piątek, 12 października 2012

it is what it is



Zgubmy się w w nieskończonej otchłani. Zaśnijmy w wiecznym więzieniu własnych uczuć.

Niezliczona ilość książek czekająca, aż ich zawartość wchłonie (ha. ha.) w mój mózg  przygwoździ mnie do biurka w następnym tygodniu. Ach. Nasi kochani nauczyciele.

Marzę. 
O powrocie błogiego snu. 

Wspominam ten sen. Sen? Nie, to było naprawdę. Naprawdę?

Wmawianie sobie, że jestem wyjątkowa przysparza mi dziwnej satysfakcji...
 A potem następuje po prostu wrócenie do świata żywych i jest już tak, jak wcześniej.

Pustka w pełni. Chyba naprawdę lepiej tego nie mogę nazwać. 

Ach, jeszcze trzeba upamiętnić dzień. Dzień pełen kompleksów z przebłyskami samozadowolenia. Pełen myśli. Pełen rozpatrywania różnych możliwości, choć nadal stoję w tym samym miejscu. 
Jakie skomplikowane. Prościej się nie dało? Zawszę muszę wszystko niepotrzebnie komplikować. I mącić sobie sama w głowie głupimi wymysłami. 
Było fajnie. Naprawdę.  








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz