Wczoraj miałam urodziny. Kto mi złożył życzenia? Mama. A u reszty tkwię w najgłębszych zakamarkach pamięci lub w ogóle nigdzie nie tkwię. Smutno. Nie oczekiwałam prezentów, mnóstwa telefonów, sms'ów i życzeń. Ale oczekiwałam pamięci najbliższych. Rozumiem, ważniejsze sprawy. Naprawdę rozumiem. Tu nie chodzi o to, że ktoś może o mnie zapomniał, bo miał ważniejsze sprawy. Tu chodzi o to, że uświadomiłam sobie, jak mało jest bliskich mi osób. Ach... no i jeszcze jak bardzo jestem NIEpopularna.
'Ach. Miałaś wczoraj urodziny?!'
Coraz bardziej lubię pewnego chłopaka, który o mnie jeszcze pamięta, który się mnie nie wstydzi i który od kilku lat potrafi poprawić mi humor. A co najgorsze, ten chłopak zaczyna mi przypominać tego, o którym powinnam zapomnieć. Jest wręcz odwrotnie. Wspomnienia odżywają, mgła się rozwiewa pod wpływem silnego wiatru mych pragnień.
Tak strasznie tęsknie.
wtorek, 30 października 2012
niedziela, 28 października 2012
lost in the echo
Wspomnienia zamieniają się w dawny sen, przykryty mgłą, ale nadal wywołujący rodzące się uczucia. Marzenia zamieniają się w wyimaginowaną rzeczywistość (?), do której z niecierpliwością dążysz, choć wiesz, że nigdy jej nie osiągniesz. A aby poczuć się lepiej, oszukujesz samą siebie jak najdalej odsuwając okropną prawdę. Po co mi stopy, skoro mam skrzydła?
Nadal pustka w pełni, najprawdziwszej pełni.
Czas powrócić do prostych tematów: Śnieg uziemił mnie na dobre. Nie mam odpowiedniego 'sprzętu', jak, np. butów.
Dalej twierdzę, że jestem okropnym leniem i mam ku temu powody. Ale i tak z tym nic nie robię, bo mi się nie chce. La. La. La.
Jutro rozpocznie się wielki tydzień, można rzec. Najpierw poniedziałek z nieszczęśliwą dla mnie datą. A potem dni szkolne, po których samej nazwie można się domyślić, że nie wróżą nic dobrego. (Nie nauczyłam się jeszcze patrzeć oczami optymisty.) A potem... smutne i straszne święto, wywołujące łzy przepełnione bólem i ogromną, nieznośną tęsknotę.
Idąc na angielski, zauważyłam, że na budzie, która była ozdobiona serduszkami i napisem 'Dino', a przy której czuwał zawsze owczarek, widnieje teraz inny napis, a czuwa przy niej inny, choć podobny pies.
Lost in the echo.
czwartek, 25 października 2012
just enjoy this shit
Jestem głupim, okropnym leniem. Zapowiada się długi wieczór z biologią i Robbim W. i jego piękną, acz tylko i tylko mnie nie wpadającą w ucho, a którą się trzeba nauczyć na pamięć na jutro piosenką.
Cały tydzień sprawdziany. Codziennie. Jak ja to kocham.
W dzień nie moge normalnie funkcjonować, bo łażę jak jakieś nie wiem co i jedyne co dobrze robię to czynność zwana spaniem, a wieczorem nagle jakimś cudem odżywam. A rano witają mnie lima pod oczami.
Lekarz. Ugh.
Cisnęło się we mnie dzisiaj emocji, oj cisnęło. Ku mojemu zaszkoczeniu, gdy wróciłam ze szkoły, wybuchłam wielkim płaczem (?).
Tak sobie myślę. I myślę, że żałośniejszej ode mnie osoby nie ma na świecie.
Biorąc pod uwagę to, jak się w dzisiejszym świecie żyje, lepiej nie myśleć. Szkoła, lekcje, noc, szkoła, lekcje, noc, a w weekendy książka. Lepiej nie skupiać się na swojej aktualnej sytuacji.
Szkoła, lekcje, noc.
Okay.
poniedziałek, 22 października 2012
stay great.
Ktoś ma podobną twarz. Prawie jak On. Prawie.
Kompleksy. Nostalgia. Bla. Bla. Bla. Gadanie głupiej dziewczynki.
Nie mam pozytywnego humoru, czuję się dziwnie i marzę o błogim śnie. Niestety, miałam zły. Zaczyna się? Proszę nie.
W niedzielę przeżyłam rodzinny wyjazd do Karpacza. Ach. Jak tam pięknie. Kto był moim wiernym towarzyszem -przez cały czas- w myślach, tego chyba nie muszę wspominać.
Trudno mi jest powiedzieć, jak jestem nastawiona na jutro. Boję się. Ale to nic nowego.
Z czasem obojętnieję, a jednocześnie jeszcze bardziej się przejmuję. Wariuję, a jednocześnie jestem dziwnie spokojna.
sobota, 20 października 2012
Dream as if you will live forever.
We wtorek wycieczka. Nie ma nic piękniejszego od polskich gór jesienią. Ach. Ach. Ach. I Lubań, stary wulkan. Tak blisko, a widziałam to magiczne miejsce pierwszy raz. Ach. Niestety tak piękne miejsca przywołują piękne, acz bolesne myśli, po czym pojawia się okrutna tęsknota. Zamiast mieć przy sobie, tego, kogo chciałam, miałam tych, których... niekoniecznie chciałam. Ale takie pożądanie jest okrutne, więc powiem, że było fajnie.
Środa, czwartek, piątek. Wizyta u szanownej pani się ostatecznie nie odbyła, ale utaiłyśmy to wspólnie z mamą przed tatą, aby 'się nie denerwował'. Codziennie widzę kogoś, kto jest miły dla moich oczu, ale nie widzę i nie zobaczę być może już nigdy (Boże nie!) kogoś, kto jest miły moim myślom. Sama próbuję się oszukać.
Naczytałam się tulu radosnych opowiadań radosnych osób, że aż mam dość tej przesłodzonej radości. Dlaczego? Czyżby wkurzało mnie szczęście innych? Próżność. To jedynie. Ale też może źle ich rozumiem. Cieszyć się życiem, 'czerpać garściami z młodości', skupiać się na młodym i rozpieszczonym życiu ludzi pięknych. Ciekawie brzmi. Kosztujcie tego życia. Ale nie obrażajcie tych, którzy boją się lub nie mogą go posmakować.
Pamiętam go. Marzyłam.
Pozwoliłam sobie marzyć, więc mam za swoje. Marzenie zaczyna sprawiać mi ból. Myślenie sprawia mi ból. A mimo tego dalej pozwalam umysłowi władać mną jak chce. I myślom, i marzeniom pozwalam siebie porwać w inny świat. Powrót jest bolesny. Ale warto. Niby.
sobota, 13 października 2012
Your mind is beautiful
Moje lenistwo nie zna granic.
Nie zaszkodzi przeniesienie się w inny świat. Nie zaszkodzi zamieszkanie w innej galaktyce własnej wyobraźni. Nie zaszkodzi myślenie o nim.
Nie, nie zaszkodzi.
A więc wysprzątać cały dom, odrobić lekcje za 2 dni, uczyć się na sprawdzian oraz oglądnąć Miasto aniołów i Czarnego Łabędzia.
Zdałam sobie sprawę z tego, że póki co mogę marzyć i marzyć; pozwalać sobie zatruwać umysł toksycznymi wymysłami, dopóki nie doprowadzi mnie to do szaleństwa. Właściwie nawet takie coś mi się podoba.
Trochę smutno. Ale dzisiaj nie myślę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)