Na opętanym przez zło świecie rodzi się nowe
życie. Życie za słabe, za bardzo niewinne, aby znaleźć sobie miejsce pośród
okrucieństwa. Mimo wszelkich przypuszczeń, to małe życie nie odchodzi z tego
świata, choć wędruje pośród zgliszcz dobrego małymi, słabymi nóżkami. Jan ciało
miał niewielkie, lecz duszę ogromną. Dziwne, że w takim małym chłopczyku mogła
się kryć taka osoba. Jednak z każdym dniem, tygodniem, rokiem rosło i rozwijało
się piękno oraz miłość. To życie nie było słabym, biednym chłopcem. To życie
było duszą, która kochała muzykę. Muzyka jako lek, jako ukojenie, jako
lekarstwo na zbolałe rany, które coraz mocniej krwawiły nie dając o sobie
zapomnieć. Z każdej rany boleśnie sączyły się krople krwi. Mały Janko był
przepełniony dławiącym bólem. Matka, która go biła, nie szanowała, wyśmiewała,
niszczyła i skazywała na nędze może go kochała, ale ta miłość była uwięziona
przez okrucieństwo. Może to więzienie utworzyło jej własne dzieciństwo? Matka,
głód, zimno szczypiące nie tylko chude ciało, ale też duszę, pożądanie
szczęścia, piękno, ale i nieosiągalność czystych, przyjemnych dźwięków muzyki
ostrymi szponami tworzyły trwałe rany we wnętrzu, oraz na ciele małego Janka.
Uzależnienie rosło w chłopcu. Bolący, a
jednocześnie kojący dźwięk. Jakikolwiek dźwięk, wydany przez rzecz piękną, lub
szkarłatną. Muzyka przyciągała małego Janka niczym narkotyk. Narkotyk, który
pomoże oderwać się od okropnego, bolesnego życia i ukryć się w nieprawdziwym
świecie. Spragniony i wymęczony Janko spróbował zdobyć najlepszy narkotyk,
który niewyobrażalnie go kusił. Prosta, lecz piękna rzecz, z której wylatywały
przepiękne, kolorowe motyle przepełnione kojącymi dźwiękami. Biedny Janko,
który powoli umierał w męczarni, osamotniony, dławiący się obrzydliwym odorem,
który płynął nieustannie z ust świata spróbował sięgnąć po ukojenie, po klucz
do innego świata, po zwykłe, lecz niezwykłe skrzypce. Janko zapomniał, że od
urodzenia jednak jest uwięziony w szponach zła. Zło wcielone w ludzi, którzy
zabrali Janku jedyną nadzieję jest okropne. Janko, przyłapany na ucieczce z
więzienia zła, został gwałtownym uderzeniem zamknięty w nim. Ludzi przed
okrucieństwem nie powstrzymały zapłakane, zdezorientowane oczy niewinnego, na
wpół żyjącego chłopczyka. Tak w te oczy po raz ostatni ogromnymi falami bólu
płynącymi z uderzeń świat ukarał niewinnego.
Janka, otulonego kołdrą z promieni słońca po raz ostatni leczyły
dźwięki niewinnego, pięknego świata. Z dala tylko dochodził płacz cierpiącej
matki. Młodą duszę poniosła piękna, czysta, dobra muzyka po pięciolinii
płomyków słońca.
Piękna i przerażająco smutna nowela H.
Sienkiewicza uczy nas, jak widzą oczy dziecka. Dziecko rodzi się, choć może nie
powinno, choć może nie jest chciane. Powoli jest zabijane przez zło. Jednak
zawsze ma w sobie nadzieję. Nadzieję, która przynosi ukojenie i ociepla
zmarzniętą duszę. Niech to bliscy będą tą nadzieją.
Z pamiętnika poznańskiego
nauczyciela
Człowiek, przepełniony miłością aż do choroby
uczy życia młodą, słabą osobę – małego Michasia. On sam, umierający
wspomnieniami z dzieciństwa robi wszystko, aby drugą osobę dzieciństwo nie
zabijało, tylko ożywiało. Niestety młode dziecko przygniata presja, wywierana
przez okrutną szkołę, w której rządziło kłamstwo, matkę, która zaślepiona
miłością i nadzieją malowała sobie syna zupełnie jako inną osobę. Rozpaczliwe
działania dziecka, aby coś osiągnąć, aby nie zawieźć nikogo i udowodnić coś, co
nie jest w stanie udowodnić zamieniają się w straszliwą chorobę. Ktoś, kto w
środku nadal jest młody przygląda się temu ze łzami w oczach. Przygląda się w
oczy dziecka, w których zawsze czai się łza, które ściska słabość. Te oczy
powoli zamierają, wycieńczone zmartwieniami i patrzą się martwym, wymęczonym
wzrokiem w oczy matki i człowieka, który te oczy kochał.
Nie ma czasu, nie ma
wieku, nie ma podziału. Nie ma. Dzieciństwo jest zawsze. Ono nie umrze. Chyba,
że dzieciństwo zostanie przemienione ze straszliwym tempem w ciężkie, dorosłe
życie. A wtedy, jeśli umiera dzieciństwo – umiera człowiek.
Sachem
Spokojne, dobre na swój sposób życie zakłóca
i niszczy zło. Dobro i zło skrywane w ludziach. Zło zabija dobro. Dawne, dobre
życie przejęło zło niszczące za pośrednictwem ludzi. Powstaje nowe życie,
zbudowane na grobowcu starego. Z czasem się rozwija, zmienia w potężne można
rzecz wojsko zła u ludzi. Do zła można się przyzwyczaić. A więc… o wszystkim
zapomniało. Ziarenko zła rosło i w końcu zmieniło się w stabilną, mocną,
brzydką roślinę. Nagle do osady powraca potomek dawnego życia. Budzi grozę,
strach od tak dawna niespotykany. Wspomnienia wracają. Jednak to kiedyś młode dobro, skryte w chłopcu
zostało zniszczone przez zło. Wymazano z pamięci młodego umysłu wszystko, co
mogłoby stanowić zagrożenie. Nasycało się jego umysł fałszywym dobrem. Złem.
Wyniszczono wspomnienia. Zamieniono w posłusznego klona.
Jeśli młody umysł dziecka zacznie się
wypełniać kłamstwem, mimo skrytego dobra, stanie się posłuszne złu. Czy
naprawdę tak ma być?
Aurelia
Od czasu urodzenia lata życia błyskawicznie
gnają naprzód. Nie mamy nawet czasu zmienić się z dzieci w dorosłych, choć może
nagli nas do tego oczekiwanie innych. Często sprawiamy wrażenie dorosłych w
oczach innych, a w swych oczach dostrzegamy jedynie niewinną, słodką młodość. Z
naszych ust oczekiwane są dorosłe słowa, choć my jedynie w nich wyczuwamy
słodki smak dzieciństwa i nie dopuszczamy do niego gorzki smak dorosłego życia,
wypluwamy go z niechęcią, by przyjąć go do środka. Spotyka nas za to kara. Tak
samo gorzka i oschła w najgorszym smaku który opętuje nasz umysł. Próbujemy wypłukać
go słodkimi wspomnieniami. Pochłaniamy w ukryciu ciepły, miły, miękki dotyk
wspomnień, rzeczy z dzieciństwa. Przemieniamy się w mniejszych niż jesteśmy. A
może… może jesteśmy mali, lecz inni nam dodają lat? Jesteśmy dziećmi. Małymi,
zdezorientowanymi dziećmi. Ból uderzeń spowodowany frustracją innych z tego
powodu jest nie do zniesienia. A więc… powracamy za pomocą wszystkiego, czego
możemy do krainy wiecznego dzieciństwa. Słodkie wspomnienia przynoszą nam
ukojenie i wysuszają łzy bólu. H. Sienkiewicz doskonale opisał to w prawdziwej
i dlatego smutnej noweli.
Dzieciństwo jest jak spacer po łące. Łąka –
kolorowy, pachnący raj. Lecz pod tymi kuszącymi zapachami kryje się wiele
przeszkód. Kolorowa, gdy tylko świeci słońce. Słońce miłości. Przeszkody życia.
Dziecko spaceruje po łące napawając się jej pięknem. Promyki miłości ogrzewają
jego śliczną, młodą twarz oraz odbijają się w jego niewinnych oczkach.
Nieświadome jest ile piękno może skrywać zła. Ukąszenie przez coś lub kogoś
niepotrzebnego na tej łące może spowodować bolesną ranę, z której sączyła by
się krew smutku. Pod kwiatami przepełnionymi uśmiechem, tam, gdzie nie
docierają promyki szczęścia kryje się wiele przeszkód, złych doświadczeń, złych
przeżyć, dziur smutku. Idąc, maluje tą łąkę na inne barwy niż tylko czerń i
biel – zło i dobro. Czasem czerń i biel się mieszają, tworząc przepełnioną
wątpliwością szarą barwę, prawda? A pokonaną za sobą drogę dziecko maluje
barwami kolorowych wspomnień. Każdy ma swoją łąkę życia, w której jest sam, a
kwiaty wokół niego to ludzie. Wśród
pięknych kwiatów mogą kryć się chwasty. Promyki szczęścia zawsze będą mu
towarzyszyły, lecz nie dosięgną złego dna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz