Mój umysł stęsknił się za tym głosem, muzyką, słowami.
Powrót. Powrót do tego, od czego uciekłam będąc ponad 1000 kilometrów od tego.
Skomplikowanie.
Ach. Żegnaj piękna, piękna Croatio. Selce. Wtrafiliśmy z tym miastem. Ach. Wąskie uliczki, małe, jasne budynki tworzące długie mury obronne przed wojskiem promieni słonecznych, gorącem. Gwar uliczny? Hm... Wieczorem. Wieczorem przy morzu. Zawstydzona przyznaję, że zupełnie inaczej wyobrażałam sobie Chorwację, w myślach tworzyłam ją na podobieństwo raczej egzotycznych wysp, niż Włoszech. Jak to możliwe, że byłam taka głupia? Zakochałam się w tym. Nie, nie w morzu, nie w kamienistej plaży, nie w palmach (które ku mojemu zdziwieniu ukazały się w wielu ogrodach). W Chorwacji nocą. W świetle księżyca i ulicznych lamp. W świetle wielu restauracyjek. Nie ma czasu, ale mogłabym wspominać te wieczorne spacery (niestety z rodziną, a nie kimś innym) godzinami.
Wierzyć mi się nie chce,że to już koniec wakacji.
Wydałam aż 4 kuny na 2 kartki więc Gabrielo i Justyno zasłużcie sobie.
Deszcz gwiazd. Nie byłam na tyle przytomna, aby pamiętać o tej wielkiej nocy z 12 na 13, ale miałam ten zaszczyt podziwiać ten deszcz w nocy z 11 na 12 podczas podróży. Widziałam tylko jednego spadającego meteoryta. Miałam najmniej szczęścia z gromadzonych.
Nie mam pojęcia jak Gabrielo mogła aż 2-tygodniowy pobyt w Chorwacji opisać słowami 'fajna woda' i 'przeżyłam podróż', gdyż ja mogłabym podróż i pobyt opisywać godzinami ( i tak zapewne będzie jak się dorwę do Gabrieli).
Nie napisałam nawet części tego co chciałam. Sprawy dotyczące z wypakowywaniem mi na to aktualnie nie pozwalają.
Gabrielo odezwij się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz