Pisaliśmy. Niestety nie rozmawialiśmy. 'Na bank'. Biedny bank. Ale po dzisiejszej 'próbie' zniszczonej przez dzwonek (musiał zabrzęczeć akurat teraz? 'lekcja, Agata nie jesteś godna takiego szczęścia') wiem, że chce porozmawiać. Naprawdę chce! I dostałam śnieżką (no i ta śnieżka była powodem mojego wspaniałego humoru, który trwał do rozmowy z samolubną siostrzyczką) od Niego. Tak strasznie chciałabym podejść, odezwać się, ale nie pozwala mi myśl (a raczej fakt), że taki ktoś płaski i brzydki jak ja, nie zasługuje na kogoś tak pięknego i wspaniale zbudowanego jak on. Kto chciałby taką deskę? Gdybym przestała siebie nienawidzić... Ale jest za piękny. A ja jestem płaska. I się zastanawiam dlaczego. Dlaczego nie mogę być do cholery szczęśliwa, dlaczego nie mogę wyglądać jak normalna dziewczyna i dlaczego muszę być... taka głupia. Muszę wziąć się w garść, bo sama z sobą nie wytrzymam. Tak strasznie siebie nienawidzę. A on jest taki piękny. Każde słowo jest dla mnie trucizną. Sama siebie truję, niszczę. Jestem rozrywana na strzępy. Jestem marnym strzępem.
Chce mi się płakać, ale nie mam już zapasu łez- wszystkie straciłam.
Stworzyć coś z niczego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz