The mind is everythink. What you think, you become.
Nie osiągnęłam.
Jestem zmęczona.
Po przeżyciu kompromitacji, bo uświadomieniu sobie, że jestem żałosną istotą (nikim) jestem zmęczona. Teraz już nie myślę, że niepotrzebnie się użalam, że inni mają gorzej. Wiem to. Ale inni są silniejsi. Ja jestem słaba, a przez to dziwna. Nie mogę. Gdybym się nie przejmowała tak nieistotnymi (dla mnie są istotne, choć dla każdego innego człowieka nie miałyby znaczenia) rzeczami...jakoś bym funkcjonowała. Ale ta moja chora pasja do poniżania siebie i nienawiści co do 'własnej osoby' wprawia mnie w dziwny stan. Nienawidzę. Brzydzę się. I tak jak dziecko mówi, że chce do domu, tak ja mówię -rozpaczliwie- że chcę do szpitala. Bo tylko tam mogłabym odpocząć i wbić sobie do tego swojego zrytego łba, że jestem okropną egoistką. Nie, nie wywołuję losu. Przecież mam jeździć na kontrole, prawda?
Najgorsze jest to, że muszę męczyć się z samą sobą, jęczeć z bezradności, że muszę cisnąć się w swojej osobie. A ja myślałam, że to już nie powróci. Psychologu, przybywam.
Nie wiem, co ja sobie myślałam idąc na nocowanie w szkole, na maraton pisania listów. Tak, moja siostra była zachwycona i szczęśliwa, bo 'ale było fajnie'. Tylko, że ja nie jestem moją siostrą. Nie jestem tą utalentowaną, zdrową, piękną, śmiałą, zabawną, lubianą i szczęśliwą siostrą ze zdrowym umysłem. Jestem sobą. I to jest najgorsze. Własna siostra, ale zupełnie inna. Ma wszystko. Wszystko. A ja nic, bo jestem niczym. I odkąd pamiętam, tak się czułam. Odkąd w przedszkolu stwałam się powietrzem i zamykałam się w swoim świecie. Boże. Myślałam, że jestem już zupełnie inną osobą, bo przecież tyle czasu minęło. Ale jednak za każdym razem muszę się męczyć i radzić sobie z tą ułomnością. Tylko,że nie mam siły. Zmęczyłam się udawaniem, oszukiwaniem samej siebie i wszystkim innym. Strasznie.
A teraz czytam to, co napisałam, i myślę, że głupszej osoby nie ma na świecie. Ale nic z tym nie zrobię. Nic. Bo jestem zmęczona. Wybacz mi, świecie. Dołuję sama siebie, niemo krzyczę najgorsze słowa pod swoim adresem. I smucę się, ponieważ nie mam szans. Znów myśli eksplodują, strzelają jak milion fajerwerków, a każdy wybuch wywołuje bolesny cios. I tak są, nieustannie mącąc mi mój upragniony, oddalający się spokój, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Bum. Nie mam siły. Te fajerwerki są trujące.
Game over. I lose
,,Be very careful about what you think. Your thoughts run your life.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz