wtorek, 16 kwietnia 2013

Kwiaty na śniegu.



,,Kwiaty na śniegu’’



,,Jestli w istocie szlachetniejszą rzeczą
Znosić pociski zawistnego losu
Czy też, stawiwszy czoło morzu nędzy,
Przez opór wybrnąć z niego? - Umrzeć - zasnąć -
I na tym koniec. - Gdybyśmy wiedzieli,
Że raz zasnąwszy, zakończym na zawsze
Boleści serca i owe tysiączne
Właściwe naszej naturze wstrząśnienia,
Kres taki byłby celem na tej ziemi najpożądańszym.

Umrzeć - zasnąć. - Zasnąć!"

- William Shakespeare







- Zuziu! Zuziu! Zobacz! Ten kwiatuszek ma płatki jak twoje oczy! Proszę, jest dla ciebie.- Ostanie słowa Iwan wypowiedział ciszej, lekko zawstydzony.

      Dziewczynka spojrzała na chłopczyka z wdzięcznością i rozbawieniem, słysząc, jak męczy się próbując poprawnie mówić po polsku. Błękitne oczy zalśniły. 

- Masz takie same oczka jak ja, głuptasie. Berek! Goń mnie!

      Roześmiane dzieci biegały po łące, niejeden raz przy tym upadając. Iwan z czasem zebrał tyle niezapominajek, aby móc spleść z nich wianuszek i nałożyć go na małą, uroczą główkę swej towarzyszki. Słońce powoli zachodziło, łąkę pokrył płaszcz ciemności.

- Zuziu! Uciekaj! – Krzyczał chłopczyk widząc zbliżającego się tatę. Wiedział, że nie powinien się spotykać z dziewczynką.

        Ostatnie, co Zuzia zobaczyła, to płaczącego przyjaciela od uderzeń ojca.

- NIEE! – Krzyknęła, na tyle głośno, na ile pozwolił jej cienki głosik, lecz z czasem stawał się coraz bardziej wyrazisty, dojrzalszy, głośniejszy…

        Zuzanna obudziła się, nadal krzycząc. Spojrzała na wiązkę niezapominajek leżących przy jej głowie. Nie powinna o Nim myśleć. Powinna zapomnieć. Ona studiuje w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, codziennie chodzi na tajne spotkania kółka, którego jest ważnym członkiem. Pracuje przeciwko jego ,,braciom’’. On natomiast… zabija. To jego codzienność. Codzienność wojska rosyjskiego. Spojrzała na kalendarz – rok 1862. Ach, nie przeniosła się w czasie. Tkwi nadal w tym zatrutym mrokiem świecie.

          Dziś znów wybuchła zamieszka. Znów miała być krwawo stłumiona przez Rosjan. Zuzanna z przerażeniem patrzyła na zmierzającego w ich stronę wroga. Zaczęła pomagać ludziom, głośno krzycząc i wydając rozkazy. Usłyszał te krzyki pewien Rosjanin. Pobiegł natychmiast w stronę, z której dobiegały, gdyż jako jeden z niewielu towarzyszy rozumiał po Polsku. Oniemiał. Błękitne oczy, tak mocne, tak głębokie, tak piękne wpatrywały się w niego ze strachem, ale i determinacją. Nie, niemożliwe. Nie widział tak cudnej twarzy od… od wielu lat. Po raz ostatni wtedy, dziecięcymi oczyma. Pomyślał, że nie ma piękniejszej istoty. Zarumienione policzki, czerwone usta, blada, nieskazitelna twarz, długie, czarne włosy i, ach,  oczy skryte za obronną tarczą, nieodczytane przez nikogo, chowające tak mądry świat i wspaniałą duszę. Właśnie teraz zanurzał się w tym oceanie. Znów biegał z nią po łące, uwięziony w błogim szczęściu, tak nieświadom wszelkiego zła i okrucieństwa. Nagle usłyszał huk, poczuł przeszywający ból i padł na ziemię. Jak te psy śmiały go…

         Zuzanna nie mogła uwierzyć. Patrząc się na niego ze łzami w oczach, czekała, aż się obudzi. Zabrała go do swojej kamienicy, przykrytego szmatami. Nie wiedziała, jaki jest teraz, ale wspomnienia nie pozwoliły jej go tak zostawić. Opatrując żołnierza, dostrzegła, że ma piękne, umięśnione ciało, jest wysoki, a jego kręcone, czarne włosy lśnią. Pamiętała również oczy, identyczne jak jej, o wyjątkowym odcieniu.

         W końcu się zbudził. To dziwne, lecz pomyślał, że umarł, widząc twarz mogącą należeć jedynie do anioła. Był to płaczący anioł.

- Anioły nie powinny płakać. – Rzekł, nieświadom, że wymówił to nagłos. Kiedyś już widział tego anioła… Nagle poczuł okropny ból w ręce. Jęknął.

- Ciiii… Ach, gdyby sen mógł choć jeszcze przez chwilę złagodzić twe cierpienie… - dopływał do jego uszu przepiękny, delikatny głos. – Witaj. – usłyszał po dłuższej chwili. Potem nastała cisza. Znów poczuł ból.

- Proszę cię, mów dalej. Twój głos jest kojącym balsamem. – Wyszeptał, a anioł począł głaskać swymi małymi, delikatnymi dłońmi jego twarz, mówiąc nic nieznaczące słowa pocieszenia.

                                                                         *

-  Psy!!! Wszyscy jesteście tylko psami, które trzeba pozabijać! Zostaw mnie! – krzyczał młody mężczyzna, w oczach Zuzanny przypominający greckiego boga. Ach, smutek rozdzierał ją od środka. Każde wykrzyczane słowo było kroplą trucizny zalewającą jej serce. ,,Nie szarp mnie tak, już jestem strzępem. Wzbudzasz we mnie tyle uczuć, które mną szarpią i rozdzierają.’’ – pomyślała, wstydziwszy się wypowiedzieć to na głos. 

              Tak wyglądało ich pożegnanie. Pomogła mu, wyleczyła, opiekowała się nim. Widziała, jak się na nią patrzył, z tym swoim przepięknym uśmiechem i oczarowaniem w oczach. Spędzili całe doby na rozmowie, czasem wspominając dzieciństwo. Rozmawiali o dzisiejszym życiu i świecie, o ludziach. Iwan również nawiązywał temat o śmierci, którego jego słuchaczka starała się unikać. Śmierć miała bowiem za największą tajemnicę. Tajemnice należy pozostawić nieodczytane, pozwolić im być dalej sekretem po wieczność, nie zabierając ich uroku. Teraz zastanawiała się, cóż się stało? "Jedna kropla zła nasącza jadem całe nasze dobro."



                                                                            *

            Mijały miesiące. Gorące lato, złota jesień, a wkrótce i nadeszła zima – przepiękna w swej chłodnej postaci. Tak zabójcza, mordercza i bezlitosna, a przyciągająca swym urokiem. Niosąca głód i cierpienie, zwiastująca coś strasznego.

           Przez ten cały czas Zuzanna wraz z innymi studentami i młodzieżą przygotowywała się do manifestu. Każdego dnia dziękowała Bogu, że jeszcze żyje, obawiając się co przyniesie następny. Pomimo pragnień, w nocy nie znalazła ukojenia. Co noc umierała, śniąc o swej miłości, o swym największym  błogosławieństwie, ale także i największym przekleństwie.

          Niezwykle pomogły jej listy, które otrzymywała regularnie. Nie wiedziała, komu winna jest wdzięczność. Zawierały cenne informacje na temat zmian w wojsku rosyjskim i kraju i planach wroga. Każdą z nich przekazywała odpowiednim organizacjom. Dnie spędzała studiując, ucząc się, czytając książki, które były dla niej jedynym dobrem, ucieczką, jej własnym światem, bowiem dzieliła przeklęty los marzycieli. Opatrywała i karmiła ludzi. Zebrała wiele informacji, wiele myślała, starając się jak najbardziej pomóc swej ukochanej ojczyźnie. Obserwowała ze strachem wszystkie potyczki, protesty. Miała dość. Dość krwi, przemocy i śmierci.

*

 Zegar wybił północ. Strzał. Krzyk. Płacz. Zuzanna nie spała, nasłuchując odgłosy nocy i rozmyślając o właścicielu błękitnych oczu. Była mądra, doskonale wiedziała, co niesie za sobą rozpaczliwe wybicie pierwszej godziny roku 1863. Doskonale wiedziała, co się ma zdarzyć.

                                                                           *

       Noc z 22 na 23 stycznia zapoczątkowała wybuch powstania. Dziewczyna pokazywała się w wielu miastach, w których toczono bitwy, aby pomóc najlepiej jak potrafiła. Nigdy jednak nie chciała zabijać. Wykonywała to, co inni cywile - czuwała nad opinią publiczną, opiekowała się  rodzinami powstańców, przygotowywała i dostarczała prowiant i niezbędne rzeczy dla walczących wraz z przyjaciółmi. Pisała również anonimowo w powstańczej gazecie dając wskazówki i rady oraz zachęcała do walki mądrymi, podnoszącymi na duchu słowami.

                                                                          *

          Zuzanna, z bronią w ręku, skryta była za drzewami. Jej przyjaciel udzielał ostatnich wskazówek. Marzła. Świat był przykryty białym puchem błyszczącym w promieniach słonecznych. Rozebrane drzewa dźwigały ciężar swej białej powłoki. Las wyglądał przepięknie. Słońce świeciło bezlitośnie, ujawniając wszystko, co chciało być skryte. Panował taki spokój, cisza. Niebo zlewało się z horyzontem. Wszystko śnieżnobiałe i czyste, niczym nieskażone. Jednak powoli Zuzanna poczęła dostrzegać plamy krwi, słyszeć huki, krzyki, lecz to wszystko było za mgłą. Och, ludzie również tu są. Część leży otoczona bordowymi płatkami… krwi. To nie był sen. Ani jej wspomnienie. Westchnęła. Na moment uświadomiła sobie, że jest na bitwie, po czym znowu przerażenie odebrało jej rozum. Wpatrywała się w błyszczący śnieg trwając w bezruchu.

- Zuziu! Uciekaj! – słyszała, lecz słowa odbijały się od niewidzialnej bariery, nie nabierając żadnego znaczenia; równie dobrze mogły być muzyką wiatru. Odwróciła się jednak. Ku niej zmierzał w szybkim tempie rosyjski żołnierz. Podniósł pistolet. Nałożył palec na spust. Równocześnie dobiegł w jej stronę anioł. Nie, nie, anioł nie może mieć broni. Coś krzyczał. Rozległ się huk. Zuzanna tylko przez chwilę czuła ból – został złagodzony przez kojący dotyk. Mrok ją pożerał. Resztkami sił zdoła wypowiedzieć słowa:

 - Kocham cię. – wyszeptała do Iwana. -"Jedyna moja miłość, jaką dotąd znałam ,tam weszła, gdzie jedyną nienawiść zasiałam. Za późno i za wcześnie znany i nieznany - nienawiść kochanku, wrogu mój kochany...!" – słyszała te słowa w swych myślach, gdyż powtarzała je co noc  i nieświadomie je wypowiadała. Usłyszała takie same słowa, poczuła na swych ustach ciepło jego ust, a potem porwał ją mrok.

          Iwan patrzył na ciało pięknej Zuzanny leżące na  śniegu. Jej skóra była niemal tak biała jak śnieg. Tak, była aniołem w ludzkiej postaci. Żałował, że pożegnali się w kłótni, ale został do tego zmuszony. Gdyby ktoś się o niej dowiedział… Tak bardzo ją kochał, chciał ją chronić, dlatego odszedł. Codziennie jednak okropna tęsknota go zabijała, ale przecież pomagał, pisał listy…  Nagle napad szału odebrał mu rozum. Oślepiony rozpaczą, wymordował swych towarzyszy broni. Rzucił się w wir walki. Dokonał czegoś, na co nikt chcący żyć nie mógłby się odważyć. W ostatnich sekundach życia przywołał obraz swej miłości, poczym podążył tam, gdzie znów ją ujrzy - ku wieczności, a zegar zatrzymał się na zawsze wybiwszy rozpaczliwym jękiem ostatnią godzinę życia.  
                                                       
                                              
                                              Ku pamięci nieznanych bohaterów… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz