Zapożyczone krzesła ogrodowe w salonie + kwiatki w małej doniczce + gałąź wierzby = domowa wiosna.
Zabawne i frustrujące jest to, że w jeden dzień pałam energią do życia, szczęściem, siłą i pragnieniem zmiany, a w następny znów płaczę. Zataczam błędne koło.
Jego zdjęcie i od razu łzy. Skąd, jak i dlaczego. Bez znaku zapytania. Bolą mnie. Są trucizną. Coś wyżera mnie od środka. Brutalnie i nieustannie. Po drodze wywołuje łzy. Ten ból jest nieznośny. Z psychicznego zamienia się na fizyczny. A więc cierpię podwójnie (o ile wiedząc o cierpieniu ludzi w tych czasach, to coś mogę nazwać cierpieniem; ale jest pewnego rodzaju męką, okropną męką, wszechogarniającym smutkiem, ogromną tęsknotą).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz