Dzisiaj urodziny G. a więc ... a więc jestem wymęczona. Tak bardzo starałam się nie zepsuć jej tego dnia ( mi wszyscy psuli i nie było nikogo, kto by mi pomógł ) ... Wybuchłabym już dawno. Doprowadziłabym do kłótni, która by była naszą ostatnią rozmową. Ale mimo wszystko... mimo tego, że urodziny są moim najgorszym dniem w roku i jestem dołowana przez każdego nie chcę, aby tak samo miał ktoś inny. Chociaz może na to zasługuje.
Nie rozumiem, a właściwie wyśmiewam 'kompleksy' G. dotyczące np. jej ubierania się, gdyż teraz uważam, że to jest po prostu głupie. Ta cała obsesja dzieci na punkcie fajnych sklepów, ubrań czy czegoś. Albo np... zębów. No prosze! Chwilowy aparat i już. Albo ruszenie tego tyłka i porządne ich szczotkowanie. Ehh . -.-
Moim marzeniem jest wyzdrowieć. Nie płakać. Nie przypominać kościotrupa z bladą skórą, z zapadłymi oczami i resztą wypadających włosów na głowie.
Dorastanie. Najwyższy czas dla mnie. Tylko, że z czego ja mam rosnąć i się rozwijać? Nie mam niczego oprócz bladej skóry i kości.
Czeka mnie długa droga po lekarzach, szpitalach itd.itd. Aa no i to w najbliższym czasie, gdyż rodzice ( którzy zwrócili na mnie uwage i przypomnieli sobie, że mają jeszcze jedną, chorą córkę po tym, jak wszyscy których spotkali gratulowali im tak wspaniałej córki która zostanie wpisana do Księgi Patrona oraz ma 1 miejsce w krajowym konkursie. ) zaczęli się mną martwić i mama próbuje dodzwonić się do szpitala. Czekają mnie nieprzyjemne badania, których psychicznie nie wytrzymam... Albo... może by jakoś uciec???
Gdyby moimi problemami była jakaś nie wiadomo jaka szpara (?!) w zębach, lekka otyłość i fakt, że sie nie ma dużo firmowych i fajnych ubrań to bym była chyba szczęśliwa.
Nie chce nic mówić, ale to w porównaniu z moimi problemami jest... śmieszne. Ja powoli umieram. Tutaj nie przesadzam. Wiem, że nie będę nigdy szczęśliwą babcią z wnukami. Oczywiście, że pożyje jeszcze dobrych pare lat. Oczywiście.
Co ja się teraz przejmuje tym ile dożyje ... pfff . Jeśli tak będę na to spoglądała, no to mi dużo nie zostało.
Czas poddać się tym wszystkim.... zabiegom. Tylko kurde ludzie odbierajcie te telefony!
Rosne. I chudne. To znaczy próbuję rosnąć. Ale chudne. Wydawało mi się jakiś czas temu, że już jakoś przytyję, bo lekko przybrałam na wadze. No ale nie.
Rodziców zmartwiło to, że śpie całymi dniami. Mnie też to martwi, bo ten stan nie można nazwać snem/.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz