wtorek, 24 lipca 2012

to be yourself in a world that is constantly trying to make you something else is the greatest accomplishment .

Zabrali mi mój las. Te małe łąki, pola, lasy należą do mnie i do ludzi z mojego dzieciństwa. Nie należą do tych, którzy zniszczyli połowę tego krajobrazu. Już nie mam swojego zakątka. Jedyne wyjście? Przebycie siatki i włamanie się do lasu dość niebezpiecznego i nieznanego, ale nie wielkiego, więc co mi może grozić? 

Ognisty żywioł pali płuca świata. Lasy. Chorwacja, Hiszpania... ' Widziałam ojca z córką uciekających przed pożarem, którzy skoczyli do morza ze skałami. Zabili się. ' - Tak to brzmiało? Mam nadzieję, że Gabrieli nic nie jest. Koniec świata... hmm... to coraz bardziej realna groźba niż wymyślona historyjka. Nie teraz, wiadomo. Ale za parę dobrych lat... kto wie? 

Dzień spędzony na małym sprzątaniu i tworzenia salonu piękności dla mojej młodszej siostrzyczki. Różowy stolik, ławka ze skrzydłami, obrokacone lustro ozdobione naklejkami z 'księżniczek', koroną, różdżką i różowym materiałem z różową kokardką i doczepionym różowym motylkiem a do tego 3 kosze pełne prawdziwych i 'zabawkowych' rzeczy potrzebnych do tej zabawy. Napracowałam się troche. I kilka razy padłam ofiarą Marysi eksperymentów. 

Myśli już zupełnie potrafię kontrolować, co mi się niesamowicie podoba. A więc, nie wydziwiając i nie skupiając się na sobie, oznajmiam, że kończę, aby oglądnąć z moim braciszkiem Jumper'a. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz