poniedziałek, 2 lipca 2012

okropnie zła, za to, że moim myślom i prawdzie nie pozwolono ujrzeć światła dziennego . moja praca, nad którąsię wymęczyłam . a to gówno dało, bo i tak prawie całą skasowano i nie wysłano na konkurs .


Na opętanym przez zło świecie rodzi się nowe życie. Życie za słabe, za bardzo niewinne, aby znaleźć sobie miejsce pośród okrucieństwa. Mimo wszelkich przypuszczeń, to małe życie nie odchodzi z tego świata, choć wędruje pośród zgliszcz dobrego małymi, słabymi nóżkami. Jan ciało miał niewielkie, lecz duszę ogromną. Dziwne, że w takim małym chłopczyku mogła się kryć taka osoba. Jednak z każdym dniem, tygodniem, rokiem rosło i rozwijało się piękno oraz miłość. To życie nie było słabym, biednym chłopcem. To życie było duszą, która kochała muzykę. Muzyka jako lek, jako ukojenie, jako lekarstwo na zbolałe rany, które coraz mocniej krwawiły nie dając o sobie zapomnieć. Z każdej rany boleśnie sączyły się krople krwi. Mały Janko był przepełniony dławiącym bólem. Matka, która go biła, nie szanowała, wyśmiewała, niszczyła i skazywała na nędze może go kochała, ale ta miłość była uwięziona przez okrucieństwo. Może to więzienie utworzyło jej własne dzieciństwo? Matka, głód, zimno szczypiące nie tylko chude ciało, ale też duszę, pożądanie szczęścia, piękno, ale i nieosiągalność czystych, przyjemnych dźwięków muzyki ostrymi szponami tworzyły trwałe rany we wnętrzu, oraz na ciele małego Janka.
Uzależnienie rosło w chłopcu. Bolący, a jednocześnie kojący dźwięk. Jakikolwiek dźwięk, wydany przez rzecz piękną, lub szkarłatną. Muzyka przyciągała małego Janka niczym narkotyk. Narkotyk, który pomoże oderwać się od okropnego, bolesnego życia i ukryć się w nieprawdziwym świecie. Spragniony i wymęczony Janko spróbował zdobyć najlepszy narkotyk, który niewyobrażalnie go kusił. Prosta, lecz piękna rzecz, z której wylatywały przepiękne, kolorowe motyle przepełnione kojącymi dźwiękami. Biedny Janko, który powoli umierał w męczarni, osamotniony, dławiący się obrzydliwym odorem, który płynął nieustannie z ust świata spróbował sięgnąć po ukojenie, po klucz do innego świata, po zwykłe, lecz niezwykłe skrzypce. Janko zapomniał, że od urodzenia jednak jest uwięziony w szponach zła. Zło wcielone w ludzi, którzy zabrali Janku jedyną nadzieję jest okropne. Janko, przyłapany na ucieczce z więzienia zła, został gwałtownym uderzeniem zamknięty w nim. Ludzi przed okrucieństwem nie powstrzymały zapłakane, zdezorientowane oczy niewinnego, na wpół żyjącego chłopczyka. Tak w te oczy po raz ostatni ogromnymi falami bólu płynącymi z uderzeń świat ukarał niewinnego.
Janka, otulonego kołdrą  z promieni słońca po raz ostatni leczyły dźwięki niewinnego, pięknego świata. Z dala tylko dochodził płacz cierpiącej matki. Młodą duszę poniosła piękna, czysta, dobra muzyka po pięciolinii płomyków słońca.

Piękna i przerażająco smutna nowela H. Sienkiewicza uczy nas, jak widzą oczy dziecka. Dziecko rodzi się, choć może nie powinno, choć może nie jest chciane. Powoli jest zabijane przez zło. Jednak zawsze ma w sobie nadzieję. Nadzieję, która przynosi ukojenie i ociepla zmarzniętą duszę. Niech to bliscy będą tą nadzieją.


                       
                     Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela

Człowiek, przepełniony miłością aż do choroby uczy życia młodą, słabą osobę – małego Michasia. On sam, umierający wspomnieniami z dzieciństwa robi wszystko, aby drugą osobę dzieciństwo nie zabijało, tylko ożywiało. Niestety młode dziecko przygniata presja, wywierana przez okrutną szkołę, w której rządziło kłamstwo, matkę, która zaślepiona miłością i nadzieją malowała sobie syna zupełnie jako inną osobę. Rozpaczliwe działania dziecka, aby coś osiągnąć, aby nie zawieźć nikogo i udowodnić coś, co nie jest w stanie udowodnić zamieniają się w straszliwą chorobę. Ktoś, kto w środku nadal jest młody przygląda się temu ze łzami w oczach. Przygląda się w oczy dziecka, w których zawsze czai się łza, które ściska słabość. Te oczy powoli zamierają, wycieńczone zmartwieniami i patrzą się martwym, wymęczonym wzrokiem w oczy matki i człowieka, który te oczy kochał.
            Nie ma czasu, nie ma wieku, nie ma podziału. Nie ma. Dzieciństwo jest zawsze. Ono nie umrze. Chyba, że dzieciństwo zostanie przemienione ze straszliwym tempem w ciężkie, dorosłe życie. A wtedy, jeśli umiera dzieciństwo – umiera człowiek.

                                      
Sachem
Spokojne, dobre na swój sposób życie zakłóca i niszczy zło. Dobro i zło skrywane w ludziach. Zło zabija dobro. Dawne, dobre życie przejęło zło niszczące za pośrednictwem ludzi. Powstaje nowe życie, zbudowane na grobowcu starego. Z czasem się rozwija, zmienia w potężne można rzecz wojsko zła u ludzi. Do zła można się przyzwyczaić. A więc… o wszystkim zapomniało. Ziarenko zła rosło i w końcu zmieniło się w stabilną, mocną, brzydką roślinę. Nagle do osady powraca potomek dawnego życia. Budzi grozę, strach od tak dawna niespotykany. Wspomnienia wracają. Jednak  to kiedyś młode dobro, skryte w chłopcu zostało zniszczone przez zło. Wymazano z pamięci młodego umysłu wszystko, co mogłoby stanowić zagrożenie. Nasycało się jego umysł fałszywym dobrem. Złem. Wyniszczono wspomnienia. Zamieniono w posłusznego klona.
Jeśli młody umysł dziecka zacznie się wypełniać kłamstwem, mimo skrytego dobra, stanie się posłuszne złu. Czy naprawdę tak ma być?


Aurelia
Od czasu urodzenia lata życia błyskawicznie gnają naprzód. Nie mamy nawet czasu zmienić się z dzieci w dorosłych, choć może nagli nas do tego oczekiwanie innych. Często sprawiamy wrażenie dorosłych w oczach innych, a w swych oczach dostrzegamy jedynie niewinną, słodką młodość. Z naszych ust oczekiwane są dorosłe słowa, choć my jedynie w nich wyczuwamy słodki smak dzieciństwa i nie dopuszczamy do niego gorzki smak dorosłego życia, wypluwamy go z niechęcią, by przyjąć go do środka. Spotyka nas za to kara. Tak samo gorzka i oschła w najgorszym smaku który opętuje nasz umysł. Próbujemy wypłukać go słodkimi wspomnieniami. Pochłaniamy w ukryciu ciepły, miły, miękki dotyk wspomnień, rzeczy z dzieciństwa. Przemieniamy się w mniejszych niż jesteśmy. A może… może jesteśmy mali, lecz inni nam dodają lat? Jesteśmy dziećmi. Małymi, zdezorientowanymi dziećmi. Ból uderzeń spowodowany frustracją innych z tego powodu jest nie do zniesienia. A więc… powracamy za pomocą wszystkiego, czego możemy do krainy wiecznego dzieciństwa. Słodkie wspomnienia przynoszą nam ukojenie i wysuszają łzy bólu. H. Sienkiewicz doskonale opisał to w prawdziwej i dlatego smutnej noweli.







             Dzieciństwo jest jak spacer po łące. Łąka – kolorowy, pachnący raj. Lecz pod tymi kuszącymi zapachami kryje się wiele przeszkód. Kolorowa, gdy tylko świeci słońce. Słońce miłości. Przeszkody życia. Dziecko spaceruje po łące napawając się jej pięknem. Promyki miłości ogrzewają jego śliczną, młodą twarz oraz odbijają się w jego niewinnych oczkach. Nieświadome jest ile piękno może skrywać zła. Ukąszenie przez coś lub kogoś niepotrzebnego na tej łące może spowodować bolesną ranę, z której sączyła by się krew smutku. Pod kwiatami przepełnionymi uśmiechem, tam, gdzie nie docierają promyki szczęścia kryje się wiele przeszkód, złych doświadczeń, złych przeżyć, dziur smutku. Idąc, maluje tą łąkę na inne barwy niż tylko czerń i biel – zło i dobro. Czasem czerń i biel się mieszają, tworząc przepełnioną wątpliwością szarą barwę, prawda? A pokonaną za sobą drogę dziecko maluje barwami kolorowych wspomnień. Każdy ma swoją łąkę życia, w której jest sam, a kwiaty wokół niego to ludzie.  Wśród pięknych kwiatów mogą kryć się chwasty. Promyki szczęścia zawsze będą mu towarzyszyły, lecz nie dosięgną złego dna.
           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz