czwartek, 27 grudnia 2012

Toxic mind



Ta powtarzalność moich tytułów (zarówno posta jak i dnia).

Bardzo przyjemnie się kolęduje z wujkiem, gdy jest po paru kieliszkach 'swojskiej' wódki. I rozmawia o polityce. - Świąteczna kolacja w Rakowicach. 
Bączuś jest piękny! Porwę go kiedyś i przejdę się z nim na miasto. Ten drugi, malutki, jeszcze szczeniaczek też, lecz nie przypomina czarnego, puszystego baranka jak Bączek w jego wieku. 

Dzisiaj niby mają być zakupy. Tak nienawidzę chodzić po sklepach, przymierzać (lustra w przymierzalniach chcą zachęcić do kupienia ubrania, więc są wyszczuplające. Mnie to wyszczuplanie nie zachęca, bo praktycznie nie ma z czego mnie wyszczuplać. Może i teraz nie jest tak źle, ale została mi jakaś uraza z tych czasów, gdy miałam anemię itd.) Ale strasznie lubię nowe ubrania (a kto nie lubi?) i to moje 'łakomstwo' jest chyba silniejsze.

Ostatnio wspominam tamten wrześniowy wieczór. I czuję dziwny... niedosyt. A zawsze mnie to wspomnienie koiło. Ach, może nadal koi moje 'zbolałe' myśli, tylko... Sama nie wiem. Po prostu tak strasznie tęsknię. Urzeczywistniam marzenia, choć doskonale jestem świadoma prawdziwej rzeczywistości. A skoro myślę o tamtym wieczorze, myślę o tym, który ukradł mu oczy, to piękne spojrzenie. I motylki odżywają. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz