środa, 29 sierpnia 2012

tell us where you're heading

Jutro: pójść do księgarni kupić resztę potrzebnych rzeczy, kupić farbę, posprzątać w ogródku i przeczytać stare oraz nowe podręczniki, zrobić zakupy (kosmetyczne, spożywcze) i pójść do Gabrieli oraz Justyny. 

 Moje lenistwo zmusza mnie do planowania całego następnego dnia, aby niespędzić go przy telewizorze. 

Nie mam już połowy swoich brwi. Chyba tak mi lepiej.

Czuję dziecinne podekscytowanie, takie, jakie dziecko czuje 6 grudnia oczekując na coś nowego. To mi pozwala nie myśleć o stresie i o powrocie tego wszystkiego, pozwala mi sie nie bać. Szkoła. Może tylko ja podchodzę do tego tak emocjonalnie? Nie może tylko na pewno.

Udzielam się

Wizyty u psychologa pomagają. Dopełniły mój sposób bycia, tok myślenia. Zero złych snów. Błagam, oby tak dalej. 

Skupiam się na dobrych myślach. Karcę, za przywołanie złych. I pozwalam marzeniom wtargnąć do mojego umysłu. Niszczą i koją. Zależy. Aktualnie stosuję je jako lekarstwo, lecz muszę uważać, żeby nie przedawkować. 
 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz