Zgubmy się w w nieskończonej otchłani. Zaśnijmy w wiecznym więzieniu własnych uczuć.
Niezliczona ilość książek czekająca, aż ich zawartość wchłonie (ha. ha.) w mój mózg przygwoździ mnie do biurka w następnym tygodniu. Ach. Nasi kochani nauczyciele.
Marzę.
O powrocie błogiego snu.
Wspominam ten sen. Sen? Nie, to było naprawdę. Naprawdę?
Wmawianie sobie, że jestem wyjątkowa przysparza mi dziwnej satysfakcji...
A potem następuje po prostu wrócenie do świata żywych i jest już tak, jak wcześniej.
Pustka w pełni. Chyba naprawdę lepiej tego nie mogę nazwać.
Ach, jeszcze trzeba upamiętnić dzień. Dzień pełen kompleksów z przebłyskami samozadowolenia. Pełen myśli. Pełen rozpatrywania różnych możliwości, choć nadal stoję w tym samym miejscu.
Jakie skomplikowane. Prościej się nie dało? Zawszę muszę wszystko niepotrzebnie komplikować. I mącić sobie sama w głowie głupimi wymysłami.
Było fajnie. Naprawdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz