Jestem głupim, okropnym leniem. Zapowiada się długi wieczór z biologią i Robbim W. i jego piękną, acz tylko i tylko mnie nie wpadającą w ucho, a którą się trzeba nauczyć na pamięć na jutro piosenką.
Cały tydzień sprawdziany. Codziennie. Jak ja to kocham.
W dzień nie moge normalnie funkcjonować, bo łażę jak jakieś nie wiem co i jedyne co dobrze robię to czynność zwana spaniem, a wieczorem nagle jakimś cudem odżywam. A rano witają mnie lima pod oczami.
Lekarz. Ugh.
Cisnęło się we mnie dzisiaj emocji, oj cisnęło. Ku mojemu zaszkoczeniu, gdy wróciłam ze szkoły, wybuchłam wielkim płaczem (?).
Tak sobie myślę. I myślę, że żałośniejszej ode mnie osoby nie ma na świecie.
Biorąc pod uwagę to, jak się w dzisiejszym świecie żyje, lepiej nie myśleć. Szkoła, lekcje, noc, szkoła, lekcje, noc, a w weekendy książka. Lepiej nie skupiać się na swojej aktualnej sytuacji.
Szkoła, lekcje, noc.
Okay.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz