,, Sen ‘’
Jest ciemno. Lekka bryza znad morza otula moją twarz. Marznę. Pałętam się gdzieś po plaży bez celu. W myślach tworzę historyjki, w których jestem szczęśliwa. Jakikolwiek dźwięk przywołuje mnie do rzeczywistości. Właśnie widziałam siebie w gronie przyjaciół. Nagle usłyszałam jakiś szelest. To przywołuje mnie zza światów. Przed sobą widzę mężczyznę z nożem w ręku. Przerażona zaczynam biec. Całe szczęście, że to jedyne przychodzi mi z łatwością. Widzę tatę, błagam go o pomoc, krzyczę, on jednak mnie ignoruje. Mówi, że jest zajęty i nie ma czasu. Dalej biegnę. Nogi zaczynają mnie boleć, niedobrze mi. Za sobą słyszę Jego kroki. Nagle potykam się o coś i upadam na twarz. On kopnięciem przewraca mnie na plecy. Twarz mam we krwi. Przed oczyma widzę nóż. I … nagle znajduję się w swoim małym pokoiku, otulona miękką kołdrą od Babci, która umarła jakiś czas temu. Uf … to był tylko sen. Jeden z wielu takiego rodzaju, które nie raz raczyły mnie przestraszyć.
Zawsze w snach widzę kogoś z rodziny, kiedy potrzebuję pomocy. Właściwie nie tylko w snach tak mam. W rzeczywistości również nikogo nie obchodzę. Jestem zamknięta w sobie. Żyję swoim światem, swoimi marzeniami. Nikt mnie nie wspiera. Nikt mnie do końca nie zna. Nikt nic do końca o mnie nie wie. Bo właściwie jaka ja jestem? A raczej: czym? Beztalenciem zupełnie nie potrzebnym tej planecie? Kiedyś tak nie było. Kiedyś miałam Babcię, która uśmiechem potrafiła wyleczyć każdą ranę. Kiedyś byłam dzieckiem żyjącym zabawą. Czasy się zmieniają. Z biegiem czasu dorastam. A Babcia odeszła i zostałam sama. Rodzice rozwiedli się rok temu. Mieszkam z mamą. Ona żyje swoimi sprawami, ja swoimi. Żyjemy w innych światach. Tak, tak to można nazwać. Jeśli ktoś coś do mnie powie, to w swojej sprawie. Ludzie mnie wykorzystują i zostawiają. Już kilka razy zawiodłam się na nich.
A teraz cichutko płaczę. Słońce nie da mi dalej spać. Trzeba wstawać i iść do szkoły. Robię to z wielką niechęcią. W szkole jest jak zwykle. Samotne przerwy w kącie, lekcje - czas na wymyślanie moich historii. Po lekcjach poszłam na trening z lekkoatletyki. Kocham biegać … Przez to mogę wyładować swoją energię, złość. To lek na wszystko. Nie ma nic piękniejszego. Trenerka mnie chwali. Uważa, że mam talent. Dziś dowiedziałam się od niej, że za miesiąc są ważne zawody. Przyjeżdżają uczniowie z innych szkół, aby zmierzyć się z nami. Biegi, koszykówka, piłka nożna. Nagroda jest bardzo wielka. Całe zawody będą oglądać ,, Łowcy Talentów ‘’. Hm … właściwie… czemu nie? Jestem dość dobra w bieganiu, przyznaję.
- Będę musiała się jeszcze zastanowić. Nie wiem czy dam radę.- próbuję się wykręcić.
- Spokojnie. Odpowiednio cię przygotujemy. To jak? Bierzesz udział w tych zawodach? – przekonuje mnie trenerka.
- Hm … Nie wiem.
- Dobrze. Zastanów się jeszcze. Poradź się swojej mamy, dobrze? Naprawdę masz wielkie szanse, aby wygrać te zawody.
- Uhm. Dobrze. Zapytam się mamy i dam pani znać. Dowidzenia.
- Tylko szybko podejmij decyzje! Nie zapomnij, że do końca tygodnia muszę zgłosić uczestników! – wykrzykuje za mną.
Postanowiłam porozmawiać o tym wszystkim z mamą. Jednak jak wróciłam ze szkoły nie było jej w domu. Nie mogłam też się do niej dodzwonić. Więc postanowiłam sama podjąć decyzję. Chciałabym wziąć udział w tych zawodach, ale … co jeśli ktoś mnie wyśmieje? Coś mi się stanie? Nie wiem. Zastanawia mnie jaka to może być nagroda … Dobre buty do biegania? Przydałyby mi się. Mama nie ma pieniędzy, żeby coś takiego mi ufundować, a tata … tata o nas zupełnie zapomniał. Zbieram na takie buty od kilku miesięcy, ale wciąż nie mam wystarczającej sumy. Z tego co dostaję jako kieszonkowe bym musiała zbierać całe wieki. Dlatego biegam w starych, poniszczonych adidasach mojej mamy. O wiele łatwiej by się biegało w idealnie dopasowanych do stopy butach, ale co poradzić? Brak butów mnie nie powstrzyma. Właściwie… chyba wezmę udział w tych zawodach. Jutro zapytam się jeszcze mamy.
Po tym dniu jestem strasznie zmęczona. Psychicznie i fizycznie. Ciekawe co przyniesie następny dzień…
Jestem na torze. Wokół mnie tysiące ludzi patrzy się na mnie. Słyszę jakby przez szybę ich dopingowanie. Zaczynam biec. Moje nogi wspaniale pracują wraz z moim umysłem. Czuję się wspaniale. Biegnę, biegnę. Nie wiem już nawet ile przebiegłam. Wreszcie pojawia się ogromny napis ,,META’’. Dogoniłam go. Tata i mama przytulili mnie. Wchodzę na podium, trenerka wręcza mi piękny, złoty medal. Uśmiecham się do ludzi z mikrofonami, kamerami, aparatami. W tym tłumie nagle zaczynam słyszeć głos mamy.
- Bella, Bella!
- Mama?! – próbuję ją wypatrzeć w tłumie.
Jednak nie w tłumie ją zobaczyłam, lecz przede mną w swoim pokoju.
- Bella wstawaj! Spóźnisz się do szkoły. – przywraca mnie do rzeczywistości głos mojej mamy.
- Ach… dzięki mamo. Ale miałam dziwny sen…- mamroczę coś jeszcze nie do końca przytomna.
- Potem mi opowiesz. A teraz biegiem do szkoły!
Na te słowa wstałam, zjadłam i ruszyłam, aby przeżyć kolejny dzień. Na przerwie, gdy czytałam regulamin przyszłych zawodów, podeszła do mnie jakaś dziewczyna.
- Bierzesz udział w tych zawodach? – pyta.
- Uhm. W biegach dokładniej, a ty? – pytam lekko onieśmielona. Nie jestem przyzwyczajona do rozmowy z kimś w szkole.
- Ja też! Super! Może kiedyś razem pobiegamy? Tak dla praktyki. – proponuje.
- Hm … O .. Okay. – Mówię równo z dzwonkiem na lekcje. ‘ Uf. ‘
- Jeszcze pogadamy. Na razie! – woła biegnąc do klasy.
Na lekcjach nie mogłam się skupić. Ciągle myślałam o moim śnie, zawodach i o tej miłej dziewczynie. Może się zaprzyjaźnimy? Ten cały pomysł z zawodami nie zapowiada się źle. Zastanawiam się czy możliwe jest to, aby ten dzień na zawodach wyglądał tak jak w moim śnie? Oczywiście, że nie będzie żadnego tłumu, żadnych reporterów. Moje sny często przesadzają. Jednak jak na razie wszystko zapowiada się dobrze. Chętnie bym już pobiegła do trenerki i zgłosiła się, ale nie zapytałam się jeszcze mamy o zgodę. Dzisiaj muszę z nią porozmawiać.
Po lekcjach szybko się ubrałam i pobiegłam do domu. Na szczęście zastałam w nim mamę gotującą obiad. Trochę to dziwne, ponieważ zazwyczaj uważa, że nie ma czasu na takie rzeczy jak gotowanie.
- Cześć mamo. – witam się z uśmiechem na twarzy.
- O! Już wróciłaś…- odpowiada lekko zmieszana mama.
- Tak. Muszę ci coś powiedzieć. – Zaczynam.
- Ja też mam ci coś ważnego do powiedzenia. Ale ty pierwsza…
- Do … dobrze. – zastanawiam się o co mogło chodzić mamie. – Wczoraj dowiedziałam się, że nasza szkoła organizuje zawody, m.in. z lekkoatletyki. Za miesiąc. Pani trenerka chciałaby, abym wzięła w nich udział. Co ty na to mamo?
- Hm … Bella… Zawody wiążą się z pewnym wydatkiem... Strój, buty i tak dalej … A ja… Ja straciłam pracę… - oznajmia mama, urywając… Pewnie czeka na moją odpowiedź.
Ale ja nie mogę odpowiedzieć. Nie mamy pieniędzy… A trzeba zapłacić, aby nawet tylko się zapisać na te zawody… Jeszcze dochodzi strój… O nie!
- Ma … mamusiu… To znaczy, że…
- Dopóki nie znajdę pracy, raczej nie jest możliwe to, abyś wzięła udział w tych zawodach. Przykro mi. Naprawdę. Ale nie raz będziesz miała taką okazję…
- Ale mamo! Łowcy talentów przyjeżdżają na te zawody, aby wyłonić z nich prawdziwy talent. Może od tego zależy moja przyszłość… Nagroda jest podobno bardzo wysoka.
- Przykro mi. Postaram się znaleźć jak najszybciej prace, ale niczego nie obiecuję…
- Uhm. – wymamrotałam i poszłam do pokoju.
Myślałam, że już się wszystko ułoży, że moje życie się zmieni. Wiem, że to tylko zawody… Ale dla innych. Dla mnie to jest wielka szansa. Ech… To wszystko było za piękne, żeby było prawdziwe. Ja i szczęście? To dwa różne światy. Ale… gdyby tylko była tutaj Babcia… Na pewno by coś wymyśliła, pomogła by mi. Tak bardzo mi jej brakuje. Czas wrócić z obłoków… Trzeba się zająć światem na ziemi. Muszę się wziąć za naukę. Wczoraj to zaniedbałam i nie miałam zrobionych prac domowych. A potem chyba pójdę spać… Muszę od tego wszystkiego odpocząć.
Przychodzę na trening. Wszystkie dziewczyny patrzą się na mnie. Jestem zdenerwowana. Biegamy, ćwiczymy. Daję z siebie wszystko. Chcę być najlepsza. Dziewczyny mnie popychają, szturchają. Trenerka na mnie krzyczy. Po treningu jąkając się, oznajmiam jej, że nie mogę wziąć udziału w zawodach. Z łzami oczach opowiadam o tym, że mama straciła pracę, że nie mamy pieniędzy. Ona się na mnie tylko patrzy ze wściekłością w oczach. Słyszę:
- Zawiodłam się na tobie.
Po czym podbiega ta sama uśmiechnięta dziewczyna, która podeszła do mnie podczas wczorajszej przerwy. Uśmiecha się do mnie szyderczo.
- Ale znalazłam już lepszą zawodniczkę. Znacie się?
Ja nic nie odpowiadam. Patrzę tylko ze łzami w oczach. A ja myślałam… Że zostaniemy przyjaciółkami. Jednak ta niby miła dziewczyna śmieje się ze mnie wraz ze swymi koleżankami. Płacząc wybiegam z sali sportowej.
Nagle budzę się i jestem znów w moim pokoju. Jest jeszcze wcześnie, ale nie chcę dalej spać. Wiem, że dzisiaj mam trening i muszę przyjść. Muszę powiedzieć pani, że nie mogę wziąć udział w zawodach… Przecież… Chyba nikt nie będzie się ze mnie śmiał? Nie wiem. Boję się trochę. Nastawiłam się już na te zawody, a teraz, jeszcze na wpół żyjąca snem, muszę się z nimi pożegnać. Zawody są dla mnie życiową szansą. Gdybym wygrała… Stałabym się popularna, lubiana i na pewno troszkę bym się wzbogaciła. A tu… Takie nieszczęście. Wiem, że to nie mamy wina, że straciła pracę. Ludzie tacy są. Ranią innych ludzi. Nie mogę się złościć na mamę. Jednak… Czuję gorycz cisnącą się we mnie. Nie mogę jej wypuścić na zewnątrz. Muszę być silna.
Przez to rozmyślanie straciłam poczucie czasu i nim się obejrzałam musiałam wyjść do szkoły.
Na jednej z przerw podeszłam do informacji o zawodach. Już kilka osób znalazło się na liście uczestników. Będzie ogromna konkurencja. Jakbym nawet mogła wziąć udział w biegach, na pewno nie wygram. Kilka osób z tej listy znam z treningów. Są naprawdę dobrzy. Potem przejrzałam jeszcze raz kategorie i regulamin… Przyznaję, że miałam malutką nadzieję, że podejdzie do mnie ta dziewczyna, doda mi otuchy i nie będę się musiała martwić, że na dzisiejszym treningu będzie dla mnie wredna. Ale nie podeszła… Więc przejmowałam się tym wszystkim przez wszystkie lekcje. W końcu nadszedł czas na trening. Przebrałam się w strój i z lekkim ociąganiem przyszłam na salę sportową. Trening trochę przypominał mój sen. Dawałam z siebie wszystko, biegałam najszybciej jak mogłam, ćwiczyłam najlepiej jak mogłam. Tylko pozostałe dziewczyny były takie jak zawsze. Nie jakieś tam wredne. Chociaż nie zwracały na mnie uwagi, ale już się do tego przyzwyczaiłam. Nie widziałam tej dziewczyny, więc chyba nie potrzebnie się denerwowałam. Nawet trenerka nic nie wspominała o zawodach. Myślałam, że obejdzie się bez moich wyjaśnień, ale myliłam się.
- Bella! Zaczekaj chwilę! – zawołała mnie trenerka, gdy już miałam wychodzić.
- Tak? – zatrzymałam się.
- Podjęłaś już decyzję dotyczącą zawodów? – zapytała się.
- Hm … Nie. To .. to znaczy … Chciałabym spróbować swoich sił i pobiec, ale … moja mama… straciła pracę. Nie mamy pieniędzy, aby zapłacić za udział, za odpowiedni strój. Chyba będę musiała odłożyć spełnianie moich marzeń.
- Och … bardzo mi przykro. Chciałabym pomóc, ale nie wiem jak. Naprawdę szkoda. Będę musiała znaleźć kogoś innego na twoje miejsce.
- Rozumiem. Dowidzenia. – odparłam zasmucona.
W co ja wierzyłam? Że naprawdę będę szczęśliwa? Ja? Czasami marzenia potrafią zawładnąć człowiekiem… Potem ulatniają się i zostawiają go samego. Muszę powrócić zza światów. Powrócić stamtąd, gdzie zostawiły mnie samą moje marzenia. Powrócić do dawnego życia. Mętnego, bez nadziei.
Gdy przyszłam do domu zobaczyłam mamę przy kuchni. Chyba będę musiała przyzwyczaić się do tego widoku. Zjadłyśmy razem obiad nie wiele mówiąc. Potem poszłam biegać, aby wyładować swoją złość. Pobiegłam bardzo daleko. Biegałam po ulicach, po ścieżkach, po plaży, a słońce mnie prowadziło i wysuszało moje łzy. Zmęczona wróciłam do domu i położyłam się spać.
Spaceruję po plaży i oglądam zachód słońca. Choć woda była zimna, zaczęłam pływać. W pewnym momencie złapał mnie skurcz. Zaczęłam się topić. Nie wołałam nikogo o pomoc. Czułam pewną ulgę … Otoczona byłam wodą. Nie chciałam walczyć o życie. Nagle zobaczyłam Babcię. Uśmiechnęła się do mnie. Ciepły, miły głosik dopłynął do moich uszu:
- Wnusiu … Czemu myślisz, że ja odeszłam? Jestem codziennie z tobą, obok ciebie. Czasami, gdy jest dobrze, dzieje się coś złego, aby potem było jeszcze lepiej. Wszystko ma swój sens. Ale nie można się poddawać. Musisz uwierzyć w siebie. Ja w ciebie wierzę. Dasz radę. Jesteś silna…
- Babciu! – krzyknęłam, ale jej już nie było.
Znalazłam się w swoim pokoiku. Przytulałam kołdrę od Babci. Ten sen… był dziwny. Silna? Ja silna? Ale… może… może to nie koniec? Może rzeczywiście nie wszystko stracone? Co mnie powstrzymuje przed wzięciem udziału w biegach? Pieniądze? Hm … jakbym znalazła pracę… Tak! Muszę znaleźć pracę! I ciężko trenować!
Z wielkim entuzjazmem pobiegłam do szkoły. Czekałam niecierpliwie na koniec lekcji. Na jednej przerwie, gdy znów stałam przy informacji o zawodach, podeszła do mnie ta sama dziewczyna, co kilka dni temu.
- Cześć – uśmiechnęłam się.
- Cześć. To jak? Spotkamy się na zawodach? – zapytała miło.
- Nie wiem. Bardzo bym chciała, ale nie stać mnie. Muszę znaleźć jakąś pracę. – powiedziałam lekko zawstydzona.
Nie wiedziałam jak zareaguje na wiadomość o tym, że jestem biedna.
- Oj. Przykro mi. – powiedziała zamyślona
- Hm … Dzięki. A właściwie … jak masz na imię?
- Fakt. Jeszcze się nie przedstawiłam. Jestem Ela, a ty?
- Bella.
- Bella wiem jak mogę ci pomóc! Mój tata ma restaurację. Szuka kelnerki.
- Myślisz, że by mnie przyjął?
- Oczywiście! Pójdziemy do niego zaraz po szkole. Dzisiaj idę na trening, na który ty chodzisz, więc nie będziemy miały problemu ze znalezieniem się.
- OK. Dziękuję.
I poszłyśmy na lekcję. Znowu zaczęłam wierzyć, że mi się uda. Nie, poprawka – jestem tego pewna!
Po treningu wybrałam się z Elą do restauracji jej ojca. Jest bardzo droga. Zaczęłam mieć wątpliwości, że dostanę tę pracę. Jednak po rozmowie ojciec Eli przyjął mnie na próbę. Oczywiście będzie mi płacił. Jeszcze tylko potrzebna jest zgoda mamy i kilka dokumentów. Nie ma problemu! Od jutra zaczynam pracę! Jeszcze raz podziękowałam Eli i szczęśliwa wróciłam do domu.
W domu zobaczyłam czekającą na mnie mamę z obiadem. Dalej się nie przyzwyczaiłam do tego widoku.
- Cześć mamo. – powiedziałam.
- No nareszcie! Gdzie się podziewałaś? Obiad już prawie wystygł.
- Znalazłam prace! Jako kelnerka! Będę miała pieniądze i pobiegnę na zawodach! – oznajmiłam z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Oj kochanie jestem z ciebie taka dumna. Jak ci się to udało w tak krótkim czasie?
- Poznałam taką Elę. Jej tata poszukiwał kelnerki do swojej restauracji. Podpiszesz zgodę?
- Nie wiem. Masz tyle pracy – nauka, treningi, bieganie. Na pewno chcesz dołożyć do tego jeszcze pracę?
- Postaram się jakoś zorganizować czas. – namawiałam
- No dobrze. Tylko uważaj, żeby się nie przemęczyć.
- Dobrze, postaram się. Dziękuję! – wykrzyknęłam ze szczęścia.
Po obiedzie poszłam pobiegać. Czułam się świetnie. Pogoda była idealna do biegania.
Jestem w restauracji. Pracuję. Zwinnie obsługuję klientów. Nagle drzwi się otwierają i przychodzi Ela. Mówi, że jest za późno na zgłaszanie się do zawodów, że nie zdążyłam, że to ona wygra. Słyszę ,,myślałaś, że będziesz szczęśliwa? Pff … żałosne.‘’ Ale tym razem nie płaczę, tylko się wściekam. Jestem zła. Wybiegam z restauracji i biegnę po plaży popychając przechodniów. Wbiegam do lodowatej wody. Ale… zamiast pływać leżę na swoim łóżku. To znowu tylko sen. Chyba bierze się z tego, że nie mam zaufania do ludzi, więc trudno mi jest zaufać Eli. Czy mogę jej zaufać? Pokaże to następny dzień …
Po lekcjach, które minęły mi wyjątkowo szybko, chciałam zgłosić trenerce swój udział w zawodach. Niestety okazało się, że jest już za późno. Jednak próbowałam się nie poddawać. Powiedziałam pani trener, że jeśli zwolni się jedno miejsce, niech mi o tym powie. Zastąpię tą osobę. Ale czy taka się znajdzie? Nie wiem. Znów zaczynam tracić wiarę w to, że będzie dobrze.
Przez następne trzy tygodnie chodziłam do szkoły, biegałam, pracowałam, uczyłam się. Nie miałam ani jednej wolnej chwili. W szkole kilka osób zaczęło się ze mnie wyśmiewać, że nie dam rady, że jestem żałosna. Ale przyzwyczaiłam się już. Popołudniowa praca w barze, obsługiwanie tłumu ludzi, i wieczorowe kilkugodzinne treningi mnie wykańczały. Z mamą bardzo mało rozmawiałam. Byłą za bardzo zajęta swoimi sprawami. Codziennie miałam też sny. Raz byłam w nich szczęśliwa, raz załamana, ale ciągle była w nich Babcia. To mi dodawało otuchy. Wieczorem padałam na łóżko bezsilna, rano wstawałam z nowymi problemami, myślami.
W końcu nadszedł dzień zawodów. Śnię o Babci, o Eli, o zawodach. Budzę się wczesnym rankiem. Jestem wypoczęta. Chociaż dziś sny mnie nie wymęczyły. Idę biegać. Świeże, dopiero obudzone powietrze mnie uspokaja. Jednak w mojej głowie mam tysiąc myśli. Zastanawiam się po co ja w ogóle to wszystko robiłam? Przecież nie wezmę udziału w biegach. Nawet nie będę miała w czym i jak. Nie ma wolnego miejsca. Nie mam szans. Ale… coś jednak sprawia, że nie chcę się poddać. Gdzieś tam w środku mam ziarenko nadziei. Wracam do domu na śniadanie i gonię do szkoły. Z powodu zawodów nie mamy żadnych lekcji. Gdy doszłam do szkoły zobaczyłam Elę. Przywitałyśmy się i razem dołączyłyśmy do pozostałych uczniów. Zawody lekkoatletyczne miały się odbyć na wielkim boisku z miejscami dla ,,kibiców’’, a koszykówka, piłka nożna itd. miały się odbywać na szkolnym Orliku. Pogoda dopisywała nastrojowi zgromadzonych ludzi. Były też stoiska z napojami i owocami. Szatnia została przerobiona na pomieszczenie do sędziowania i miejsce dla nauczycieli. Po chwili wszystkie trybuny zostały zapełnione ludźmi. Przychodzili rodzice ,,małych sportowców’’, przyjaciele. Moi rodzice nie przyszli. Ani też żaden przyjaciel mnie nie wspierał. Trochę brakowało mi tego uczucia miłości, bycia ważną dla kogoś.
Biegacze powoli przygotowywali się do rozpoczęcia biegów. Zazdrościłam im. Patrzyłam, jak wychodzą na przygotowany tor. Była wśród nich Ela. Nagle trenerka podbiegła do mnie.
- Szybko! Bella biegniesz! Zakładaj buty i biegiem! Wierzę w ciebie!
Dostałam wspaniałe buty i nim się obejrzałam znalazłam się na torze.
Czy to możliwe? Nagle usłyszałam słowo ,,start’’, strzał z pistoletu i ruszyłam! Biegnie mi się świetnie! Słońce dodaje mi otuchy i wewnętrznego ciepła, lekki wiatr ochładza moją twarz. Biegnę i biegnę. Nogi same rwą się do biegu i idealnie pracują z moim umysłem. Czuję się świetnie. Jestem w swoim żywiole. Nie skupiam się na innych ludziach, otoczonych wokół mnie. Jestem tylko ja i moja pasja. Nic poza tym. Biegnie mi się niesamowicie lekko, choć z czasem zaczynam czuć zmęczenie, a pot spływa mi po czole. Nie wiem ile już przebiegłam. Po prostu robię to co kocham. Jestem w transie. Nagle czuję uderzenie i upadam na ziemię. Widzę śmiejącego się chłopaka. Czuję okropny ból w nodze. Chwilę leżę, ponieważ nie mogę się ruszyć. Zamykam oczy. Widzę Babcię i słyszę ,,nie poddawaj się’’. Lekko zszokowana wstaję i zaczynam znowu biec! Nie wiem jak to możliwe. Ból już nie jest taki ważny. Znów jestem tylko ja i pasja. Nic się nie liczy. Nic. Dostrzegam w oddali trenerkę i innych ludzi, a nad nimi wisi ręcznie zrobiony napis ,,META’’. Rozglądam się wokoło, aby zobaczyć, w jakiej jestem sytuacji. Wszyscy są w tyle. Prowadzę! Jeszcze tylko kilka kroków dzieli mnie od zwycięstwa! Choć jestem niesamowicie zmęczona biegnę dalej. Kogoś krzyk wyrywa mnie z rozmyśleń. Widzę w tyle, na ziemi tego samego chłopaka, który mnie przewrócił. Krzyczy z bólu. Spoglądam znów na metę, a potem na chłopaka. Podbiegam do niego. Trzyma się za nogę. Strasznie krzyczy, jednak nikt oprócz mnie nie zwraca na niego uwagi. Zatrzymuję się. Widzę jak jego rana krwawi. Złamanie otwarte! Zdarłam ze swojej bluzki rękaw i zatamowałam ranę. Patrzy się na mnie. Tym czasem już dwie trzy osoby zdążyły przybiec na metę. Koniec marzeń. Do chłopaka podbiegają nauczyciele, mówią, żebym odeszła i dziękują mi. Jestem trochę smutna, ale wiem, że dobrze zrobiłam. Wraz z innymi przybiegłam na metę. Trójka zwycięzców wchodzi na podium. Jest w śród nich Ela. Uśmiecham się do niej. Widzę, jaka jest szczęśliwa. Zasmucona odchodzę. Po co dalej tutaj być? Wrócę do domu. Nagle …
- Czekaj! – słyszę głos dorosłego mężczyzny. Odwracam się. – widziałem cię jak biegłaś. Jesteś niesamowita! Masz niebywały talent! I do tego zamiast wygrać pomogłaś chłopakowi, który wcześniej cię popchnął. Takich właśnie ludzi chcę mieć w swojej szkole. Jestem dyrektorem szkoły sportowej. Chciałbym, abyś ty do niej dołączyła. Z niej trenerzy wybierają prawdziwych sportowców, którymi się zajmą. Jestem pewny, że wpadniesz im w oko…
Minęło kilka miesięcy. Chodzę do płatnej szkoły sportowej razem z Elą. Za jej pobyt płacą rodzice, za mój - sponsor, który chce zrobić ze mnie sportsmenkę. Mama znalazła pracę, a tata wznowił z nami kontakt. Jestem niesamowicie szczęśliwa! Ta przygoda nauczyła mnie, że warto mieć marzenia. Nigdy nie można się poddawać, zawsze trzeba wierzyć w siebie. Czasem jest źle. To jest dla nas test. Jak zawody na torze z przeszkodami. Są przeszkody, ale gdy się je pokona, odnosi się zwycięstwo. A najważniejsze w życiu jest to, aby grać fair play.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz