Aby nie mieć złych snów pozwalam sobie marzyć. Świadomie się truję.
Oficjalnie otwieram w moim pokoju kopalnie zużytych chusteczek higienicznych.
Czeka mnie popołudnie i wieczór przy biurku. A może nawet noc...
Nic się nie zmienia. Jest tak jak zawsze. Może mam trochę inne nastawienie. Jestem trochę w lepszym humorze, bo odpoczęłam. Wyznaczam sobie rzeczy, na które czekam (bluza, święta, weekend) co pomaga mi wytrwać jeden dzień składający się z tysiąca dni w szkole.
Na nic nie liczę. Na nic nie narzekam. Nie marzę. Nie okłamuję się.
Jedynie oczekuję od siebie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz