poniedziałek, 31 grudnia 2012

What would you do if you weren't afraid?



Dzisiaj z nim nie pisałam. I tęsknie. I to strasznie. To nawet dobrze, że rzeczywistość chłoszcze mnie po twarzy jak lodowaty, zimowy wiatr, który On tak lubi. 
Jeszcze czekam aż napisze, ale przecież jest zajęty szykowaniem się na sylwestra (On nie jest takim wyrzutkiem społecznym jak ja). 
'Motylki' (co za idiota to wymyślił?) nie dają mi spokoju. Niepokój mnie nie opuszcza. Jak strasznie chciałabym z nim popisać- tego to chyba nie muszę mówić.  
Gdybym była odważniejsza i pewna siebie napisałabym... Ale nie jestem i strach mi na to nie pozwala.

Już niedługo zacznie się 2013. On czeka na wiosnę. Ja też. Sylwestra spędzę w towarzystwie mego wroga (też cię lubię). Przynajmniej lepiej niż rok temu, gdy będąc jeszcze większym wyrzutkiem społecznym, zakompleksiona (On poprawił mi nieco samoocenę) czuwałam przy Polsacie słuchając beznadziejnych piosenek naszych polskich artystów. 

 Słońce już zaszło, początek mego dnia już nastał. Skrzydeł marzyciela nic nie zatrzymuje. Szybuję pośród marzeń.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz