poniedziałek, 31 grudnia 2012

What would you do if you weren't afraid?



Dzisiaj z nim nie pisałam. I tęsknie. I to strasznie. To nawet dobrze, że rzeczywistość chłoszcze mnie po twarzy jak lodowaty, zimowy wiatr, który On tak lubi. 
Jeszcze czekam aż napisze, ale przecież jest zajęty szykowaniem się na sylwestra (On nie jest takim wyrzutkiem społecznym jak ja). 
'Motylki' (co za idiota to wymyślił?) nie dają mi spokoju. Niepokój mnie nie opuszcza. Jak strasznie chciałabym z nim popisać- tego to chyba nie muszę mówić.  
Gdybym była odważniejsza i pewna siebie napisałabym... Ale nie jestem i strach mi na to nie pozwala.

Już niedługo zacznie się 2013. On czeka na wiosnę. Ja też. Sylwestra spędzę w towarzystwie mego wroga (też cię lubię). Przynajmniej lepiej niż rok temu, gdy będąc jeszcze większym wyrzutkiem społecznym, zakompleksiona (On poprawił mi nieco samoocenę) czuwałam przy Polsacie słuchając beznadziejnych piosenek naszych polskich artystów. 

 Słońce już zaszło, początek mego dnia już nastał. Skrzydeł marzyciela nic nie zatrzymuje. Szybuję pośród marzeń.  

niedziela, 30 grudnia 2012

Tak siedzę i się nudzę w nadziei, że do mnie napisze. Miał napisać... Ach. Zapędziłam się. Znowu. Fajna siostra koleżanki. Tym jestem. Tyle. Zapamiętać i oprzytomnieć.
Motyle czy czym wy tam jesteście w moim brzuchu, błagam, dajcie mi odpocząć choć na chwilę! Żeby tak całą dobę?!

No rain no rainbow.



O, słońce zachodzi. Daje początek mojemu dniu. Dniu marzyciela. Zachodź czym prędzej.  Czekam na mój jasny dzień. Żegnaj dniu, który dla mnie jesteś jedynie ciemną nocą. 

Nie mogę uwierzyć we własne szczęście!!! Jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie!!! Jeszcze wczoraj miałam to, co dzieje się teraz, za nierealne. Nie uwierzyłabym. Nadal nie wierze! Ale jednak. Pisałam z obiektem mych snów, myśli i marzeń od 22:55 do 3:30!!! I dziś znowu od 16:08 do 18:40!!! Naprawdę?! Uważa, że jestem ładna, lubimy te same zespoły, uwielbiamy czytać. - Piszę, ponieważ muszę zapamiętać. Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę!!! Jest dla mnie przecież za piękny, za lubiany, za fajny... Jestem tak niesamowicie szczęśliwa! 
Nie spałam prawie całą noc, gdyż motylki (za łagodne jak na motylki, raczej jakieś potwory) tańcowały w najlepsze w moim brzuchu. Czułam się tak, jakby ktoś mielił mnie od środka. I tak do teraz. Cały czas! O 23 zamieniłam się w piszczącą, skaczącą idiotkę z nogami z galarety. Po południu popadłam w dziwną histerię. Trzęsłam się, płakałam. Myślałam, że  już ani razu nie będziemy pisać. Teraz znów jestem niesamowicie szczęśliwa i jak na chwilę obecną, zwykłe rozmowy mi wystarczają. Człowiek pod wpływem zauroczenia rzeczywiście zamienia się w idiotę...

'Ja płakałam, a ty się uśmiechałeś' - zmienię znaczenie i 'płeć' słów Szekspira. 

Ach!

' Szedłem, gdzie słodkie ciągnęły mnie tony, lecz pieśń przebrzmiała.'
 

piątek, 28 grudnia 2012

For a dreamer, night's the only time of day.

Zgodnie z planami, wczoraj były zakupy. Siostra nieco więcej kupiła, ale mniej więcej za tą samą cenę (najwidoczniej nie umiem korzystać z promocji). Tak mi się podoba mój nowy sweterek (jasnoróżowy, z 'wyćwiekowanym' krzyżem) tylko jest zaduży (oczywiście). -Mała odmiana, piszę o czymś tak nieważnym jak ubraniu. Można się w tej galerii pogubić. Małe miasteczko w budynku/biedniejsze uliczki w Chorwacji -z tym można skojarzyć. Moje ulubione 'jogo' stoisko z zimnymi jogurtami (raczej lodami, ale niech im będzie) i dodatkami - mmmm. - Dzienna dawka małoważnych rzeczy, które jednak chcę zapamiętać, więc tu o nich spominam. 

Znowu odwiedził mnie w śnie. Mogę przedłużać noc, nawet gdy słońce (ach ta wiosenna grudniowa pogoda) już dawno wstało. Ale sen wtedy zamienia się w malowane marzenia, a to nie to samo, gdyż już ma się świadomość ich fałszywośći. 

Dzisiaj wyjątkowo mocno zrozumiałam, że sama siebie łudzę i wyjątkowo mocno uderzyła mnie rzeczywistość. A więc mam zamęt. Chcę się utrzymać na ziemi, ale jednocześnie wznoszę swe skrzydła wyobraźni ku niezmierzonym przestworzom marzeń.

czwartek, 27 grudnia 2012

Toxic mind



Ta powtarzalność moich tytułów (zarówno posta jak i dnia).

Bardzo przyjemnie się kolęduje z wujkiem, gdy jest po paru kieliszkach 'swojskiej' wódki. I rozmawia o polityce. - Świąteczna kolacja w Rakowicach. 
Bączuś jest piękny! Porwę go kiedyś i przejdę się z nim na miasto. Ten drugi, malutki, jeszcze szczeniaczek też, lecz nie przypomina czarnego, puszystego baranka jak Bączek w jego wieku. 

Dzisiaj niby mają być zakupy. Tak nienawidzę chodzić po sklepach, przymierzać (lustra w przymierzalniach chcą zachęcić do kupienia ubrania, więc są wyszczuplające. Mnie to wyszczuplanie nie zachęca, bo praktycznie nie ma z czego mnie wyszczuplać. Może i teraz nie jest tak źle, ale została mi jakaś uraza z tych czasów, gdy miałam anemię itd.) Ale strasznie lubię nowe ubrania (a kto nie lubi?) i to moje 'łakomstwo' jest chyba silniejsze.

Ostatnio wspominam tamten wrześniowy wieczór. I czuję dziwny... niedosyt. A zawsze mnie to wspomnienie koiło. Ach, może nadal koi moje 'zbolałe' myśli, tylko... Sama nie wiem. Po prostu tak strasznie tęsknię. Urzeczywistniam marzenia, choć doskonale jestem świadoma prawdziwej rzeczywistości. A skoro myślę o tamtym wieczorze, myślę o tym, który ukradł mu oczy, to piękne spojrzenie. I motylki odżywają. 

wtorek, 25 grudnia 2012

Christmas, Christmas, Christmas



W ostatnie dni przemieniłam się w kurę domową i matkę polkę. Dla rodzeństwa stałam się 30-letnią, zrzędliwą babą. I zaliczyłam poważną, wykrzyczaną (porządnie wykrzyczaną) groźbę od taty. A ja już jestem wyczerpana psychicznie i załamana. Łzy się same cisną, i patrząc na ten brud i bałagan (wysprzątałam cały dom-jednego dnia nawet nie mogli przeżyć bez bałąganienia te okropne lenie -z moich ust wypłynęły gorsze przezwiska od 'leni', zapewniam-?!).

Każdemu brakuje tej anielskiej dobroci, miłości i niezwykłe radości Babci. Dziadek nie jest jedyny, choć tego nie dostrzega. Porządnie się o niego martwiliśmy, gdy wymknął się o 22 z domu. Domyślam się, że pojechał na cmentarz. Cóż... gościnnością i uprzejmością to on nie płonął. 

Mały pokoik, czarne pianino na długość prawie całej ściany, stary kominek, po obu stronach wygodne kanapy, z rogu pachnąca, kolorowa choinka a po środku (lub raczej w centralnej części i to bardzo dosłownie, gdyż zajmuje prawie całe miejsce) pięknie przyozdobiony stół. Taki piękny obraz widzę co rok. - tak, żebym w przyszłości nie zapomniała, co przeżywam, co czuję i jak było.

Czuję się okropnie, że odczuwam nawet mocniejszą tęsknotę na nim, niż za Babcią. Ona jest w postaci tak ciepłych wspomnień, majacząca gdzieś w pustce uczuć, które już zostały dawno brutalnie wypchane wraz ze łzami, ale kojąca i pocieszająca na samą myśl. A On... Jego spojrzenie mnie prześladuje, ożywia wszystkie 'motylki, przywołuje marzenia' i sprawia, że tak strasznie za nim tęsknie. Tęsknię też do tego, który wydaje mi się być bardziej realny (tamto wspomnienie jest jak sen), który patrzy tak jak ten z realnego snu, który jest dla mnie po prostu piękny. 
O Boże. Jaka jestem głupia.


Aaa, wiem, że zdjęcie bardzo pasuje do treści postu, ale bardzo mi się podoba.
  

 

 

sobota, 22 grudnia 2012

Diamond


Pamiętnik. Jaki piękny film...


Jestem otumaniona tym światem, a więc pogrążam się w nim. Coraz głębiej, głębiej. Zmierzam ku marzeniom. Zasnę oczarowana i smutna, obezwładniona przez marzenia. 

Jutro, gdy się obudzę dopiero zacznie do mnie docierać, jaka jestem głupia. Teraz mnie to nie obchodzi.

Co zwykły film może zrobić z człowiekiem... Tak mi się chce płakać...

Czuję okropną, ogromną tęsknotę. Jestem nią tak zmęczona.... Ale chce jej, bo pozwala mi pamiętać, bo pozwala mi marzyć. A to, że czasem wyroni kilka głupich, bezsensownych, dziecinnych łez, nie jest rzeczą aż tak straszną.

 

czwartek, 20 grudnia 2012

No worries for the rest of yours days.

Dziś po raz tysięczny padłam na łóżko i wyznałam swojemu łóżku dozgonną miłość. A potem spałam. A potem lekcje i komputer. A teraz siedzę, zanim zacznę się zastanawiać w co się jutro ubiorę (apel) i przejdę tradycyjną fazę przymiarek. Zwlekam z tym, gdyż jak na razie jestem w dobrym humorze (spacer+sen), a nie chcę go sobie psuć moim odbiciem w lustrze. Jeszcze tylko jutro. 

Nie chciało mu się przyjść do szkoły. Nie musiałam przeżywać tego, co przeżywam na jego widok, więc dzisiejszy dzień obył się bez płaczu (hoho jeszcze się przecież nie skończył) i zbędnego i próżnego użalania się nad sobą (dopiero to nastąpi, gdy spojrzę w lustro. Tak, głupszej osoby ode mnie nie ma), ale nie mogę się doczekać, aż go jutro zobaczę.  Za bardzo mi przypomina tamten wieczór... 

Aby ktoś zaakceptował mnie, najpierw ja muszę zaakceptować siebie. 
Boję się. Po prostu jutra. Po prostu wszystkiego.
Tak bym chciała....

niedziela, 16 grudnia 2012

How to be



Wczoraj losowaliśmy kto komu kupuje prezent. Dozwolona kwota aż mnie zaskoczyła. Członkowi rodziny, którego wylosowałam się poszczęściło. 
Założyłam facebook'a. Tak pisze, żeby pamiętać, jak się tym przejęłam. Nawet nie mam odwagi go zaprosić... 50 znajomych w jeden dzień. Może nie jest aż tak źle... 
Nie lubię tych uwielbianych portali społecznościowych. Psują ludzi. 

Napisałabym to, co przeżywam, ale, gdy wczoraj czytałam moje wpisy od sierpnia, dotarło do mnie, że już wszystko wypisałam i póki nie będzie jakiejś zmiany w tej rutynie lub póki nie zdarzy się koniec świata, lub ktoś nie ukradnie mi umysłu i nie podłoży mi innego-nie mam nic do napisania. 

Chcę odpocząć od moich filozoficznych przemyśleń, od skupiania się na uczuciach i tego wszystkiego. Ogółem, od mojego świata. Postaram się skupić na dniu, na minucie, na sekundzie, zapominając o tej, co przed chwilą była, lub o tej, co za chwilę będzie. 

czwartek, 13 grudnia 2012

Yesterday you said tomorrow.



Rose i Jack. Czy jest osoba, która dziś tego nie oglądała? 
Nie lubię Rose. 
Tak samo jak takiej jednej. 
 Po prostu.
Dlaczego nie mogę mu się podobać? Dlaczego musi być tak daleko? 
Dzisiejszy dzień był dziwny.

Piękny widok panuje za oknem. Wybrałam się dziś na mój 'relaksujący' spacer z psem. Gdy przed tobą panuje biel błyszcząca w świetle słońca, uwalniasz się. Po prostu. Jesteś wolna. 
A potem znów jesteś uwięziona. 

Chciałabym...
Bardzo.
 

środa, 12 grudnia 2012

Basic



Ci, co potrafią się cieszyć tym, co mają, są szczęśliwi. Ja nie potrafię. Więc jestem  nieszczęśliwa. 
Nie potrafię się polubić, nie potrafię docenić, nie potrafię wziąć się w 'garść' i cokolwiek zmienić. Nie potrafię też zmienić nastawienia. Co świadczy o mojej głupocie.

Jestem zmęczona. Pilnie potrzebuję wolnego! I dobrej książki.
Gdybym miała odwagę (i gdybym nie była sobą) zapytałam bym się pana J. czy pożyczyłby mi Zaćmienie. Ale jestem tylko młodszą siostrą jego koleżanki i nie chcę mu zawracać głowy. Tym bardziej, że jest zajęty zajmowaniem się swoją 'koleżanką'. 
Jeśli nie ucieknę do inngo świata, nie wytrzymam. Tylko czy chcę uciec tam sama? Na cały dzień schować się w doskwierającej samotności zasłonięta magiczną osłoną książki... 


niedziela, 9 grudnia 2012

Mirror, lake

Brakuje mi kogoś. 
Już nie wspominając o nim. Niby wszystkie koleżanki są fajne ale żadna nie na tyle, aby mi pomóc, poprawić humor itd., tak, jak powinna robić przyjaciółka. 

Muszę zmienić podejście i pozytywniej patrzeć na świat. Wygrzebać się z tej 'skorupy' jak to nazwał tata w swych mądrych kazaniach. Nauczyć patrzeć optymistycznie i za każdym razem, gdy czymś zanadto się przejmuję, sumiennie mówić sobie teksty w rodzaju 'fuck this shit' lub 'relax.' 
I oszukiwać siebie, że będzie lepiej, że nic się nie stało, że nie jest tak źle, a potem wybaczać sobie te kłamstwa. Żyć z dnia na dzień.

Ładną dziś mamy pogodę.... 

sobota, 8 grudnia 2012

What you think, you become.

The mind is everythink.  What you think, you become.

Nie osiągnęłam. 
Jestem zmęczona. 

Po przeżyciu kompromitacji, bo uświadomieniu sobie, że jestem żałosną istotą (nikim) jestem zmęczona. Teraz już nie myślę, że niepotrzebnie się użalam, że inni mają gorzej. Wiem to. Ale inni są silniejsi. Ja jestem słaba, a przez to dziwna. Nie mogę. Gdybym się nie przejmowała tak nieistotnymi (dla mnie są istotne, choć dla każdego innego człowieka nie miałyby znaczenia) rzeczami...jakoś bym funkcjonowała. Ale ta moja chora pasja do poniżania siebie i nienawiści co do 'własnej osoby' wprawia mnie w dziwny stan. Nienawidzę. Brzydzę się. I tak jak dziecko mówi, że chce do domu, tak ja mówię -rozpaczliwie- że chcę do szpitala. Bo tylko tam mogłabym odpocząć i wbić sobie do tego swojego zrytego łba, że jestem okropną egoistką. Nie, nie wywołuję losu. Przecież mam jeździć na kontrole, prawda? 
Najgorsze jest to, że muszę męczyć się z samą sobą, jęczeć z bezradności, że muszę cisnąć się w swojej osobie. A ja myślałam, że to już nie powróci.  Psychologu, przybywam. 

Nie wiem, co ja sobie myślałam idąc na nocowanie w szkole, na maraton pisania listów. Tak, moja siostra była zachwycona i szczęśliwa, bo 'ale było fajnie'. Tylko, że ja nie jestem moją siostrą. Nie jestem tą utalentowaną, zdrową, piękną, śmiałą, zabawną, lubianą i szczęśliwą siostrą ze zdrowym umysłem. Jestem sobą. I to jest najgorsze. Własna siostra, ale zupełnie inna. Ma wszystko. Wszystko. A ja nic, bo jestem niczym. I odkąd pamiętam, tak się czułam. Odkąd w przedszkolu stwałam się powietrzem i zamykałam się w swoim świecie. Boże. Myślałam, że jestem już zupełnie inną osobą, bo przecież tyle czasu minęło. Ale jednak za każdym razem muszę się męczyć i radzić sobie z tą ułomnością. Tylko,że nie mam siły. Zmęczyłam się udawaniem, oszukiwaniem samej siebie i wszystkim innym. Strasznie. 
A teraz czytam to, co napisałam, i myślę, że głupszej osoby nie ma na świecie. Ale nic z tym nie zrobię. Nic. Bo jestem zmęczona. Wybacz mi, świecie. Dołuję sama siebie, niemo krzyczę najgorsze słowa pod swoim adresem. I smucę się, ponieważ nie mam szans. Znów myśli eksplodują, strzelają jak milion fajerwerków, a każdy wybuch wywołuje bolesny cios. I tak są, nieustannie mącąc mi mój upragniony, oddalający się spokój, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Bum. Nie mam siły. Te fajerwerki są trujące. 

Game over. I lose

,,Be very careful  about what you think. Your thoughts run your life.  

sobota, 1 grudnia 2012

Appreciate and love because nothing lasts forever.


crystvllized:

Grunge photography. ✞☮

Nie wiem, co mi jest, ale napewno nie jest to nic dobrego.
Próbuję poznać samą siebie.
Coś wynikło z mojego postanowienia?
Pewnego dnia zdecydowałam żyć bez uczuć. 
Próbuję uciec.

Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem. 
Czuję się okropnie. Coś się we mnie ciśnie. A ja usiłuję nie wypuścić tego na zewnątrz. Próbuję to ignorować. Nie da się. 
Dziwne niezadowolenie, przemęczenie, stres, tęsknota, samoocena? Może wszystko wymieszane. 
Ale postanowiłam. Muszę się tego trzymać. 

Chciałam napisać coś pozytywnego, zmotywować, nie obciążać siebie. Na daną chwilę jednak nie umiem. 
Dlatego tytuł kieruję do siebie. 

Wszystko mi się miesza. Pustka w pełni. Jak wiele osób tak się czuje. Jak wiele cierpi. A ja marudzę. Świecie, zignoruj me próżne zachowanie i wybacz. Dopiero się uczę.

środa, 28 listopada 2012

things I'll never say



Aby nie mieć złych snów pozwalam sobie marzyć. Świadomie się truję.

Oficjalnie otwieram w moim pokoju kopalnie zużytych chusteczek higienicznych.

Czeka mnie popołudnie i wieczór przy biurku. A może nawet noc...

Nic się nie zmienia. Jest tak jak zawsze. Może mam trochę inne nastawienie. Jestem trochę w lepszym humorze, bo odpoczęłam. Wyznaczam sobie rzeczy, na które czekam (bluza, święta, weekend) co pomaga mi wytrwać jeden dzień składający się z tysiąca dni w szkole. 

Na nic nie liczę. Na nic nie narzekam. Nie marzę. Nie okłamuję się. 
Jedynie oczekuję od siebie... 
 

niedziela, 25 listopada 2012

We crave what we can't have.



W śnie poczułam słodycz latania, unoszenia się nad ziemią, wybawiającego wiatru, wolności.
Pod wpływem gorączki.

Tak naprawdę upadłam na ziemię. 
Urzeczywistniłam sobie  wszystko, co malowałam fantazją. Już nie marzę. Ale czy na pewno?
Wyjątkowa sytuacja to wieczór. Zdrowe marzenie, bo przecież może się ziścić. Tylko czy siebie nie oszukuję? 
Zanurzam się w oceanie, opadam coraz głębiej, ale nie tonę.

Nareszcie myślę, że użalanie się nad sobą nie ma sensu. 
Trudno. Life is brutal.

Zachorowałam w piątek, wyzdrowieję w poniedziałek. Szczęście.  

Niestety dalej myślę i dalej tęsknię. Ale co z tego?

Pierwsze kroki na ziemi są bolesne. 

Nie idę jutro do szkoły. Nienawidze dni i nocy, które muszę przeżyć czując się jakbym była ulepiona z kataru.  
Jutro dzień nauki i zrobienia coś z sobą (zacznijmy od lekkiej zmiany wyglądu-może się uda. ha. ha.).

Życzę całemu światu miłych snów. I tych tworzących się pod gwiazdami, i tych pod doskwierającym słońcem, na realnej ziemi. 

 


niedziela, 18 listopada 2012

don't lose who you are in the blue of the stars



Miałam piękny, piękny, piękny sen.

Dwa lata temu również miałam sen. O śmierci babci. 7 miesięcy później się ziścił. Dzisiaj miałam sen o czymś innym, o wiele radośniejszym, ale był jakby z przyszłości, ponieważ wszystko działo w nim się pod koniec roku szkolnego. A koniec roku będzie za -około- 7 miesięcy. Choć wiem, że to głupie, czuję dziwne podekscytowanie. Ale ten sen, choć nienormalnie realny, nigdy nie będzie realny. To takie marzenie w pięknym obrazie, które mogłam zobaczyć, śniąc,  w błękicie gwiazd.

Gdy jutro przejdę przez próg szkoły, będzie to próg, za którym zostawię realne/nierealne sny. 
Bo to niemożliwe...
 

sobota, 17 listopada 2012

hopeless romantic



Nie wiem, czy czuję duchową potrzebę uwiecznienia części mnie w tak wielce kochanym i szanowanym przez młodzież internecie, ale zadając sobie pytanie czy warto, zamieszczę, tak jak zamieszczałam i będę zamieszczała bez jakiegokolwiek sensu. 

Bez nadziejna. Bez nadziei. Czy komuś też sie to tak kojarzy? Dlatego uważam, gdy używam tego słowa. Tak właściwie to go w ogóle nie używam. Słowa nie są tylko słowami. Są błędną (tak zakładam) interpretacją naszych chęci (tak zakładam). 

Mam dość krzyków, kłótni i tej nienawiści zrodzonej z miłości, a więc postanawiam się zmienić. Nie, nie postanawiam Coś zmienić. Postanawiam Się zmienić. Ile razy tak już postanawiałam...zero i tysiąc równocześnie. 
Dopóki starczy mi sił. 

Podświadomie myśli wbijają mi się do umysłu, zamieniając błogi sen w dziwny majak. Ale jak tu nie myśleć?

To bardzo miłe uczucie, gdy chcesz przejść przez jezdnię i zauważasz, że ktoś, kto mógł już przejechać, a ja bym poczekała jedynie sekundę, zatrzymał się i czeka, aż do końca przejdę przez ulicę. A jeszcze bardziej miłe jest to, gdy się powtarza drugi raz. 

Myślenie o nim przed snem (zdaję sobie sprawę, że w tym momencie robie z siebie żałosną istotę, tak samo jak w każdym momencie mojego życia) staje się tradycją (proszę nie wybuchnąć śmiechem). 

poniedziałek, 12 listopada 2012

But when they laugh, you can see the world in their eyes.

Siedzenie przy ścianie i obserwowanie świata obok przepełnionego pychą, próżnością i głupotą jest dość ciekawym zajęciem. 

Nic nie wiem. Nic nie rozumiem.
 Czy mi to przeszkadza?

Dzień jak co dzień. Boję się jutra. Wyłaniam się z łóżka wyglądając jak okropny stwór z koszmarów (a może nim jestem?), idę, żyję z rówieśnikami, próbuję się skupić na lekcjach, wracam, śpię, panikuję, bo nie zdążę nic zrobić, ale zamiast wziąć się do pracy czytam książkę. Taki to już mój los. 'Zawsze można wszystko zmienić'. Nie zawsze, ale można. 

Byłam wyrzutkiem społecznym, ale czy jestem? Nie lubię siebie. Brakuje mi czegoś, do swierdzenia, że jest inaczej. Ale idę w dobrym kierunku. 

Tęsknię i marzę. Ale ostatnio nie mam na to czasu. 

Dzień pomimo moich okropnych i bezsensownych narzekań był fajny. Ale przecież jeszcze się nie skończył, prawda?

czwartek, 8 listopada 2012

And there will come a time, you'll sie with no more tears and love will no break your heart but dismiss your fears






Wmawianie sobie bolesnej prawdy niestety nie pomaga. Ale czy naprawdę usiłuję sobie pomóc?
Ten tydzień był za fajny, aby mógł być jednym z tych moich tygodni, więc z głupim niepokojem oczekuję jutra. 
Zazdroszczę tym, którzy niczym się nie przejmują. Którzy żyją błogim życiem, ignorując wszystko, co im nie pasuje. Nie posiadam tego cudownego daru. 
Po zmieszaniu się wszystkich toksycznych myśli nastaje dziwna, niepokojąca pustka.

wtorek, 6 listopada 2012

Dream on, dreamer.

Łatwa droga, nie zawsze jest tą właściwą. Idę po tej łatwej.




Mam dziwne szczęście. Temu szczęściu towarzyszy pech, co troche trudno zrozumieć.
 Coraz silniej powracają wspomnienia. Ktoś mi kogoś przypomina (po co ja to życie sobie komplikuję?). I tak strasznie tęsknię. I tak strasznie i powoli do mnie dociera, że jestem żałosna żywiąc jeszcze jakąkolwiek nadzieję. Ale w tym świecie, w którym nie ma zakazów, mogę spokojnie marzyć. Będę przez to może i cierpieć, 'przeżywać wewnętrzne katusze', ale czy nie warto dla odrobiny słodkich, fałszywych wspomnień? 

Dzień jak co dzień. Codziennie boję się jutra. Ale ono nadchodzi. Jutro też nadejdzie. 
Dochodzi do tych zmartwień jeszcze noc, która nie przysparza mi za wiele odpoczynku, jedynie wybujałej fantazji i czasem (oby jak najrzadziej) złych snów. Kiedy zawitają te dobre? 
 

 

sobota, 3 listopada 2012

welcome to my mind



Welcome to my mind, darling.
 
Tak strasznie tęsknię. Żyję w nadziei, obawie i okropnym stanie stworzonym przez wyobraźnię. Nie wiem skąd we mnie ta nadzieja. Nie wiem dlaczego wspominam ten wieczór. Wiem, powinnam zapomnieć. Wiem, powinnam powrócić do mądrego rozumowania. Karcę się, próbuję zapomnieć. Nie wiem co jest prawdą, a co jest tylko moim fałszywym i słodkim wymysłem. Gubię się, ale nie przeszkadza m ito.  Fałszywe wspomnienia i marzenia napierają, wchłaniają się w mój umysł zatruwając powoli i boleśnie każdą jego cząstkę. 

,,I tak siedzieli tuż koło siebie, oboje nad miarę śliczni i nad miarę w sobie rozkochani, ale stropieni i milczący.''

czwartek, 1 listopada 2012

the dreamer



Lubię tworzyć siebie w swoich oczach wyjątkową. To mi daje satysfakcję, okrobne poczucie    lepszej od inncyh. Jest to moim własnym, lepszym i fałszywym wytłumaczeniem dlaczego jestem taka jaka jestem. Lubię się za to karcić, patrzeć w lustro z obrzydzeniem i powracać do tej rzeczywistości stworzonej przez pesymistę. Lubię przenosić się w inną rzeczywistość, a potem żyć w wielkim zdziwieniu, że jej na prawdę nie ma.

Gdy na nagrobku widzisz napis ,,Moja tęsknota nieogarniona.'' to robi ci się smutno. Gdy widzisz ten napis, a obok swojego dziadka i wiesz, o kogo chodzi, nie wiesz co ci się 'robi', nie wiesz co czujesz, bo wylałaś wszystkie uczucia wraz ze łzami, a dziury załatałaś pustką. Ale nawet nie chcesz sobie wyobrazić jak cierpi twój dziadek. I wiesz, że tak samo cierpią rodziny tych ludzi, których już z nimi nie ma. A gdy pisząc to, dostałam jeszcze wiadomość ze zdjęciem tego nagrobka, uświadamiasz sobie, że jednak wszystkich łez jeszcze nie wylałaś.

Gdy widzisz wychudłe, porzucone psy czujesz okropną bezsilność. Najgorsze jest to, że można to zmienić, to, że jednak nie możesz, to, że można i że nie. 

Lubię czuć rytm serca. Nie lubię, gdy czuję, że zamiera.

Patrząc na ludzkie nieszczęścia, lub na ich obojętność i próżność...

Z wyjątkowej osoby, zamieniłam się w wyrzutka. 

Nie widzę sensu, ale tak ma być.

Mam wystarczająco dużo, aby powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Jestem taka głupia, gdy myślę inaczej.  Mówię o tym nieszczęściu, o którym nie chce się wiedzieć, pamiętać, ani mówić, a tymbradziej nim martwić. Żyjemy w zatraceniu. Jestem pustym człowiekiem.

Tęsknię.

wtorek, 30 października 2012

It's late and I'm sad.

Wczoraj miałam urodziny. Kto mi złożył życzenia? Mama. A u reszty tkwię w najgłębszych zakamarkach pamięci lub w ogóle nigdzie nie tkwię. Smutno. Nie oczekiwałam prezentów, mnóstwa telefonów, sms'ów i życzeń. Ale oczekiwałam pamięci najbliższych. Rozumiem, ważniejsze sprawy. Naprawdę rozumiem. Tu nie chodzi o to, że ktoś może o mnie zapomniał, bo miał ważniejsze sprawy. Tu chodzi o to, że uświadomiłam sobie, jak mało jest bliskich mi osób. Ach... no i jeszcze jak bardzo jestem NIEpopularna. 

'Ach. Miałaś wczoraj urodziny?!' 

Coraz bardziej lubię pewnego chłopaka, który o mnie jeszcze pamięta, który się mnie nie wstydzi i który od kilku lat potrafi poprawić mi humor. A co najgorsze, ten chłopak zaczyna mi przypominać tego, o którym powinnam zapomnieć. Jest wręcz odwrotnie. Wspomnienia odżywają, mgła się rozwiewa pod wpływem silnego wiatru mych pragnień. 

Tak strasznie tęsknie. 

niedziela, 28 października 2012

lost in the echo



Wspomnienia zamieniają się w dawny sen, przykryty mgłą, ale nadal wywołujący rodzące się   uczucia. Marzenia zamieniają się w wyimaginowaną rzeczywistość (?), do której z niecierpliwością dążysz, choć wiesz, że nigdy jej nie osiągniesz. A aby poczuć się lepiej, oszukujesz samą siebie jak najdalej odsuwając okropną prawdę. Po co mi stopy, skoro mam skrzydła?
 Nadal pustka w pełni, najprawdziwszej pełni.

Czas powrócić do prostych tematów: Śnieg uziemił mnie na dobre. Nie mam odpowiedniego 'sprzętu', jak, np. butów. 

Dalej twierdzę, że jestem okropnym leniem i mam ku temu powody. Ale i tak z tym nic nie robię, bo mi się nie chce. La. La. La.

Jutro rozpocznie się wielki tydzień, można rzec. Najpierw poniedziałek z nieszczęśliwą dla mnie datą. A potem dni szkolne, po których samej nazwie można się domyślić, że nie wróżą nic dobrego. (Nie nauczyłam się jeszcze patrzeć oczami optymisty.) A potem... smutne i straszne święto, wywołujące łzy przepełnione bólem i ogromną, nieznośną tęsknotę.

Idąc na angielski, zauważyłam, że na budzie, która była ozdobiona serduszkami i napisem 'Dino', a przy której czuwał zawsze owczarek, widnieje teraz inny napis, a czuwa przy niej inny, choć podobny pies. 

Lost in the echo.
 



  

czwartek, 25 października 2012

just enjoy this shit



Jestem głupim, okropnym leniem. Zapowiada się długi wieczór z biologią i Robbim W. i jego piękną, acz tylko i tylko mnie nie wpadającą w ucho, a którą się trzeba nauczyć na pamięć na jutro piosenką.

Cały tydzień sprawdziany. Codziennie. Jak ja to kocham. 

W dzień nie moge normalnie funkcjonować, bo łażę jak jakieś nie wiem co i jedyne co dobrze robię to czynność zwana spaniem, a wieczorem nagle jakimś cudem odżywam. A rano witają mnie lima pod oczami. 

Lekarz. Ugh. 
Cisnęło się we mnie dzisiaj emocji, oj cisnęło. Ku mojemu zaszkoczeniu, gdy wróciłam ze szkoły, wybuchłam wielkim płaczem (?). 

Tak sobie myślę. I myślę, że żałośniejszej ode mnie osoby nie ma na świecie. 

Biorąc pod uwagę to, jak się w dzisiejszym świecie żyje, lepiej nie myśleć. Szkoła, lekcje, noc, szkoła, lekcje, noc, a w weekendy książka. Lepiej nie skupiać się na swojej aktualnej sytuacji. 

Szkoła, lekcje, noc. 
Okay.
 

poniedziałek, 22 października 2012

stay great.



Ktoś ma podobną twarz. Prawie jak On. Prawie. 

Kompleksy. Nostalgia. Bla. Bla. Bla. Gadanie głupiej dziewczynki. 

Nie mam pozytywnego humoru, czuję się dziwnie i marzę o błogim śnie. Niestety, miałam zły. Zaczyna się? Proszę nie. 

W niedzielę przeżyłam rodzinny wyjazd do Karpacza. Ach. Jak tam pięknie. Kto był moim wiernym towarzyszem -przez cały czas- w myślach, tego chyba nie muszę wspominać. 
 
Trudno mi jest powiedzieć, jak jestem nastawiona na jutro. Boję się. Ale to nic nowego. 
 Z czasem obojętnieję, a jednocześnie jeszcze bardziej się przejmuję.  Wariuję, a jednocześnie jestem dziwnie spokojna.

 

sobota, 20 października 2012

Dream as if you will live forever.



We wtorek wycieczka. Nie ma nic piękniejszego od polskich gór jesienią. Ach. Ach. Ach. I Lubań, stary wulkan. Tak blisko, a widziałam to magiczne miejsce pierwszy raz. Ach. Niestety tak piękne miejsca przywołują piękne, acz bolesne myśli, po czym pojawia się okrutna tęsknota. Zamiast mieć przy sobie, tego, kogo chciałam, miałam tych, których... niekoniecznie chciałam. Ale takie pożądanie jest okrutne, więc powiem, że było fajnie. 

Środa, czwartek, piątek. Wizyta u szanownej pani się ostatecznie nie odbyła, ale utaiłyśmy to wspólnie z mamą przed tatą, aby 'się nie denerwował'. Codziennie widzę kogoś, kto jest miły dla moich oczu,  ale nie widzę i nie zobaczę być może już nigdy (Boże nie!) kogoś, kto jest miły moim myślom. Sama próbuję się oszukać. 

Naczytałam się tulu radosnych opowiadań radosnych osób, że aż mam dość tej przesłodzonej radości. Dlaczego? Czyżby wkurzało mnie szczęście innych? Próżność. To jedynie. Ale też może źle ich rozumiem. Cieszyć się życiem, 'czerpać garściami z młodości', skupiać się na młodym i rozpieszczonym życiu ludzi pięknych. Ciekawie brzmi. Kosztujcie tego życia. Ale nie obrażajcie tych, którzy boją się lub nie mogą go posmakować. 

Pamiętam go. Marzyłam. 
Pozwoliłam sobie marzyć, więc mam za swoje. Marzenie zaczyna sprawiać mi ból. Myślenie sprawia mi ból. A mimo tego dalej pozwalam umysłowi władać mną jak chce. I myślom, i marzeniom pozwalam siebie porwać w inny świat. Powrót jest bolesny. Ale warto. Niby. 

sobota, 13 października 2012

Your mind is beautiful




Moje lenistwo nie zna granic. 

Nie zaszkodzi przeniesienie się w inny świat. Nie zaszkodzi zamieszkanie w innej galaktyce własnej wyobraźni. Nie zaszkodzi myślenie o nim. 
Nie, nie zaszkodzi. 

A więc wysprzątać cały dom, odrobić lekcje za 2 dni, uczyć się na sprawdzian oraz oglądnąć Miasto aniołów i Czarnego Łabędzia. 

Zdałam sobie sprawę z tego, że póki co mogę marzyć i marzyć; pozwalać sobie zatruwać umysł toksycznymi wymysłami, dopóki nie doprowadzi mnie to do szaleństwa. Właściwie nawet takie coś mi się podoba. 

Trochę smutno. Ale dzisiaj nie myślę.