Ruszyliśmy. Tata zapakował miskę frytek i pomidorów z cebulą (nadal nie została wyjaśniona przyczyna - był głodny czy chciał nas wkurzyć? cóż... wkurzyć mu się udało), których woń w błyskawicznym tempie wypełniła pomieszczenie samochodu. Szybko, po koleżankę siostry. Zdążyliśmy. Niepotrzebnie było się tak denerwować. Do sklepu niezłą grupką wypindrzonych dziewczyn (jak się zachowywały... dodać czy nie muszę?) - nie, nie, nie mam nic do nich... no może... zazdroszczę jednej z nich. Długa kolejka na schodach. Za mną (tuż tuż... tak blisko!) obiekt mych marzeń. Przywitaliśmy się: 'cześć' 'cześć'. Pojawiła się również druga adorująca. Musiała oczywiście. Na szczęście nie był zadowolony i nie zamienili ani słowa. Moja koleżanka oczywiście musiała uciec jak najdalej, choć mogłyśmy usiąść obok nich. Film - życiowy, toksyczny, głupi, fajny, normalny. Mu się nie podobał, a więc - głupi. Podszedł!!! Podszedł i zapytał się co sądzę o filmie, ale inne dziewczyny (zazdrosne) nawet nie pozwoliły mi na porządną odpowiedź ('Kuba, zrób mi dziecko'). 2 minuty na dworze i do domu. Nie potrafię ocenić czy jestem zadowolona z tego wyjazdu do kina, ale... na pewno niesamowicie się cieszę z paru drobnych szczegółów.
'Skończy się tak, że w piątek dam siostrze książkę, aby mu oddała.' Matematyka. Drogi nauczycielu, pozwól mi się od czasu do czasu wyłączyć. O nie! Mają! Do toalety, szybka kontrola. Do siostry, pod przykrywką: 'nie masz kanapki?'. O, zobaczyłam Go, tak się złożyło, że siedział koło siostry, więc 'może przy okazji'...'Dziękuję i przepraszam, że tak późno.' (późno oddałam). Szybko, wycofać się, bo zwariuję. Schody. 'Agata!'. Odwracam się. Nagle znalazłam się przy nim (jak?!). 'Przynieść ci następną część? a... Nie ty już czytałaś.' 'Czytałam, ale... właściwie mógłbyś przynieść.' Uciekam. Na następny dzień nie ma mnie w szkole. Pięknie.
Koszmar, choroba. Chciałabym się uwolnić od tych snów... Nie bać się i normalnie funkcjonować wieczorami...
Braciszek ma Xbox'a 360 (Do mnie za 10 lat-wiem, grat). A więc całe dnie spędzone przy okrzykach wciągniętych dzieci, kurczowo trzymających 'padów' (?) i gapiących się w ekran dużego telewizora, na którym widać jedynie dwie kierownice śmigające po ulicach.
Coś muszę zrobić. Plan? Nie mam na niego siły. Pierwszy, mały kroczek - nie truć samej siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz