środa, 20 czerwca 2012

everyday i try to escape the realities on this world .

Właśnie powiedziałam coś niewłaściwej osobie. Jutro się okaże jak wielki popełniłam błąd...

Nie mam komu powiedzieć o moich problemach. Nie ma nikogo, kto by mnie zrozumiał. A ja nie mam siły setki razy tłumaczyć. Nie mam nikogo. Choć tak bardzo brakuje mi obecności kogoś. Kogokolwiek. 

Dzisiaj już zdjęłam tą maske z uśmiechem o nazwie ' milutka Agatka ' . Jak wygląda moja twarz bez niej? Strasznie. Codzienny widok w lustrze wieczorami ( kiedy jestem już wymęczona sami, dniem i emocjami dostarczonymi mi przez najbliższy czas i zdarzenia ) mnie przeraża. Oraz to co się dzieje wieczorami. To ... to ... Jestem wierząca nie powinno mi nawet takie coś przyjść do głowy ale ... 

Kocham Boga i wierze w to, że jest. Bo inaczej nie dałabym rady przeżyć. A więc dlaczego ja mam to ... to ... dlaczego akurat ja ??? Czy to jest moja głęboka, straszna wyobraźnia czy coś więcej? Boję się. 

Właściwie nie mam nikomu powiedzieć, a tutaj też nie mam siły pisać. A więc... włączam tą maske... Jestem niby zadowolona przy G. i chowam to wszystko co jest we mnie z wielką trudnością. Między innymi tym jestem tak zmęczona. Przy J... nie przywykłam mówić o sobie, a poza tym... z nią jest jakoś inaczej. Bo nienawidze przy niej choć wspomnieć o sobie. To spotyka się z ignorancją lub z kpin. Niby śmiesznych. Ale dla mnie zazwyczaj nie. Przy innych musze uważać co mówie, choć i tak powiedziałam już za wiele. Nie moge sobie na to pozwolić. Nikt nie może o tym wiedzieć. Nikt tylko ja. Mama, która kiedyś się domyślała radziła, żeby nie mówić nikomu. Teraz, gdy wszystko się pogorszyło muszę tymbardziej chować to w sobie. I ukrywać to mówiąc: ' nie rozumiesz/ nie ważne ' lub zmieniając temat. Jedyne wyjście. Potem mogę się sama z tym męczyć. Ale nie moge się wygadać. 

To, co się ze mną dzieje trudno nazwać i w żadnym wypadku nie mam zamiaru tutaj, ani gdziekolwiek indziej, albo komukolwiek wspominać. Nigdy. 

Ale mogę wspomnieć, że ja dłużej nie wytrzymam i długo tak nie pożyję. 

Kiedy wizyta u psychologa? Mam nadzieję, że jak najszybciej. 

Ehh... czasami to niewyobrażalnie męczy. To skrywanie tego w sobie. 

Ahh... moja siostrzyczka kochana która uwielbia dostarczyła mi kolejnej porcji przekleństw, poniżania mnie oraz moich łez. Rodzina. 

mogę jedynie mieć nadzieję. 

Prosze.


Błagam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz