sobota, 20 października 2012

Dream as if you will live forever.



We wtorek wycieczka. Nie ma nic piękniejszego od polskich gór jesienią. Ach. Ach. Ach. I Lubań, stary wulkan. Tak blisko, a widziałam to magiczne miejsce pierwszy raz. Ach. Niestety tak piękne miejsca przywołują piękne, acz bolesne myśli, po czym pojawia się okrutna tęsknota. Zamiast mieć przy sobie, tego, kogo chciałam, miałam tych, których... niekoniecznie chciałam. Ale takie pożądanie jest okrutne, więc powiem, że było fajnie. 

Środa, czwartek, piątek. Wizyta u szanownej pani się ostatecznie nie odbyła, ale utaiłyśmy to wspólnie z mamą przed tatą, aby 'się nie denerwował'. Codziennie widzę kogoś, kto jest miły dla moich oczu,  ale nie widzę i nie zobaczę być może już nigdy (Boże nie!) kogoś, kto jest miły moim myślom. Sama próbuję się oszukać. 

Naczytałam się tulu radosnych opowiadań radosnych osób, że aż mam dość tej przesłodzonej radości. Dlaczego? Czyżby wkurzało mnie szczęście innych? Próżność. To jedynie. Ale też może źle ich rozumiem. Cieszyć się życiem, 'czerpać garściami z młodości', skupiać się na młodym i rozpieszczonym życiu ludzi pięknych. Ciekawie brzmi. Kosztujcie tego życia. Ale nie obrażajcie tych, którzy boją się lub nie mogą go posmakować. 

Pamiętam go. Marzyłam. 
Pozwoliłam sobie marzyć, więc mam za swoje. Marzenie zaczyna sprawiać mi ból. Myślenie sprawia mi ból. A mimo tego dalej pozwalam umysłowi władać mną jak chce. I myślom, i marzeniom pozwalam siebie porwać w inny świat. Powrót jest bolesny. Ale warto. Niby. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz