W ostatnie dni przemieniłam się w kurę domową i matkę polkę. Dla rodzeństwa stałam się 30-letnią, zrzędliwą babą. I zaliczyłam poważną, wykrzyczaną (porządnie wykrzyczaną) groźbę od taty. A ja już jestem wyczerpana psychicznie i załamana. Łzy się same cisną, i patrząc na ten brud i bałagan (wysprzątałam cały dom-jednego dnia nawet nie mogli przeżyć bez bałąganienia te okropne lenie -z moich ust wypłynęły gorsze przezwiska od 'leni', zapewniam-?!).
Każdemu brakuje tej anielskiej dobroci, miłości i niezwykłe radości Babci. Dziadek nie jest jedyny, choć tego nie dostrzega. Porządnie się o niego martwiliśmy, gdy wymknął się o 22 z domu. Domyślam się, że pojechał na cmentarz. Cóż... gościnnością i uprzejmością to on nie płonął.
Mały pokoik, czarne pianino na długość prawie całej ściany, stary kominek, po obu stronach wygodne kanapy, z rogu pachnąca, kolorowa choinka a po środku (lub raczej w centralnej części i to bardzo dosłownie, gdyż zajmuje prawie całe miejsce) pięknie przyozdobiony stół. Taki piękny obraz widzę co rok. - tak, żebym w przyszłości nie zapomniała, co przeżywam, co czuję i jak było.
Czuję się okropnie, że odczuwam nawet mocniejszą tęsknotę na nim, niż za Babcią. Ona jest w postaci tak ciepłych wspomnień, majacząca gdzieś w pustce uczuć, które już zostały dawno brutalnie wypchane wraz ze łzami, ale kojąca i pocieszająca na samą myśl. A On... Jego spojrzenie mnie prześladuje, ożywia wszystkie 'motylki, przywołuje marzenia' i sprawia, że tak strasznie za nim tęsknie. Tęsknię też do tego, który wydaje mi się być bardziej realny (tamto wspomnienie jest jak sen), który patrzy tak jak ten z realnego snu, który jest dla mnie po prostu piękny.
O Boże. Jaka jestem głupia.
Aaa, wiem, że zdjęcie bardzo pasuje do treści postu, ale bardzo mi się podoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz