Wspomnienia zamieniają się w dawny sen, przykryty mgłą, ale nadal wywołujący rodzące się uczucia. Marzenia zamieniają się w wyimaginowaną rzeczywistość (?), do której z niecierpliwością dążysz, choć wiesz, że nigdy jej nie osiągniesz. A aby poczuć się lepiej, oszukujesz samą siebie jak najdalej odsuwając okropną prawdę. Po co mi stopy, skoro mam skrzydła?
Nadal pustka w pełni, najprawdziwszej pełni.
Czas powrócić do prostych tematów: Śnieg uziemił mnie na dobre. Nie mam odpowiedniego 'sprzętu', jak, np. butów.
Dalej twierdzę, że jestem okropnym leniem i mam ku temu powody. Ale i tak z tym nic nie robię, bo mi się nie chce. La. La. La.
Jutro rozpocznie się wielki tydzień, można rzec. Najpierw poniedziałek z nieszczęśliwą dla mnie datą. A potem dni szkolne, po których samej nazwie można się domyślić, że nie wróżą nic dobrego. (Nie nauczyłam się jeszcze patrzeć oczami optymisty.) A potem... smutne i straszne święto, wywołujące łzy przepełnione bólem i ogromną, nieznośną tęsknotę.
Idąc na angielski, zauważyłam, że na budzie, która była ozdobiona serduszkami i napisem 'Dino', a przy której czuwał zawsze owczarek, widnieje teraz inny napis, a czuwa przy niej inny, choć podobny pies.
Lost in the echo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz