Tytuł zamieszczę na ścianie w moim pokoju.
Odcinam od siebie przeszłość. Nauczyłam się kontrolować myśli po wielu nieudanych próbach. Dzisiaj był ostatni dzień, w którym przejęłam się słowami. Koniec. Wylałam te wspomnienia razem z łzami. Moja siostra... jak tak można mówić do rodziny? Najłagodniejsze jej słowo opisujące mnie to 'psie'. Gdy psycholog powiedziała ' jakich słów używa? szmata - za przeproszeniem? ' roześmiałam się. Hahahahahahahahaha. Codziennie słysze niezliczone przekleństwa, które mnie uderzają od wewnątrz. Boję się nawet wieczorem zaświecić światło (żeby się nie przewrócić na schodach), gdy siostra śpi, żeby nie usłyszeć kolejnych wykrzykiwanych bardzo 'nieładnych' przekleństw. A na każdy dźwięk, który wtedy usłyszę, wzdrygam się. Kiedy coś mówi, uważam, żeby nie powiedzieć cokolwiek poza przytakiwaniem czy czymś takim. Ahhhhhh. Rodzina. Buduję osłonę, którą naciągnę na całą siebie, aby żadne okropne słowo nie przebiło się przez nią do mojego umysłu.
Piszę opowiadanie. W końcu.
Mieliśmy jechać do Rakowic. Ale od krzykliwej rozmowy, którą przeprowadziłam z siostrzyczką, zaczynającej się od słów ' ale się pindrzysz, psie ' wypowiedzianych do mnie ( ona miała nike za 200 zł i bluzę za kilkadziesiąt, a ja używane ubrania, za które nic nie zapłaciliśmy i brudne leginsy ) na co zwróciłam jej uwagę o tym, jak to ona sie jej zdaniem nie stroi. W końcu nie wytrzymałam i wybiegłam z auta. Mama upewniłą się, że nie zamierzam zrobić nic głupiego i dała mi kluczyki od domu. Gdy wylałam wszystkie łzy i wymęczyłam gardło zasnęłam. Obudził mnie okropny ból. Na wspomnienie ponownie go czuję. Stop. Nie wspominam.
A teraz koniec. Odcinam to. To było inne życie. Wyrywam zdjęcia wspomnień z mojego albumu życia, ponownie je sobie przypominając i wyrzucam na zawsze.
Tak, jestem zapatrzona w siebie. Nie w tym sensie, że siebie uwielbiam. Nienawidzę siebie dlatego, że latami wbijano mi do umysłu powody, dla których tak jest. Tylko dlatego, że za bardzo skupiam się na moim cierpieniu. inni mają gorzej. Nie przeżywają tego tak bardzo 'emocjonalnie' jak ja, bo ja jestem, jak potwierdzają lekarze, niesamowicie wrażliwa. Ale zrozumiałam to już jakiś czas temu i nawet tu, na blogu, który pisze, żebyś kiedyś wspomnieć 'dawne czasy', oznajmiłam, że się zmieniam. Podjęłam już pierwszy, ważny krok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz