gdzie leżał mój wybawiciel ozdobiony milionem purpurowych kropel błyszczących w świetle gwiazd. Opatrzyłam go nie wiele widząc, co dokładnie robię. Po wiekach ujrzałam światło rozmazane przez łzy. Ach. Samochód!
*
Wojciech był w szpitalu od wieków. Nikomu tam nie zależy na jego życiu. Mnie ojciec uwięził w pomieszczeniu. To chyba był pokój w naszym domu, nie jestem pewna. Nie wiedziałam nawet co się ze mną działo. Po prostu znalazłam się w tym czymś, widziałam niewyraźnie, słyszałam krzyki. Nie jestem w stanie określić, ale chyba moje i rodziców. Ale zobaczyłam go we mgle. Musiałam znów go ujrzeć. Zobaczyłam, że nie znajduję się tak wysoko, a pod oknem skądś wzięło się siano. Skoczyłam i jakoś dostałam się do szpitala. Tam dowiedziałam się, gdzie on leży. I dostałam się do niego. Zobaczyłam go pogrążonego we śnie. I zobaczyłam… ojca. Ojca trzymającego coś w ręce. Ręka przybliżała się do łóżka, a wraz z nią strzykawka. Czemu ojciec… NIE!
Ojciec się dowiedział o naszych nocnych spotkaniach. Skoczyłam na niego, wyprowadzono nas, uciekłam. Kilka dni spędziłam przy Wojtku. Jak się okazało, miałam wiele ran, o których nie miałam pojęcia. Jego i mój stan się poprawił, ale to mi nie wystarczało. Miałam koszmary, w których widziałam niezliczoną ilość wyjaśnień wypadku tamtej nocy. To nie było przypadkiem. Ktoś chciał zabić mnie, lub jego. A potem ojciec… Czy to mógłby być on? Nigdy nie darzył Wojtka, ani jego rodziny szacunkiem, a gdy się dowiedział, z kim przebywałam każdej nocy… Sądziłabym, że to on, gdyby nie pożar.
Malutka chata, w której mieszkali rodzice Wojtka, która była tak blisko pięknego, lecz zniszczonego miasta, spłonęła, gdy wychodziliśmy ze szpitala o zachodzie słońca. Zjawiliśmy się, gdy był już koniec.  Ogień gasł, ale buchał w  Jego pięknych oczach. Woda łez nie ugasiła płonących oczu zapalonymi bólem i złością. Mój kochany stracił rodziców. Smutek stał się trucizną. Trucizna była chęcią zemsty. Zanim odeszliśmy od zgliszcz, zobaczyłam elektryczne, okrągłe ślepia, te same, które gapiły się na mnie tamtej nocy. Ich kształt, ich światło, ich wygląd… Ślepiami władało czarne, nowe auto, dlatego tak wyjątkowe.
Śledziliśmy je, a śledząc, dotarliśmy do zamku, o nazwie Czocha. Czarne auto marki Wołga, o którym modelu marzył Wojtek pojawiało się tam i znikało, a my często wraz z nim. Były tam również garbusy, do których palący mężczyźni pakowali broń i jakieś paczki. Zakradaliśmy się tam nocą, schowani w mroku, lub w dzień, gdzie słońce bezlitośnie próbowało nas zdradzić. Udawało nam się pozostawać niezauważonymi, dopóki nie natknęliśmy się na młodego chłopca…
Podpalono stodołę, w której ukołysani do snu przez spokojny mrok, pogrążyliśmy się we śnie. Kilka osób wyciągnęło mnie z płomieni. Ktoś błagał, ktoś przeklinał, ktoś się śmiał. Mało pamiętałam. Obudziłam się wraz ze słońcem. Więziły mnie stare mury, stare... lochy. Och! Wyjrzałam przez dużą dziurę z metalowymi prętami. Byłam uwięziona w zamku. Nagle otworzyły się drzwi, których wcześniej nie zauważyłam.
Przeniesiono mnie do pomieszczenia nieco mniej przerażającego. Droga prowadziła przez długie, kręte schody. Nie płakałam. Patrząc przez okno na krajobraz, zastanawiałam się gdzie skryty jest mój ukochany. Minęło wiele czasu, a ja stałam wpatrzona w powojenny krajobraz żyjąc w świecie myśli. Jak się odżywiałam, skoro nie umarłam z głodu? O co chodzi?
Odpowiedź uzyskałam, gdy postanowiłam się uwolnić. Szalona myśl, ale ostatnio miałam takich wiele, więc się przyzwyczaiłam. Przyszedł chłopiec, którego już kiedyś widziałam. Pamięć mnie zawodziła. Mój umysł był pusty, acz pełny. Pełny nierealnych myśli. Zamknął drzwi.
- Przepraszam. – Miał około piętnastu lat. Oczy rozpoznałam, zrozumiałam, za co przeprosiny. Wydał nas. – Twój chłopaczek nie przychodzi, nie mamy po co cię trzymać, więc najprościej było by dla nas cię zabić. Nie chcę tego. Dlatego słuchaj mnie i wytęż swoją mózgownicę. – posłuchałam rozkazu chłopca.

Mój prawdziwy ojciec nie żyje. Wychowywał mnie jego brat. Mojego ojca zabił ojciec Wojciecha. Mój ojciec należał do grupy żołnierzy, którzy sprzeciwili się dowódcy, którzy działali na swoją korzyść, którzy pomagali wrogom, a wydali braci. Reszta tych ludzi, uważających się za wyjątkowych, dała śmierć za śmierć. Mi nic nie zrobią, dbają o mnie, uważają, że mnie chronią przed synem zabójcy mego taty i czekają, aż Wojciech po mnie przyjdzie. Joachim, chłopiec, który nas zobaczył, chłopiec, przez którego jestem tutaj, chce mi pomóc. Jego ojciec jest tu szefem. Jego ojciec go skrzywdził, on go nienawidzi. A żeby nienawidzić, trzeba kochać. Z miłości i z nienawiści, chce, aby się zmienił, dlatego chce go wydać milicji. W tym chłopcu dostrzegam mężczyznę. Z milicją, odkąd tutaj jestem, wymyślał, jak przeprowadzić całą akcję. Wojtka również odnalazł i opowiedział mu o wszystkim. ,,Ten twój chłopak ma wyrzuty sumienia za ojca, chociaż postąpił słusznie.’’ – powiedział mi, krzywiąc się. Odszedł. Zostałam sama, stojąc pośrodku mego więzienia, patrząc na świat szykujący się do snu, w snopie światła zachodzącego słońca. Cisza ogłuszała mnie. Cisza sprawiała chaos w mojej głowie, ogłuszając wszystko, czego potrzebowałam.
Kilka tygodni spędziłam wykonując swe zadanie. Przekonałam do siebie kilka mężczyzn, wygłaszałam okrutne słowa na temat mych braci, a dobre dla ich zdrajców. Ci ludzie jednak zostali również zranieni przez braci. Ależ jaki sens widzieli w śmierci? Wojna się nie skończyła i nigdy się nie skończy.
*
            - Mario, uciekaj! – zaczęłam biec przez cały zamek, korytarzami, które znałam, choć nie znałam. Wszystko było inne. Wybiegłam, byłam już tak blisko lasu. Kilka kroków. Za kilka kroków zostawię ten oddział swojego życia za sobą, choć nie wiedziałam, z jakim zakończeniem. Nagle usłyszałam wrzask, przekleństwo, śmiech, dźwięk, poczułam przeszywający ból w czaszce, a potem nastała cisza zagłuszająca wszystko. Pogrążyłam się w mroku.
*
            Topiłam się w oceanie mroku. Nie widziałam końca.
           
            Światło. Wraz z światłem pojawił się straszny ból.  Chciałam znów się zanurzyć w mrocznym otępieniu. Już zaczynałam popadać w czerń…
            - Mario! Już po wszystkim! Błagam!- Piękny dźwięk dopływał do mnie, a za nim podążało światło i ból. Ach. Co wybrać. Głos kusi, mrok kusi. Otworzyłam oczy.
            - Mario. – Ujrzałam przepiękną twarz, przepiękne oczy patrzyły miłością. Te oczy są moje. Wojciech.
Obdarzył mnie swoim najpiękniejszym uśmiechem, swoim spojrzeniem, ja odwdzięczyłam się pocałunkiem przepełnionym miłością. Ból nie miał znaczenia, przeszłość nie miała znaczenia, świat nie miał znaczenia. Spojrzeliśmy sobie w oczy zanurzając się w ich błękitnym oceanie. Oceanie wiecznej miłości.

Epilog.

Zło nie jest godne łez. Ale jednak je wylewasz, częstujesz je swoim przepełnionym goryczą płaczem, karmisz je, a sama nie masz czym zaspokoić swojego pragnienia. Stop. Nie możesz zaspokoić. Pragnienie przez które jest się tak suchym i obezwładnionym jest pokusą do zemsty. A ty nie spadniesz tak nisko.

,,Szary poranek spędza mrok ponury
Pasami światła znacząc wschodnie mury
I noc się na bok chyli jak pijana
Z dróg dnia ubitych kołami Tytana.’’
- W. Shakespeare



Męczyłam się, panikowałam, wariowałam, ale napisałam. Miałam szczęście, gdyż myliłam się co do terminu i w końcu napisałam to opowiadanie  (można było użyć tylko 12 ooo znaków, stąd takie krótkie, choć nie wiem czy bym mogła z dokładniejszymi szczegółami opisać dzieje powojenne). Powyżej moje wypociny.