Post wyjątkowo głupi. Pisze, aby zapamiętać, jaka kiedyś, w młodzieńczych latach byłam głupia. Zacznę pisać lepiej, już na serio prowadzić bloga, jak tylko okiełznam emocje...
Mam nadzieję, że moja wiara mi pomoże. Co z tego, że żyjemy w czasach, w których nikt nie przyznaje się do wiary? Ja żyje we własnych, a co mi innego zostało jeśli nie to?
Kompleksy. Kompleksy. I jeszcze raz cholerne kompleksy!!! Co z tego że niby mam ładną twarz (?), włosy i jestem mądra (?) skoro jestem płaska jak moja 5-letnia siostrzyczka (okay, bez przesady, pisze tak dla efektu)?! Ach, nie, nie krągłości są ważne. Tylko jest pewien problem, ponieważ czy tego chcę czy nie interesuję się płcią przeciwną, a ta płeć mną raczej nie.
Ach. I kłótnie w domu. Zero miłości. Zero. Po prostu zero. Strasznie jest. Czemu oni nie potrafią rozmawiać tylko się drzeć na nas za swoje błędy? Agresją odpowiadam agresją. Trudno się powstrzymać, aby wszystkiego im nie wygarnąć.
Od popołudnia płaczę. Spacer i świeże powietrze chwilowo mnie uleczyły.
Klasa fajna, a w niej jeden ładny chłopak. A i mój 'były chłopak' jest ładny (co stwierdzam z ubolewaniem). Nie chcę pisać o uczuciach, o tym jak się czuję, o tym wszystkim, bo nie mogę się zagłębiać w cholernym, głupim użalaniu, tylko wziąć się w garść.
Tytuł poprzedniego posta będzie moją codzienną motywacją. Dodam tyle, że nie spodziewałam się tak nagłego powrotu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz