Salon piękności siostrzyczki = mama chodząca cały dzień z różową kokardką na głowie.
Wojna z łazienką do 14 = piekące oczy, zmęczenie, błysk i połysk.
Czysty pokój brata = szok i niedowierzanie.
Spacer = okropnie obłocone buty.
Wieczór z siostrzyczką = pyszne babeczki.
Przyciąga mnie całym sobą, wszystkim, każdą cząsteczką. A ja jestem słabą istotą gnącą mimo woli do tego magnezu.
Po gwałtownym przybyciu smutku i błagania o nie wiadomo co powietrze, nabrałam wyjątkowo jakiejś motywacji. Zrobię coś z sobą. Już robię. Jeśli coś mi to utrudnia, najwyższy czas z tym skończyć. O jej, zabrzmiało to trochę zbyt drastycznie. Po prostu tęsknię za Nim. Ale tęsknię w inny sposób. Tęsknię za nim... przy mnie. Bo go nie było, nie ma i nie będzie. A jest,
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz